statystyki

Lewestam: W otchłani rozpaczy

autor: Karolina Lewestam23.06.2017, 08:05; Aktualizacja: 23.06.2017, 08:14
Karolina Lewestam

Karolina Lewestamźródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: materialy prasowe

Jeżeli ktoś jeszcze ma wątpliwości, że Zachód przechodzi ciężką depresję, to dziś mam dla niej/niego dobry argument. Nie, nie jest to opowieść o tym, jak obowiązujący paradygmat ekonomiczny dokonał spustoszeń w stabilności życia obywateli, pozostawiając ich bez sensownej tożsamości.

Nie jest to tyrada o „paradzie populizmu”, która ma dowieść, że buntujące się przeciwko liberalnym podstawom demokracji ludy Europy i Ameryki Północnej de facto ulegają instynktowi samookaleczania, właściwemu okresom poczucia beznadziei. Nie jest to historia skonfundowania cywilizacyjno-tożsamościowego, które pojawiło się na Zachodzie wraz z uchodźcami, a wynikło z tego, że nagle nie wiadomo, jak tu deklarować fundamentalne, rzekomo uniwersalne zasady jak Prawa człowieka, a jednocześnie nie wypełniać imperatywu pomocowego, innymi słowy, jak być dobrym, będąc złym, co jest problemem zasadniczo nierozwiązywalnym i ową depresję nieuchronnie powodującym.

Mój argument jest inny i dotyczy nowej ekranizacji „Ani z Zielonego Wzgórza”. Nazywa się ona „Anne with an E” (w polskiej wersji „Ania, nie Anna”) i jest dowodem na to, że wszyscy, świadomie czy nie, wpadamy powoli – by użyć sformułowania Ani Shirley – w otchłań rozpaczy.

Ponieważ jest teoretyczną możliwością, że jakaś osoba owej książki nie czytała, pokrótce wyjaśnię, o co chodzi. Podstarzałe rodzeństwo Maryla i Mateusz Cuthbertowie potrzebują pomocy w gospodarstwie i postanawiają adoptować chłopca z sierocińca w Nowej Szkocji. W wyniku pomyłki otrzymują dziewczynkę, Anię Shirley, z włosami rudymi jak marchew i wybujałą wyobraźnią. Wymienić? Po krótkim wahaniu przyjmują Anię, która ulecza ich dusze, a dzięki oryginalnemu charakterowi, rezolutności i szaleńczej inteligencji szybko zjednuje sobie też całe Avonlea. Jej największą przyjaciółką jest śliczna i bogata Diana Barry. Jej adoratorem jest najprzystojniejszy w szkole Gilbert Blythe, klasowy prymus. Jej wielbicielami są pastor i jego żona. Koleżanki ze szkoły za nią przepadają, może oprócz chorobliwie złośliwej Józi Pye. Ania oczywiście ciągle wpada w tarapaty, ale wychodzi z nich zawsze zwycięsko, co podkreślają piękne krajobrazy czarującej wsi. W dalszych częściach między innymi: Ania otrzymuje spadek od bogatej znajomej oczarowanej jej fantazją, Ania przypadkiem wygrywa konkurs na opowiadanie reklamujące proszek do pieczenia, Ania idzie na uniwersytet, co na przełomie XVIII i XIX w. jest nie lada wyczynem. Sami rozumiecie, jaka to powieść: ku pokrzepieniu serc.


Pozostało 63% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (2)

  • Pan Murzyński - Filipiński(2017-06-23 11:07) Zgłoś naruszenie 40

    "Nie jest to tyrada o „paradzie populizmu”, która ma dowieść, że buntujące się przeciwko liberalnym podstawom demokracji ludy Europy i Ameryki Północnej de facto ulegają instynktowi samookaleczania". Trochę litości dla czytelnika i samej siebie, proszę. Biczowanie buntowników zaczyna trącić kabaretem, bo samookaleczeni intelektualnie wpierają inny swoje cechy, o ile dobrze wiem nazywa się to Projekcją i daje się leczyć

    Odpowiedz
  • Bert(2017-06-24 23:48) Zgłoś naruszenie 30

    Idź się upić, nimfo błotna

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie