statystyki

Godlewski: Kim są przyjaciele naszego przyjaciela

autor: Andrzej Godlewski15.07.2017, 18:00; Aktualizacja: 15.07.2017, 18:42
Emmanuel Macron i Donald Trump

Emmanuel Macron i Donald Trumpźródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: IAN LANGSDON POOL

Sukces „Gazety Polskiej” – ogłosiły tydzień temu media związane z „Gazetą Polską”. „Sukces »Wprost«” – ogłosił tego samego dnia portal Wprost.pl. Obydwa tygodniki były dumne, że ich okładki pokazała telewizja Fox News w porannym serwisie informacyjnym. Na stronach tytułowych opublikowały one wielkie portrety Donalda Trumpa i wezwanie „Make Poland Great Again”. Te promocyjne akcje można by rzeczywiście uznać za dowcipne i udane, gdyby nie to, że intencje autorów były poważne. Podobnie jak oczekiwania wielu Polaków, którzy spodziewają się, że amerykański prezydent sprawi teraz, że Polska będzie naprawdę wielka. A to już jest, jak pisze w takich sytuacjach na Twitterze sam Donald Trump, very bad. Czyli bardzo źle.

To naturalne, że każdy lubi być chwalony. W Polsce ta potrzeba jest szczególnie rozpowszechniona. Rzadko mówimy ciepło o innych i sami często czujemy się niedowartościowani. Dużo uwagi poświęcamy problemom i nie bardzo potrafimy cieszyć się z sukcesów. Wspominając własną historię, więcej zajmujemy się honorowymi porażkami i przykładami gloria victis (chwała zwyciężonym) niż zwycięstwami. Kiedy więc ktoś obcy mówi nam, że nie byliśmy i nie jesteśmy tak słabi, popadamy w skrajność. Smutek i przygnębienie szybko ustępują stanom euforycznym. Mimo że sobie wzajemnie prawie nie ufamy, to łatwo zawierzymy nieznajomemu, który jest miły i nas chwali. A co wtedy, gdy ktoś pozna nasze kompleksy i zechce je wykorzystać? Nawet wśród licencjonowanych terapeutów nie wszyscy działają etycznie.

„Tak jak w latach 30. USA i Japonia znajdą się w stanie zimnej wojny, która w ekstremalnej sytuacji może przekształcić się w wojnę gorącą” – pisali w 1991 r. w książce „Przyszła wojna z Japonią” politolodzy George Friedman i Meredith LeBard. Ich zdaniem upadek Związku Radzieckiego sprawił, że obydwa państwa będą realizować „wielkie strategie”, z powodu których znajdą się na kolizyjnym kursie. Japończycy będą chcieli ponownie dominować w południowo-wschodniej Azji i w regionie Oceanu Indyjskiego, których będą potrzebować ze względu na surowce i rynki zbytu. Z drugiej strony Amerykanie nie pozwolą na to, by ktoś kwestionował ich hegemonię w basenie Pacyfiku. Ten amerykańsko-japoński konflikt miał zdominować lata 90. Tamte kasandryczne przepowiednie się nie sprawdziły, co nie przeszkodziło Friedmanowi poślubić współautorki książki oraz założyć i z sukcesem prowadzić ośrodek badań wywiadowczych Stratfor w Teksasie.

Od prawie dziesięciu lat, a dokładniej od wydania książki „Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek”, George Friedman zajmuje się także przewidywaniem scenariuszy dla Polski. W jego wizjach stajemy się regionalnym mocarstwem. Polska będzie coraz silniejsza, bo w tym samym czasie znacznie osłabną Niemcy i Rosja. Oprócz nas nowymi potęgami mają być Turcja i Japonia, która w tym wieku ma wykorzystać słabość Chin. Te prognozy od kilku lat robią furorę w rodzimych mediach, a ich autor zapraszany jest do debat o strategii rozwoju kraju. Głównym warunkiem realizacji tego wielkiego planu są inwestycje w polską armię, w tym zakupy sprzętu i technologii u amerykańskich dostawców. Dzięki temu Polska ma stać się również europejską wersją Izraela, względnie Południowej Korei.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • czytelnik(2017-07-16 09:29) Zgłoś naruszenie 11

    zdaniem autora, najlepsi przyjaciele Polaków to ci co kierują UE no i oczywiście Merkel z Macronem, tak to teraz wygląda obiektywizm dziennikarski w wydaniu Gazety Prawnej, bo to takie poprawne

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie