Chiny ostrzegają USA: Rezolucje o prawach człowieka utrudnią negocjacje handlowe

| Aktualizacja:
Jeżeli Ameryka podejmuje akcję, której celem jest naruszenie chińskich interesów, to ma to swoje konsekwencje, a my musimy się bronić – powiedziała rzeczniczka MSZ Chin Hua Chunying. / ShutterStock

Po dwóch rezolucjach krytykujących Chiny za przemoc wobec Ujgurów oraz naciski na Hongkong, negocjacje handlowe stanęły pod znakiem zapytania.

W środę chińskie władze ostrzegły Waszyngton, że przegłosowana przez Izbę Reprezentantów ustawa potępiająca Pekin za prześladowanie Ujgurów, muzułmańskiej mniejszości etnicznej, utrudni negocjacje handlowe i zmniejszy szanse na zakończenie toczącej się wojny celnej. Dzień wcześniej kongresmeni przyjęli 407 głosami przy jednym głosie sprzeciwu rezolucję wzywającą Donalda Trumpa do nałożenia sankcji na komunistycznych przywódców regionu Sinciang, położonego w północno-zachodniej części kraju. Władze przetrzymują tam Ujgurów w obozach internowania.

Biały Dom nie poinformował, czy prezydent ustawę podpisze. Wcześniej musi się na nią zgodzić Senat, ale kompromis z Izby Reprezentantów sugeruje, że senatorowie też będą jednomyślni.

– Jeżeli Ameryka podejmuje akcję, której celem jest naruszenie chińskich interesów, to ma to swoje konsekwencje, a my musimy się bronić – powiedziała rzeczniczka MSZ Chin Hua Chunying.

Oprócz Sinciangu Amerykę niepokoją też łamanie praw człowieka w Hongkongu i presja, jaką wywierają Chiny na władze tego specjalnego regionu autonomicznego. Rezolucja Izby Reprezentantów potępiająca Pekin w tej sprawie sprowokowała podobną reakcję tamtejszego MSZ.

Pod koniec listopada dziennikarze śledczy ujawnili tajne dokumenty komunistycznych notabli na temat tego, co się dzieje w Sinciangu. Obozy to ośrodki reedukacyjne, do których trafiają zwłaszcza muzułmańscy członkowie mniejszości etnicznych, przede wszystkim Ujgurzy. Według Pekinu miejsca te zostały utworzone w ramach walki z separatystycznym terroryzmem wywodzącym się z tamtego regionu autonomicznego, w którym mieszka 11 mln Ujgurów. Uciekinierzy z obozów donosili, że dochodzi tam do tortur i gwałtów. Ponad 1 mln więźniów jest indoktrynowanych, kontrolowanych i karanych. Personel ma przykazane, aby „nigdy nie pozwolić na ucieczkę”. Jedna z instrukcji dotyczy szczegółowego pilnowania zamków w drzwiach. Osadzeni są regularnie egzaminowani ze znajomości języka mandaryńskiego.

We wtorek „New York Times” napisał, że naukowcy w Chinach próbują znaleźć sposób, aby wykorzystać próbki DNA do odtworzenia obrazu twarzy człowieka. W tym celu miano pobrać krew od niemal tysiąca Ujgurów. Testy przeprowadzane są w mieście Tumxuk. Technologia tworzenia mapy twarzy na podstawie kodu genetycznego jest opracowywana również w Stanach Zjednoczonych. Na przykład w stanie Maryland prowadzi się już testy profilowania sprawców przestępstw.

Zdaniem ekspertów chińskie władze chcą wykorzystać DNA do jeszcze większego prześladowania mniejszości etnicznych. Rząd w Pekinie w dłuższej perspektywie byłby w stanie stworzyć na tej podstawie system nadzoru, zacieśniając w ten sposób kontrolę nad całym społeczeństwem. O ironio, jak podaje nowojorski dziennik, co najmniej dwóch naukowców z Chin otrzymało na prowadzone badania dotacje z szanowanych instytucji europejskich.

W Hongkongu z kolei głośna stała się ostatnio kwestia masek zakrywających twarz, które noszą protestujący. Policja wniosła sprawę do sądu, żeby zakazać ich noszenia. Liderzy opozycji argumentowali, że to narusza prawa człowieka. Pośrednio wygrali ci drudzy, bo sąd opowiedział się po ich stronie, ale nie na gruncie prawa do prywatności i walki z inwigilacją, lecz z powodów higieniczno-zdrowotnych – w tym klimacie bowiem nie można ludziom tego zakazywać. Pekin naciska na rząd Hongkongu, aby ten doprowadził do unieważnienia owego werdyktu.

– Najpewniej władze testują technologię rozpoznawania twarzy, żeby zbierać informacje na temat obywateli. W pewnym momencie pojawiła się nawet plotka, że nowoczesne latarnie uliczne, które włączają się, gdy wyczuwają ruch, rejestrują także twarze i sylwetki przechodzących ludzi. Protestujący zniszczyli te lampy, podejrzewając, że są używane w celach inwigilacyjnych – mówi DGP Darren Long z anglojęzycznego dziennika „South China Morning Post” z Hongkongu.