Chwilę później wyszło na jaw, że marszałek miał tych lotów na swoim koncie nieco więcej, a dokładnie 23, a przynajmniej do takiej liczby się przyznał. Przyznał też, że zwróci kwotę, którą uznał za stosowną, Caritasowi, chociaż trudno znaleźć dowód, że Caritas coś miał wspólnego z organizacją lotów. Nie ma co się jednak przywiązywać do szczegółów, bo przecież to PiS zawdzięczamy program 500+ na drugie i kolejne dzieci. Grubo ponad 20 mld zł to nic przy tych kilkudziesięciu tysiącach, które marszałek przyoszczędził na podniebnej taksówce.

Nie trzeba było specjalnie długo czekać, by się okazało, że Marek Kuchciński ponad sto razy przemieszczał się samolotem, zaszczytu transportowania drugiej osoby w państwie dostąpił też helikopter, a wszystko dlatego, że marszałek ma działkę, bo Podkarpacie to nie tylko Rzeszów. Czepiać się tych lotów może tylko osoba, która nie docenia, że 500 zł rodzic dostanie teraz na każde dziecko. Więc co to są te miliony wydane na podróże lotnicze wobec przeszło 40 mld zł, które trafi z kieszeni podatników do kieszeni podatników? Jeśli kogoś to nie przekonuje, to jest jeszcze 300 zł wyprawki szkolnej. Mało, bo młodzi też chcieliby gdzieś luksusowym samolotem? Do 26. roku życia nie zapłacą PIT. Reszta obywateli zazdrości marszałkowi, a nie docenia obniżki podatku dochodowego z 18 na 17 proc.

Magazyn DGP 9 sierpnia 2019 r.

Magazyn DGP 9 sierpnia 2019 r.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Historia Marka Kuchcińskiego, który w czwartek zapowiedział dymisję, wciąż się rozwija, a jego zamiłowanie do lotnictwa jest pewnie zaraźliwe, bo marszałek Senatu Stanisław Karczewski też zapałał gorącym uczuciem do jawności i pokazał, z kim i gdzie latał. Okazuje się, że także jest człowiekiem rodzinnym. Jest szansa, że inni politycy są również przywiązani do małżonków, dzieci i wnuków, a nawet garderoby, którą trzeba im do Warszawy dostarczyć. Dlatego bitwy lotnicze, jakie PiS toczy w przestrzeni publicznej, mogą się przedłużyć. Dla suwerena to dobra wiadomość, bo im więcej odlotów obecnej ekipy, tym większa szansa, że jesienią znów zobaczymy hojną rękę władzy rozdającą miliardy, które mają odwrócić uwagę od – nie oszukujmy się – drobnych milionów, jakie kosztują podróże małe i duże. Wiele wskazuje, że kryzys zostanie zażegnany w sposób tradycyjny i jak do tej pory skuteczny dla rządzących, czyli otwarciem publicznej kasy dla kolejnych grup społecznych.