Sprawa dotyczy publikacji gazety z września 2008 r. Napisano wówczas, że Staroń wzbogaciła się o kilkaset tysięcy zł dzięki nowelizacji Prawa spółdzielczego, nad którą pracowała. Miało to polegać na tym, że olsztyńska posłanka za 749 zł uwłaszczyła lokal usługowy na gruncie, który wart jest kilkaset tysięcy.

Posłanka pozwała gazetę, żądając przeprosin w wielu mediach, które podchwyciły temat, oraz wpłaty przez pozwanych łącznie 90 tys. zł na kilka różnych organizacji społecznych. Jak podkreśliła, możliwość przeniesienia własności nieruchomości istniała od wejścia w życie Prawa spółdzielczego, a nie z nowelizacji, nad którą posłanka pracowała.

Cywilny proces z "Rz" Staroń wygrała prawomocnie. Sądy obu instancji uwzględniły jej powództwo, nakazując "Rzeczpospolitej" zamieszczenie na swych łamach przeprosin, ale tylko na swoich łamach i na stronie internetowej www.rp.pl, a także wpłacić łącznie 90 tys. zł na cel charytatywny.

W ostatni wtorek Sąd Apelacyjny w Warszawie wskazał, że przeprosiny mają się ukazać w wydaniu gazety "w pierwszy piątek po uprawomocnieniu się wyroku" - chodzi więc o wydanie wigilijne. Sędzia Jerzy Paszkowski doprecyzował, że przeprosiny mają być zamieszczone na trzeciej stronie gazety, zajmując ćwierć stronicy.

Sąd podkreślił, że wziął pod uwagę kontekst artykułu

W zasądzonej treści przeprosin znajduje się zdanie, pod którym ma się podpisać naczelny "Rz" Paweł Lisicki: "posłanka nie kierowała się chęcią korzyści majątkowej i jej nie osiągnęła". Ponadto, na mocy wyroku, gazeta ma wyrazić ubolewanie za naruszenie dóbr osobistych Staroń i zobowiązać się do nieczynienia tego w przyszłości.

Przeprosiny nie ukazały się jednak w gazecie. Jak poinformowała PAP znająca sprawę osoba z otoczenia redakcji, "Rzeczpospolita" chce jeszcze złożyć kasację do Sądu Najwyższego i liczy na jej powodzenie, a przeprosin nie publikuje z uwagi na to, że prawnik Lidii Staroń nie złożył razem z pozwem wniosku o tzw. zastępcze wykonanie wyroku. Dzięki temu, nie ma klauzuli wykonawczej, którą Staroń mogłaby przedłożyć redakcji żądając druku przeprosin - mogłaby też opublikować je na własny koszt, a następnie ściągnąć należność od gazety.

We wtorek sąd oceniając sprawę podkreślił, że autor inkryminowanego artykułu w "Rz" nie dochował należytej staranności przy gromadzeniu materiałów prasowych i nie zweryfikował prawdziwości stawianego zarzutu. "Jeśli dziennikarz nie znał przepisów ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, mógł zasięgnąć opinii eksperta. Wtedy dowiedziałby się, że pani poseł nie mogła uwłaszczyć się dzięki nowelizacji, nad którą pracowała" - mówił sędzia Paszkowski w ustnym uzasadnieniu wyroku.

Sąd podkreślił, że wziął pod uwagę kontekst artykułu. "Powódkę przedstawiono w nim jako osobę przedkładającą interes prywatny nad publiczny - a jest ona posłem na Sejm, osobą, do której należy przykładać najwyższe standardy" - dodał sąd, uzasadniając zasądzenie kwoty na cel społeczny.