Szaleństwo trudno różnicować. Jedni, jak islamscy terroryści czy zamachowcy w rodzaju Breivika, są owładnięci chęcią politycznej, religijnej lub rasowej zemsty albo dają upust czystej nienawiści, lecz z medycznego punktu widzenia są poczytalni. Ich nikczemne plany i pełne wyrachowania zbrodnie nie są podstawą, by zarzucić im obłęd – choć przecież po ludzku rzecz biorąc są obłąkani. Inni nie panują nad swoimi umysłami i poczynaniami. Zabijają lub próbują zabić, by nakarmić swoje chore obsesje. Pierwsi świadomie i celowo poprzez przemoc i mordy „uprawiają politykę”. Drudzy z przypadkowych albo ze starannie wybranych osób, nierzadko polityków, czynią ofiary swego opętania. Więcej może wskazywać na to, wedle tych informacji, które teraz mamy, że z tym przypadkiem mieliśmy do czynienia w Gdańsku. Nie umniejsza to jednak rozmiaru zła i nieszczęścia.

Takie czyny są zawsze równie niezrozumiałe i obrzydliwe, jednak jest w tym jakiś dramatyczny paradoks, że do zabójstwa doszło w czasie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, do której co roku miliony Polaków przystępują w najlepszej wierze i z najlepszymi intencjami, wspólnie – ponad wszelkimi podziałami. Nie dla Jurka Owsiaka, nie „za kimś lub za czymś” ani też nie „przeciwko komuś lub czemuś”, ale dla dobra sprawy. By okazać życzliwość, dołożyć cegiełkę dobra i podkreślić, że „ludzi dobrej woli jest więcej”.

Są dwa chyba podstawowe wymiary tego rodzaju tragicznych zdarzeń. Jeden dotyczy sfery bardzo praktycznej, która często u nas zawodzi, niekiedy dojmująco. Czy wszystkie wymogi i procedury bezpieczeństwa były przestrzegane? Czy odpowiadający za organizację i zabezpieczenie imprezy – w szczególności powołane do tego służby i firmy – dobrze wypełnili swoje obowiązki? Czy wszyscy zrobili to, co należało? Czy i czemu można było wcześniej zaradzić?

Drugi wymiar jest mniej uchwytny, ale nie mniej ważny. Szaleńcy, którzy z zabijania czynią sposób „uprawiania polityki”, często działają w ramach chorego politycznego systemu. Nie jest to na szczęście przypadek Polski. Szaleńcy, których zaburzenia osobowości lub umysłu wiodą do zbrodni, są zapewne koszmarną statystyczną nieuchronnością – tyle że można lepiej lub gorzej się przed nimi chronić. Jednak nie jest zupełnie bez znaczenia to, czym jedni i drudzy się żywią. Nienawiść, agresja, chamstwo i stosunkowo nowy, lecz równie ordynarny i odrażający hejt nikogo od zła nie odwiodły. Za to niektórych do zła popychają.

Trzeba być bardzo ostrożnym, przypisując komukolwiek – poza sprawcami – jakąkolwiek odpowiedzialność lub tym bardziej winę za przemoc, szczególnie za śmiertelną przemoc. Jednak nie można uciec od wrażenia – i nie tylko wrażenia – że polskie życie publiczne, a w ślad za nim nasze życie społeczne w ogóle, jest od wielu lat przepełnione wzajemną wrogością i pogardą. „I dziwne jest to, że od tylu lat człowiekiem gardzi człowiek”. A agresja i chamstwo plenią się z każdej strony z wielką siłą – jednak wbrew oczekiwaniom zazwyczaj milczącej większości i ku jej zgorszeniu. „Dziwny ten świat, świat ludzkich spraw, czasem aż wstyd przyznać się. A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem”. Nie ułatwiajmy szaleńcom przekraczania kolejnych granic, nie podsycajmy ich obłędu. Oni zabijają nie tylko słowem.

Zapewne będziemy teraz razem – solidarni, współczujący, serdeczni – podczas marszów przeciwko przemocy. Paweł Adamowicz był politykiem. Dlatego stał się celem i ofiarą. Stosowny więc byłby i taki marsz, który połączyłby wszystkich polityków bez wyjątku, ponad ich podziałami – o ile nie byłby pustym gestem, lecz trwałym politycznym i społecznym skutkiem zgodnie potępionego aktu przemocy: pewną cezurą i świadectwem, że na żadne barbarzyństwo w sferze publicznej nie ma więcej miejsca. „Przyszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie”. Wszak naprawdę nie trzeba nieszczęść i żałobnych konduktów, by okazywać sobie szacunek.