Wyniki sondażu według wielkości miejsca zamieszkania wskazują, że na wsi PiS ma poparcie przekraczające 51 proc., podczas gdy KE – 29 proc. Im większy ośrodek, tym większe poparcie dla Koalicji i mniejsze dla PiS. By wygrać, obecna władza musi zmobilizować swój elektorat na prowincji, a to trudne. – Nasi zwolennicy nie czują tych wyborów, mamy nawet problem, by wytłumaczyć naszym lokalnym działaczom, że są one ważne – mówi jeden z polityków PiS. Stąd nieustanne apele czołowych przedstawicieli partii o udział w głosowaniu.

– Na wsi z reguły do wyborów chodzi się przed południem, za tydzień w wyborczą niedzielę, gdy będzie znana przedpołudniowa frekwencja, będzie można już z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, jaki będzie wynik – mówi Marcin Duma, prezes IBRiS. Problemów z mobilizacją elektoratu, może poza PSL, nie ma Koalicja Europejska, zwłaszcza w większych i największych miastach. Wyniki dwóch ugrupowań – Konfederacji i Wiosny Biedronia – zależą od ludzi młodych. To jednak elektorat, który jest kapryśny, jeśli chodzi o obecność przy wyborczych urnach.

W miniony weekend Donald Tusk już z otwartą przyłbicą namawiał do poparcia Koalicji Europejskiej i krytykował PiS. – Jeden nazywa się prezes, a inny ajatollah. Ale różnica jest między nimi nieduża. Nie możecie zostawić losu naszych dzieci i wnuków w ich rękach – mówił przewodniczący Rady Europejskiej. Grzegorz Schetyna zapowiedział powołanie komisji ds. pedofilii w Kościele.

PiS do pakietu wyborczego dodał kolejne 500 zł miesięcznie – tym razem dla niepełnosprawnych. Choć, jak zastrzegał premier Mateusz Morawiecki, ta propozycja zakłada, że pieniądze na jej sfinansowanie mają pójść m.in. z podatku handlowego. PiS chciał w ten sposób uprzedzić manifestację niepełnosprawnych, która ma się odbyć 23 maja przed Pałacem Prezydenckim.

Na ostatniej prostej przed wyborami rywalizacja będzie się nasilać. – Jak pokazują przykłady głośnych ostatnio wpadek, afer czy nawet strajku nauczycieli, wpływ tych wydarzeń na sondaże jest niewielki. Ostatni tydzień kampanii może być ostrzejszy niż do tej pory, bo będzie przesądzać o mobilizacji własnych wyborców, a nie pozyskiwaniu nowych – uważa Bartłomiej Biskup.