statystyki

Potocki: Mołdawska ruletka

autor: Michał Potocki13.06.2019, 01:33; Aktualizacja: 13.06.2019, 07:53
Michał Potocki

Michał Potockiźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Wojtek Gorski

Bezprecedensowa sytuacja, w której Rosja sprzymierza się z Zachodem, by odsunąć od władzy prywatyzującego sobie Mołdawię oligarchę Vladimira Plahotniuca, niesie równie wiele szans, co zagrożeń. W czarnym, ale realnym scenariuszu Mołdawia skończy jako rosyjski satelita, a jej przykład posłuży za wzorcowy dla finlandyzacji Ukrainy.

Zacznijmy od opisania figur na szachownicy. Po lutowych wyborach do parlamentu dostały się cztery partie, z których najmniejszą można pominąć. Pojedynczo żadna z trzech pozostałych nie jest w stanie stworzyć rządu, za to konfiguracja dowolnych dwóch to karkołomna akrobatyka. Z jednej strony Demokratyczna Partia Mołdawii (PDM) Vladimira Plahotniuca. Oligarcha zrobił to, co na Ukrainie w latach 2012–2013 próbował Wiktor Janukowycz. Szermując prozachodnimi hasłami (tak, Janukowycz miał taki okres, choć mało kto o tym pamięta), podporządkował sobie instytucje państwowe i znaczną część biznesu, dorabiając się przezwiska „păpuşar”, lalkarz.

Plahotniuc mógł powtórzyć za Ludwikiem XIV „państwo to ja”, co po rumuńsku brzmi „statul sunt eu”. Gdy Plahotniuc kontrolował rząd, prezydentem jest Igor Dodon, przedstawiciel nominalnego zwycięzcy ostatnich wyborów, Partii Socjalistów Republiki Mołdawii (PSRM). Jest ulubieńcem Władimira Putina, gra na prorosyjskiej części elektoratu tego pękniętego geopolitycznie kraju. Ale chociaż hasła Dodona i Plahotniuca są krańcowo różne, długo łączył ich specyficzny układ: oligarcha kontroluje państwo, socjaliści mają pewien dostęp do przepływów finansowych, a ich rywalizacja to teatr niewykraczający poza retorykę. Formalna koalicja ujawniłaby ten układ, więc była mało prawdopodobna.

I wreszcie siła numer trzy: pozbawieni wsparcia biznesu, za to chętnie widziani w zachodnich ambasadach i na salonach reformatorzy, którzy przed wyborami zjednoczyli się w ramach koalicji Teraz (ACUM). Katalizatorem sojuszu były wybory mera Kiszyniowa w 2018 r. Niespodziewanie wygrał je lider jednego z ugrupowań Adrian Năstase, ale sąd unieważnił elekcję, czym pokazał, że w obronie układu ludzie Plahotniuca – którym udało się opanować i sądy – nie cofną się przed zakwestionowaniem wyników wyborów. PDM była więc dla ACUM nie do zaakceptowania jako wróg numer jeden, zaś PSRM – jako piąta kolumna Kremla.


Pozostało jeszcze 65% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie