statystyki

Clapham: Ten kongres przypomina pogrzeb

autor: Tim Clapham05.01.2017, 06:59; Aktualizacja: 05.01.2017, 12:07
Timothy Clapham psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski

Timothy Clapham psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawskiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tradycyjna europejska lewica nie otrzymała w ubiegłym roku prezentu pod choinkę. Choć prawicowy populizm został w ostatniej chwili powstrzymany w Austrii (jednak zrobił to przedstawiciel Zielonych!), to nadal stanowi poważne zagrożenie dla socjaldemokratycznych partii Europy. Wielu zwolenników lewicy (także tych potencjalnych) uwiodły obietnice oraz nacjonalistyczna retoryka prawej strony. Jak zatem lewicowe partie poradzą sobie z tym egzystencjalnym kryzysem?

Byłem niedawno w Pradze na kongresie Partii Europejskich Socjalistów. Na tym dorocznym spotkaniu socjalistycznej rodziny, jak lubią kongres nazywać jego uczestnicy, zebrali się wysłannicy brytyjskiej Partii Pracy, francuskiej Partii Socjalistycznej, niemieckiej SPD, reszty uznanych socjaldemokratycznych partii Europy, deputowani Parlamentu Europejskiego, aktywiści i przedstawiciele lewicowych think tanków i rozmaitych organizacji, takich jak tęczowe środowiska LGBT. Zapowiadało się na niezłą zabawę.

Nie tylko gender

Tak się zdarzyło, że jako jeden z pierwszych na kongresie wystąpił premier Słowacji Robert Fico. To bardzo barwna postać, jeden z delegatów nazwał go europejskim Donaldem Trumpem – z powodu ciętego języka i lekceważenia poprawności politycznej. Jednak Fico musi mieć w sobie coś więcej, skoro cały czas wygrywa wybory i od 2006 r. prawie nieprzerwanie zajmuje stanowisko szefa słowackiego rządu. Już na samym początku trafnie podsumował sytuację lewicy. „Ten kongres przypomina pogrzeb” – stwierdził.

Po czym ostro skrytykował lewicowe partie za obsesję na punkcie poprawności politycznej, za kłamstwa brytyjskiego premiera Tony’ego Blaira na temat Iraku, za hipokryzję tworzonych przez nie rządów, które głosowały za poparciem dla Kijowa, lecz chwilę później podpisały z Rosją umowę o budowie rurociągu omijającego Ukrainę. Słowacki premier wypominał lewicy ignorowanie kwestii ważnych dla jej potencjalnych wyborców, jak poziom życia i lepsze warunki socjalne. Był bezlitosny dla polityków, takich jak lider włoskich demokratów Matteo Renzi, promujących posunięcia polityczne niemające nic wspólnego z potrzebami obywateli swoich państw. „Czy jesteśmy pewni, że mówimy o rzeczach, o których nasi wyborcy chcieliby słyszeć?” – pytał. To było oczywiste nawiązanie do obsesji lewicy na punkcie gender i LGBT.

Tęczowa koalicja odpowiedziała na te słowa improwizowaną demonstracją w sali konferencyjnej (pewnie już mieli dosyć bezczynności przy swoim stoisku i chcieli coś zrobić – to było całkiem zabawne, choć dziecinne). Mnie uwagi Fico wydały się słuszne i nawet orzeźwiające, choć słowacki premier zepsuł efekt powrotem do poprawności politycznej i przepraszającym tonem na późniejszej konferencji prasowej. Jestem za prawami mniejszości i równością płci, lecz ta walka została już wygrana, choć jeszcze nie jest skończona, a ciągłe skupianie uwagi na tych kwestiach nie pozwala zająć się „chlebem codziennym” – problemami mającymi wpływ na życie wszystkich obywateli, takimi jak nierówności społeczne i godne zarobki.


Pozostało jeszcze 63% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie