W trakcie rozpoczynającej się w środę wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Ameryce zostanie podpisany Joint Political Statement (JPS), czyli deklaracja o chęci pogłębiania wspólnych działań w dziedzinach wojskowości i bezpieczeństwa energetycznego.

Szczegóły jednak pojawią się dopiero po podpisaniu negocjowanych właśnie umów wykonawczych. Ma się to stać we wrześniu. Jak ustalił DGP, konkretem będą zapisy o budowie w Polsce nowych systemów rozpoznania USA.

W tym celu rozbudowana zostanie baza sił powietrznych w Mirosławcu. Od marca w pełnej gotowości stacjonują w niej amerykańskie samoloty bezzałogowe MQ-9 Reaper. W Afganistanie i Iraku były one wykorzystywane do zbierania danych i polowania na przywódców grup rebelianckich. W rozmowach z USA strona polska zabiega m.in. o dostęp do danych z tych maszyn.

W tej chwili istnieją już nad Wisłą stałe systemy rozpoznania kontrolowane przez Stany Zjednoczone. To baza nasłuchu Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) w Świadkach Iławeckich, tuż przy granicy z obwodem kaliningradzkim. Jej wyposażenie pozwala przejmować każdą informację, która jest przesyłana za pośrednictwem urządzeń elektronicznych w promieniu tysiąca kilometrów.

– W czasie negocjacji szczegółowych umów poruszane będą głównie dwa tematy. Z jednej strony: zwiększenie obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce, z drugiej: poprawa możliwości szybkiego przyjęcia większej liczby sojuszniczych oddziałów. Ustalenia mają służyć stworzeniu systemu pozwalającego na szybki przerzut wojsk. Nie chodzi tylko o infrastrukturę, ale także o procedury – mówi DGP Paweł Soloch, szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który w środę również będzie w USA. Może się również pojawić temat kandydatury szefa gabinetu politycznego prezydenta Krzysztofa Szczerskiego na stanowisko zastępcy sekretarza generalnego NATO. Soloch nie chciał jednak komentować doniesień na temat rozmów kadrowych.

– To będzie deklaracja intencji, która nie jest prawnie wiążąca. W każdej chwili można się z niej wycofać. Można ją również dość swobodnie interpretować – mówi informator DGP.

Trwają również prace nad umowami wykonawczymi do JPS. – Te są prawnie wiążące i zawierają zobowiązania. Wdrożeniem deklaracji będzie właśnie podpisanie umów wykonawczych – dodaje rozmówca DGP związany z polską dyplomacją.

Te dotyczące wzmocnienia współpracy militarnej będą negocjować wojskowi i urzędnicy. Chodzi m.in. o dokument regulujący status amerykańskich sił zbrojnych, który powinien być zgodny z umową między państwami stronami Traktatu Północnoatlantyckiego („NATO SOFA”), ale również o umowę o współpracy wywiadowczej i dzieleniu się informacjami.

W ramach wzmacniania swojej obecności w Polsce USA chcą tu umieścić sprzęt służący rozpoznaniu. Chodzi m.in. o rozbudowę bazy w Mirosławcu, gdzie już teraz można zobaczyć bezzałogowce MQ-9 Reaper służące zarówno zbieraniu informacji, jak i atakowaniu celów. Warunkiem Polski było to, byśmy także my mieli dostęp do pozyskiwanych informacji. Warto wspomnieć, że w okolicach Górowa Iławieckiego od lat działa Stacja nasłuchowa amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego.

Czego jeszcze można się spodziewać w tych porozumieniach? Obecnie liczba żołnierzy USA na terenie Polski to ponad 4 tys., m.in. korzystają oni z lotnisk na zachodzie (m.in. Łask i wspominany Mirosławiec), a prawie tysiąc żołnierzy stacjonuje w Orzyszu w ramach wysuniętej obecności na wschodniej flance Sojuszu Północnoatlantyckiego. W niedalekiej przyszłości ta liczba ma się zbliżyć do 6 tys.

Tak jak pisaliśmy na łamach DGP już w listopadzie ubiegłego roku, nie będzie to jedna baza – Fort Trump zbudowana od zera między Toruniem a Bydgoszczą, a wzmocnienie jednostek już tu obecnych i kilka nowych instalacji. W kilku miejscach zostaną zbudowane koszary – w sumie na 10 tys. ludzi (mniej więcej jedna dywizja), powstanie szpital wojskowy w okolicach Żagania, wzmocniony zostanie także element dowództwa dywizji w Poznaniu. Najpewniej będziemy gościć jeszcze więcej amerykańskich sił specjalnych, dla których stosunkowo liberalne na tle Europy Zachodniej regulacje odnośnie do ćwiczeń wojskowych w Polsce tworzą znakomite warunki treningowe. Prawdopodobnie w nieodległej przyszłości zawita do nas również batalion artylerii dalekiego zasięgu wyposażony w system Himars, który za kilka lat będzie również na wyposażeniu polskich sił zbrojnych.

W dokumentach amerykańskich i opublikowanym niedawno przez ambasadę USA w Warszawie filmie promocyjnym na określenie charakteru amerykańskiej obecności w Polsce pojawia się słowo „enduring”, które można tłumaczyć jako „trwała”.

W praktyce będzie tak jak do tej pory: jednostki amerykańskie będą co pewien czas rotowane. – Z naszego punktu widzenia to nie jest najgorsze rozwiązanie. Oni zamiast myśleć o tym, gdzie posłać dzieci do szkoły, jak to jest w Niemczech, będą cały czas ćwiczyć i tym samym pozostawać w gotowości – tłumaczy w rozmowie z DGP jeden z wysokich rangą polskich oficerów.

Strona rządowa przekonuje również, że nie należy się fiksować na pojęciu „stałej obecności”, bo Amerykanie odchodzą od budowy dużych, permanentnych baz, takich jak zimnowojenna w niemieckim Rammstein. Dowództwo USA w większym stopniu stawia na mobilność i możliwość szybkiego przerzutu oddziałów w zapalny region.

Obecny plan przewiduje, że obie strony spróbują wynegocjować umowy do początku września, czyli prawdopodobnej wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Polsce, tak by wówczas można je było podpisać. Dla polskiego rządu, a szczególnie Ministerstwa Obrony Narodowej, sprawa jest priorytetowa, co szef resortu Mariusz Błaszczak wielokrotnie podkreślał. Widać to także po tym, jak mocno zwiększyliśmy nasze zakupy zbrojeniowe w Stanach Zjednoczonych, co jest związane z transakcyjnym podejściem prezydenta Trumpa do dyplomacji. W ciągu ostatnich 15 miesięcy podpisaliśmy z USA umowy na zakup uzbrojenia o wartości ok. 20 mld zł. To kilkukrotnie więcej niż z jakimkolwiek innym państwem.

– Elementem problematycznym przy negocjacjach umów wykonawczych jest to, że są wakacje. Z powodu urlopów procesy decyzyjne po obu stronach Atlantyku będą spowolnione. To będzie wymagało bardzo poważnej mobilizacji, o którą, znając życie, łatwiej pewnie będzie w USA. To może im dawać przewagę negocjacyjną – opowiada jeden z naszych rozmówców.

Nie jest jasne, czy w czasie wizyty polskiej delegacji zostanie poruszony wątek kandydatury współpracownika prezydenta Dudy, ministra Krzysztofa Szczerskiego, na zastępcę sekretarza generalnego NATO. O tym, że jest on kandydatem na to stanowisko, jako pierwszy informował portal Polityka.pl. Sprawa powinna się wyjaśnić maksymalnie w ciągu dwóch miesięcy.