statystyki

Netanjahu w obliczu porażki wyborczej. Panorama przedwyborczego Izraela

autor: Mariusz Janik24.02.2019, 10:00; Aktualizacja: 24.02.2019, 11:16
Netanjahu jest wściekły, wystraszony i oblewa się potem – były szef sztabu nie przebierał w słowach, opisując rzekomy stan premiera.

Netanjahu jest wściekły, wystraszony i oblewa się potem – były szef sztabu nie przebierał w słowach, opisując rzekomy stan premiera.źródło: ShutterStock
autor zdjęcia: WolfhelmPillen

Ciąg karczemnych awantur, pyskówka w Warszawie i widmo utraty kluczowych sojuszników – izraelski premier Binjamin Netanjahu po raz pierwszy od kilkunastu lat stoi w obliczu potencjalnej porażki wyborczej.

N etanjahu jest wściekły, wystraszony i oblewa się potem – były szef sztabu nie przebierał w słowach, opisując rzekomy stan premiera. To drugie przedwyborcze wystąpienie Binjamina Ganca, ale emerytowany generał chce wszystkim pokazać, że ma porównywalną dynamikę i agresję jak adwersarz. – Błazny z jego dworu już się nie śmieją, jego partia jest wystraszona. Bibi to samotny król, który od dekady sam kontrolował Likud i partią tą rządził poprzez podstępy i wzbudzanie strachu – podsumowywał.

Sondaże nie pozostawiają wątpliwości, że zaplanowane na 9 kwietnia wybory parlamentarne to pierwsza od wielu lat elekcja, która może zagrozić Netanjahu. Zgodnie z wynikami praktycznie wszystkich sondaży jego partia – prawicowy Likud – utrzyma stan posiadania w Knesecie: 30 miejsc. Ale Bibi nie rządzi dzięki temu, że dysponuje czwartą częścią głosów w izbie, lecz dzięki miriadzie skrajnie prawicowych lub religijnych partyjek, które oddają mu swoje głosy w zamian za trzymanie się radykalnego kursu.

I to właśnie na tych rubieżach izraelskiej polityki może rozstrzygnąć się los Króla Bibiego – tak jest nazywany przez swoich adwersarzy premier. Według sondażu opublikowanego na początku tygodnia przez „Jerusalem Post” do Knesetu mogą się nie dostać partie: My Wszyscy (Kulanu), Żydowski Dom (HaBayit HaYehud), Żydowska Siła (Otzma Yehudit) i Izraelska Unia Narodowa (Halchud HaLeumi) – co jest w sporej mierze rezultatem podniesienia progu wyborczego do 3,25 proc. Oznacza to, że rządowy gabinet będzie musiał opuścić choćby cieszący się sławą awanturnika Avigdor Lieberman, prawicowiec i przedstawiciel środowisk imigrantów z Rosji.

Trudno się więc dziwić, że kampania wyborcza w błyskawicznym tempie stała się dynamiczna albo – jak kto woli – agresywna. „W Bnei Brak (150-tysięczne miasto koło Tel Awiwu – red.) w prawyborach Likudu mogło zagłosować 334 członków ugrupowania. Miri Regev (kandydat partii – red.) dostał 436 głosów” – wytykała przeciwnikom Partia Pracy w jednym ze swoich spotów z ostatnich dni. Ale izraelska lewica jest dziś cieniem dawnej potęgi – według sondażu dla „Haareca” mogą skończyć z pięcioma fotelami w Knesecie. Zapewne dlatego Likud im się nie odgryza – ostrze kampanii wymierzone jest w Ganca, bo to on stanowi dla Bibiego zagrożenie.


Pozostało 84% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (3)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie