statystyki

Sondaże mają teraz kształtować opinię publiczną, a nie ją badać [WYWIAD]

autor: Robert Mazurek23.05.2019, 20:00; Aktualizacja: 24.05.2019, 08:13
Tomasz Karoń, strateg polityczny, analityk trendów społecznych
 fot. Darek Golik

Tomasz Karoń, strateg polityczny, analityk trendów społecznych fot. Darek Golikźródło: Dziennik Gazeta Prawna

- Wyborcy nie chcą być odrzuceni, dlatego ostrożnie głosują na małe ugrupowania i przez sondaże zbierają informacje, które pozwolą oddać im bezpieczny głos - mówi Tomasz Karoń w rozmowie z Robertem Mazurkiem.

Tu 11 pkt proc. przewagi PiS, tam tyle samo dla Koalicji – sondażownie skompromitowały się jeszcze przed wyborami.

To prawda, utraciły wiarygodność diagnostyczną. Ona jest w tej chwili żadna, to bezsprzeczne.

Sondażownie nie pokazują nastrojów i nie mówią, na kogo ludzie chcą głosować?

Nie, sondaże mają teraz kształtować opinię publiczną, a nie ją badać. W tej sytuacji nie obowiązuje kryterium prawdy i fałszu.

Słucham? Przypominam, że formalnie to firmy badania opinii.

Tylko że jeśli sondaż stał się elementem kampanii wyborczej i po to został zamówiony, to nie można tu zastosować kryterium prawdy, tak jak nie stosuje go pan do obietnic wyborczych.

To skrajny cynizm.

Dlaczego?

I pan się dziwi?! To po co są sondaże, jeśli nie do badania?

Są potrzebne do wytwarzania społecznego dowodu słuszności, czyli do przekonywania ludzi, że mają rację, wybierając tę partię. Wyborcy nie chcą być odrzuceni, dlatego ostrożnie głosują na małe ugrupowania i przez sondaże zbierają informacje, które pozwolą oddać im bezpieczny głos.

Dlaczego sondażownie weszły w taki układ? Dla pieniędzy?

Oczywiście, że dla pieniędzy i udziałów w rynku. Powiedzmy sobie szczerze, że bitwa o klienta między firmami badawczymi jest wyjątkowo twarda i brutalna. Poza tym proszę pamiętać, że właściciele firm badawczych mają swoje sympatie polityczne, które wpływają na sondaże.

To nawet więcej niż sympatie.

To prawda. Robiący dla mediów sondaże Łukasz Pawłowski – jak się mówi na mieście – siedzi w sztabie Platformy Obywatelskiej i nazwał swoją firmę Instytut Badań Spraw Publicznych, łudząco podobnie do znanego Instytutu Spraw Publicznych.

To nie jest manipulacja?

Jeśli traktujemy sondaże jako element diagnozy, czyli tak, jak one powinny funkcjonować, to bez wątpienia jest to nadużycie i to daleko posunięte. Jeżeli jednak traktujemy sondaże jako sposób na mobilizowanie naszych wyborców i dezorganizację kampanii konkurentów, to jest to całkowicie zrozumiałe.

Moment. Z czego żyją firmy badawcze?

Przede wszystkim z badań rynkowych.

Skoro tak, to czy producent proszku pójdzie do firmy kłamiącej na zawołanie, czy do tej, która uczciwie powie mu, jak jest?

Produkuje pan proszek do prania? To ma pan do wyboru poznanie preferencji klientów lub przekonanie ich, by wybrali pański proszek. Co pan wybiera?

Oczywiście, że chcę, by kupili proszek.

Badania jednocześnie tworzą kampanię, mówią wyborcom, jaki jest słuszny sposób zachowania się. Z kolei panu badacz nie mówi tylko, jak jest, ale też jakie są oczekiwania pańskiego klienta czy też wyborcy oraz podpowiada, jak im sprostać.

Zakładamy firmę i mówimy: można u nas kupić skręcony sondaż za 100 zł lub uczciwy za 200 zł. Nie będzie chętnych na prawdę?

Nikt tego od nas nie kupi.

Polityk nie zamawia sondażu, by dowiedzieć się, jak jest?

Nie, on pyta, jak coś zrobić, a nie jak coś wygląda.

Naiwnie myślałem, że najpierw chce poznać prawdę. Jestem dziennikarzem od 25 lat i jestem idiotą.

Nie jest pan idiotą, ale w tej sprawie uległ pan powszechnemu złudzeniu. Tymczasem politycy chcą mieć dwa w jednym – sondaż jako klasyczny pomiar i element kampanii wyborczej. Na czym polega to drugie? Otóż sondaż działa na wyborców, którzy nie chcą tracić głosów, przyłączają się do silniejszego, mobilizują albo demobilizują się.

To wiemy.

Ale sondaż działa też na polityków i to nie tylko tych, którzy ten sondaż zamówili, lecz także na konkurencję. Przykład? Na cztery dni przed wyborami samorządowymi ukazuje się sondaż, w którym PiS traci 11 proc.! I co? Nerwowość w sztabie i partia wciska gaz do dechy. Mobilizują swoich wyborców słynnym spotem o uchodźcach. Przegrzali, bo się przestraszyli.


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (5)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie