Tzw. ustawa degradacyjna, która we wtorek została przyjęta przez Sejm, zakłada możliwość pozbawiania stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą "sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu".

Ustawa, zakłada możliwość pozbawiania stopni wojskowych żołnierzy w stanie spoczynku, którzy byli członkami m. in. WRON, KBW, pełnili służbę w organach bezpieczeństwa państwa wymienionych w ustawie lustracyjnej. Przepisy te dotyczą m.in. generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka.

Podczas senackiej debaty krytyczni wobec jej przepisów senatorowie wskazywali, że o winie powinny orzekać sądy oraz, że czas na rozliczenia był za życia autorów stanu wojennego. Zwolennicy ustawy podkreślali, że sądy wobec wielu nie zdołały orzec wyroków, a złe czyny należy osądzić.

Jan Filip Libicki (PO) powiedział, że o ile zaakceptowałby ustawę pozwalającą odbierać stopnie żywym, "to w przypadku nieżyjących mamy do czynienia z naruszeniem majestatu śmierci wynikającego z kultury chrześcijańskiej". Również Bogdan Borusewicz (PO) za "nie do przyjęcia" uznał "zajmowanie się w ten sposób tymi, którzy zmarli".

- To bardzo niebezpieczna ustawa; nie my, politycy powinniśmy decydować, kto jest winny, a kto niewinny, lecz sądy - powiedział Grzegorz Napieralski (PO). Przestrzegał, że pojęcie "sprzeniewierzenia się polskiej racji stanu" jest pojemne, a w przyszłości może przyjść "nowa władza, bardziej populistyczna, przepełniona niechęcia do dzisiejszej władzy" i napisać swoją ustawę.

Michał Seweryński (PiS) replikował, że tak jak pośmiertnie można uznać, że ktoś był bohaterem, i awansować, go, tak można też orzec, że okrył się niesławą. "Nie może być tak, że złe czyny nigdy nie zostaną osądzone" - mówił Kazimierz Wiatr (PiS).