MON Do dymisji podali się dowódca generalny gen. Mirosław Różański i szef Inspektoratu Uzbrojenia gen. Adam Duda. W armii mówi się o kadrowym trzęsieniu ziemi
Najpewniej wkrótce odejdą także szef sztabu generalnego gen. Mieczysław Gocuł i dowódca operacyjny gen. Marek Tomaszycki. Część zmian była wcześniej planowana. Inne są zaskoczeniem.
Generał Różański nie zrezygnował z zajmowanego stanowiska, lecz złożył wniosek o zwolnienie z zawodowej służby wojskowej. Poprosił również ministra, by skrócił okres wypowiedzenia do końca stycznia 2017 r. Powodem jego odejścia są planowane zmiany w systemie dowodzenia.
54-letni gen. Różański stanowisko dowódcy generalnego objął w lipcu 2016 r., jego kadencja miała trwać trzy lata. Był współtwórcą Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, które działa od początku 2014 r. i powstało z połączenia istniejących wcześniej oddzielnych dowództw sił lądowych, morskich, powietrznych i specjalnych. PiS był przeciwny takim zmianom, argumentując, że prowadzą one do rozmycia odpowiedzialności. Pod koniec października Macierewicz zapowiadał, że projekt zmiany systemu dowodzenia trafi do Sejmu jeszcze w tym roku.
ROZMOWA
Rządzący powtarzają, że będzie wojna z Rosją. Jeśli jest takie założenie, wymiana zawodowców nie wydaje się roztropna
Jak pan ocenia ruchy kadrowe w armii?
Działania ustępujących generałów nie wpisują się w plany rządzących. Dla tych, którzy zawdzięczają wiele poprzedniej ekipie, nie ma miejsca. Problemem jest to, że wszyscy politycy oceniają wojskowych nie na podstawie umiejętności, tylko przez pryzmat polityki. Starają się wyznaczyć „swoich”. To trwa mniej więcej od czasów, gdy ministrem obrony był Bogdan Klich. Rządzący zawłaszczyli armię. Obecnie wojsko nie ma gwarantować bezpieczeństwa państwa, ma gwarantować zaplecze polityczne. Żołnierze i ich rodziny to duży elektorat. Nie ma to nic wspólnego ze wzniosłymi, patriotycznymi deklaracjami polityków. I mówię tu o wszystkich opcjach politycznych.
Jakie skutki będą miały te dymisje?
Nie będzie trzęsienia ziemi w armii. W wojsku jest zastępowalność stanowisk i tego się nie odczuje. Ale odbiór zewnętrzny jest negatywny. Bo ci generałowie mają po 50 kilka lat. Mogliby służyć jeszcze długo. Rządzący cały czas powtarzają, że będzie wojna z Rosją. Jeśli jest takie założenie, to wymiana doświadczonych zawodowców na młodych i niedoświadczonych nie wydaje się roztropna. Potencjał dowódczy powstaje w oparciu o doświadczenie, rozwagę i kompetencje, a nie w oparciu o napalenie na karierę. To właśnie napaleńcy gubią wojska.
Co pan radzi następcom?
Nie chcę radzić następcom. Za to politykom radzę sięgnąć po ludzi przygotowanych, a nie takich, którzy tylko mówią, że są doświadczeni. Dziś stosuje się przy awansach nieznane do tej pory kryteria – żołnierze mają po prostu wykonać wszystko, czego chcą politycy. Generałów, którzy mają faktyczne doświadczenie w dowodzeniu jednostkami liniowymi, zostało w wojsku zaledwie kilku. A właśnie takie doświadczenie jest podstawą, by urodził się prawdziwy dowódca.
Czy odejście generała Dudy wpłynie na zakupy uzbrojenia?
Jego odejście niczego nie zatrzyma, bo decyzje są podejmowane poza nim. On miał być strażnikiem procedur i transparentności. I był. Widać coś nie gra w tej materii, jeśli on odchodzi. Pewnie się tego niebawem dowiemy. Prędzej czy później, gdy się zmieni opcja rządząca – ktoś to oceni. W Wojsku Polskim nie znam nikogo lepszego na to stanowisko niż generał Duda. On szkolił się m.in. w USA i otrzymywał za to najwyższe noty.
Jak do tego wszystkiego ma się reforma systemu kierowania i dowodzenia armią?
Istotne jest to, kto będzie autorem reformy. Nie wiem, kto ją robi, więc trudno to ocenić. Nie wiadomo, jakie będą jej ramy. Jeśli jednak rządzący ciągle powtarzają o nadchodzącej wojnie, a mimo to wprowadzają reformę, która na jakiś czas znacznie osłabi nasze wojsko, coś tu jest nie w porządku. Obawiam się, że rozwali się jeden system, a drugi nie będzie na początku dobrze działał. To może wywołać np. w NATO przeświadczenie, że jesteśmy nieskuteczni.