statystyki

Rouhani: Wierzący, następca Rekina

autor: Mariusz Janik30.06.2017, 07:23; Aktualizacja: 30.06.2017, 08:35
Hassan Rouhani, prezydent Iranu

Hassan Rouhani, prezydent Iranuźródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Jason Alden

Insider – w ten lapidarny sposób dyplomaci charakteryzują irańskiego prezydenta Rouhaniego, który właśnie zaczął drugą kadencję. Ten opis można potraktować zarówno jako definicję wpływów tego polityka, jak i podsumowanie jego kariery.

Cztery dni po tym, jak komando zwolenników Państwa Islamskiego dokonało spektakularnego ataku na przechodniów na moście Westminsterskim, na drugim końcu świata – pod parlamentem w Teheranie – stanęły cztery kobiety. Pokornie przesuwały się w kolejce do wejścia, którym na teren irańskiego Madżlisu wpuszcza się petentów próbujących załatwić swoje sprawy u parlamentarzystów. Zamieszanie wybuchło dopiero wtedy, gdy „petentki” dotarły do bramki.

Czadory, którymi szczelnie okryły się „kobiety”, okazały się mistyfikacją. To wojna w Syrii trafiła pod drzwi parlamentu: czterej napastnicy błyskawicznie zrzucili okrycie, zaskakując ochroniarzy i przedzierając się do wnętrza Madżlisu. Późniejsze wydarzenia wciąż nie zostały w pełni wyjaśnione – komando terrorystów zabarykadowało się w budynku, biorąc prawdopodobnie zakładników. Kilka sal dalej, najwyraźniej nie zauważając harmidru i kanonady, obradowali parlamentarzyści. To ich współpracownicy i członkowie rodzin mieli się znaleźć wśród osób, których napastnicy potraktowali jako żywe tarcze.

Bezładna strzelanina mogła trwać nawet kilka godzin. Terroryści mieli uciec na czwarte piętro budynku i stamtąd ostrzeliwać ulicę. Parlamentarzyści zamknęli się w sali plenarnej, zasypując swoje konta na portalach społecznościowych selfie dokumentującymi oblężenie. Za ogrodzeniem budynku, a z czasem na niższych kondygnacjach, kłębił się z kolei tłum pazdarów – członków paramilitarnej formacji Strażników Rewolucji – a także policjantów, wojskowych, ochroniarzy i służb porządkowych. Ostatecznie napastników wystrzelano, jeden zaś prawdopodobnie zdążył się wysadzić. Detonował się też zamachowiec, który mniej więcej w tym samym czasie wdarł się do mauzoleum imama Ruhollaha Chomeiniego na obrzeżach Teheranu. W sumie zginęło zapewne 17 osób, kilkadziesiąt zostało rannych.

Z bezpośrednim zagrożeniem udało się rozprawić w ciągu kilku godzin. Jednak echa „bliźniaczych zamachów” – jak określa się w Iranie wydarzenia 7 czerwca – wciąż nie milkną. Lawina krytyki spadła na głowę... prezydenta Rouhaniego. Przytyki mają formę zawoalowaną, jak komentarz najważniejszego rządowego dziennika „Kayhan” kilka dni po tragedii. „Wydarzenia ze środy obaliły fasadę wzniesioną przez Amerykanów i obnażyły ich prawdziwą naturę przed Irańczykami. (...) Czyż Daesh [czyli ISIS – przyp. red.] nie zostało stworzone podczas negocjacji nuklearnych z lat 2013–2015?” – pytał retorycznie autor komentarza, najwyraźniej przypisując współautorstwo terrorystycznego kalifatu administracji Rouhaniego.


Pozostało 84% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie