statystyki

Andrysiak: W obronie symetryzmu

autor: Andrzej Andrysiak05.05.2017, 19:00
Polska, mapa

A nasi władcy Polski, jak to hipokryci, po cichu chcieli wprowadzić wolnoamerykankę między pracownikiem a pracodawcą, ale głośno pochylać się z troską nad prawami pracowniczymiźródło: ShutterStock

PO demolowała państwo w zgodzie z prawem, PiS – bezprawnie. Apelują dziennikarze, apelują publicyści, by nie porównywać ciemnych czasów dziś rządzących tyranów do – może i kulawej, ale demokratycznej – Polski poprzedniej.

Wypacza się niby w ten sposób poglądy maluczkich, jeszcze gotowi pomyśleć, że jedna władza drugiej warta. Bo ta demoluje, a tamta rządziła zgodnie z demokratycznymi regułami. Ale przecież wiemy, że można demolować w zgodzie z prawem. Świadoma dewastacja rynku pracy, która odbyła się za czasów Platformy i poprzedników, ma równie straszne konsekwencje dla państwa, jak zamach na sądy i podważenie systemu trójpodziału władzy. To, co robi PiS, uderza w podstawy demokracji. To, co zrobiła Platforma, zniszczyło relacje społeczne. Tak, można tu postawić znak równości.

To wszystko specjalnie

Pewnie każdy czytelnik słyszał o Państwowej Inspekcji Pracy. To taki twór, który ma czuwać nad przestrzeganiem reguł na rynku pracy. Czuwać i kontrolować. Ma narzędzia, ma pracowników, ma pieniądze. Jej inspektorzy mogą sprawdzić legalność zatrudnienia, formę umów, przestrzeganie kodeksu pracy i terminowości wypłacania wynagrodzenia. Mogą skontrolować, czy przestrzegany jest czas pracy i udzielane są urlopy wypoczynkowe. Mogą, i to robią, ale wielkiego wpływu na rynek pracy ich działalność nigdy nie miała. Bo PIP nie mogła wejść do zakładu pracy bez uprzedzenia. Inspektor musiał się zapowiedzieć siedem dni wcześniej. A nieuczciwy pracodawca się na te odwiedziny przygotowywał. Prowadziło to do kuriozalnych sytuacji, że przedsiębiorcy przez lata zatrudniający na czarno śmiali się inspektorom w twarz, bo zupełnym przypadkiem na zakładzie byli tylko oni sami. W wersji bardziej luksusowej – z prawnikiem.

Polska była jedynym krajem w Europie, w którym obowiązywały takie regulacje. I oto nagle w styczniu 2016 r. wszystko się zmieniło. Okazało się, że inspekcja może przeprowadzać kontrole bez zapowiedzi, może wchodzić do zakładów, gdy nabierze podejrzeń, że prawo jest tam łamane, a nie, gdy wystosuje pismo z pieczątką. Co się takiego stało? Sejm uchwalił nową ustawę? Prezydent podpisał w ekspresowym tempie? Nic z tych rzeczy. Ówczesna szefowa Państwowej Inspekcji Pracy Iwona Hickiewicz napisała pismo, z którego wynikało, że zmienia interpretację przepisów obowiązującą w samej inspekcji. I rozesłała je do swoich pracowników. Tyle.

Interpretację! W obowiązujących przez lata przepisach nie było wymogu zapowiadania kontroli, to sama instytucja narzuciła sobie takie regulacje.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie