statystyki

Nikt nie wie, ilu jest Polaków. Nikomu nie opłaca się zmieniać sposobu liczenia [WYWIAD z Piotrem Szukalskim]

autor: Klara Klinger, Grzegorz Osiecki, Anna Ochremiak13.01.2019, 19:30
dzieci, niemowlaki

Obywatele Polski żyjący w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech rodzą każdego roku po 40 tys. dzieci. I tu najciekawsze: tych dzieci nie wliczamy do statystyk, ale ich rodziców zaliczamy – i to jako bezdzietnych! – do liczby mieszkańców Polski. Tym samym zaniżamy wskaźnik dzietności - mówi Szukalski.źródło: ShutterStock

Nikomu nie opłaca się zmieniać sposobu liczenia. Powodów jest wiele, bo np. urealnienie liczby ludności oznacza dla nas mniej głosów w Unii Europejskiej - mówi w wywiadzie dla DGP Piotr Szukalski demograf i gerontolog, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, członek Komitetu Nauk Demograficznych i Komitetu Prognoz PAN.

Czy program 500+ to sukces czy porażka?

Oficjalnie sukces. W 2017 r. osiągnęliśmy 402 tys. urodzeń. Współczynnik dzietności też podskoczył – i to do wartości niewidzianych od połowy lat 90. Jednak…

Statystyki kłamią?

Dodatkowo rodziły się głównie drugie i trzecie dzieci. Tylko w nieznacznym stopniu 500+ zachęciło pary bezdzietne do pierwszego dziecka. Za późno wprowadzono ten program. Przynajmniej o kilka lat za późno. Bo najliczniejsza grupa kobiet, które mogły rodzić, ma dziś, niestety, po trzydzieści kilka lat.

Ale przecież kobiety rodzą coraz później.

To prawda. Mediana wynosi obecnie prawie 27 lat przy pierwszym dziecku. W 1989 r., gdy zaczynała się transformacja, było to niecałe 22 lata. A skoro później rodzi się pierwsze dziecko, to także kolejne – i szansa na większą liczbę dzieci maleje.

Dlaczego 500+ należało wprowadzić wcześniej?

Program nie obniżył wieku kobiet rodzących pierwsze dziecko – decyzję podejmują coraz starsze panie. Należało więc to rozwiązanie wprowadzić wtedy, kiedy mieliśmy najwięcej kobiet w wieku rozrodczym. Jakieś 10 lat temu.

Ale dlaczego 500+ wpłynęło na decyzję o drugim i trzecim dziecku?

Obniżył się średni wiek matek, co sugeruje, że rodzice przyspieszyli decyzje. Te dzieci pewnie by się urodziły za rok, za dwa czy trzy lata, tylko rodzice uznali, że teraz im się to bardziej opłaca. Bo dziś 500+ jest, a za kilka lat może go nie być.

Sugeruje pan, że 500+ w ogóle nie wpłynęło na decyzje o posiadaniu dzieci, co najwyżej przyspieszyło to, co miało się wydarzyć.

W dużym stopniu tak. 500+ nie skłoniło do urodzenia pierwszego dziecka, a na kolejne – według mnie – i tak rodziny by się zdecydowały. Tylko później. Podsumowując: można mieć wątpliwości, na ile 500+ wpłynęło na wzrost skłonności do posiadania potomstwa, a na ile tylko na zmianę kalendarza, czyli przyspieszenie decyzji.

Ale współczynnik przyrostu naturalnego nam się zwiększył.

Bo faktycznie urodziło się więcej dzieci. Jednak ten przyrost wynika z trochę wcześniejszego wydawania na świat potomstwa. Do zrozumienia tego procesu istotne jest pojęcie mechanizmu zmiany kalendarza płodności. Odraczanie decyzji prokreacyjnych oznacza, że część urodzeń, które pojawiłyby się w danym roku, nastąpi w kolejnych latach. Czasami tego typu zmiany są bardzo duże – szacunki robione dla lat 90. i pierwszych lat XXI w. mówiły, że różnica między współczynnikiem dzietności okresowym a uwzględniającym zmiany kalendarza wynosiła 0,2–0,3. A więc choć w danym momencie wskaźnik dzietności wynosił np. 1,2, to w przypadku zaniku zmian kalendarza wzrósłby do 1,5. W ostatnich latach te różnice są już jednak znacznie mniejsze – ok. 0,1. Ale skoro mamy obecnie do czynienia z niewielkim odmłodzeniem, działa to w drugą stronę. Odmłodzenie może dawać szanse na to, że rodzice prędzej zdecydują się na trzecie, a nawet czwarte dziecko.


Pozostało jeszcze 80% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie