13 osób z międzynarodowej grupy przestępczej, zajmującej się wprowadzaniem do obiegu podrobionych banknotów o nominałach 50 i 100 euro, zostało oskarżonych przez rzeszowską prokuraturę apelacyjną. Według prokuratury wprowadzili oni do obiegu ok. 5 mln euro na terenie kilku krajów.
Publikacja: 20 sierpnia 2010, 08:39 Aktualizacja: 20 sierpnia 2010, 10:14
Jak poinformował zastępca szefa wydziału Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie Stanisław Bończak, akt oskarżenia zostanie jeszcze w piątek skierowany do Sądu Okręgowego w Krakowie. Wśród oskarżonych jest także szef grupy.
Grupa rozprowadzała fałszywe 50 i 100 euro na terenie Polski i Włoch
Grupa działała na terenie Polski i Włoch co najmniej od 2005 r. do momentu rozbicia we wrześniu 2009 roku. Jej celem było wprowadzanie do obiegu fałszywych banknotów o nominałach 50 i 100 euro na terenie Włoch, Francji, Hiszpanii i Niemiec, a także w Polsce.
Jednemu z oskarżonych, 37-letniemu Robertowi I. z Dolnego Śląska, prokuratura zarzuca założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz fałszowanie euro.
Wśród pozostałych oskarżonych są trzy kobiety. Oskarżeni mają zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, większość z nich także wprowadzania do obiegu fałszywych banknotów, zwanych przez samych członków grupy - tapetą. Dwóm kobietom: matce szefa - Teresie I. i szwagierce - Iwonie I. zarzuca się pomoc w ukrywaniu falsyfikatów.
Ponadto dwie osoby: 34-letnia Anita B., konkubina szefa grupy, i Jacek B. mają zarzuty podrabiania banknotów razem z Robertem I.
Poprawiali fałszywe euro - flamastrem, nożyczkami, błyszczykiem
Jak zaznaczył Bończak, oskarżeni kupowali podrabiane banknoty euro od innych fałszerzy, a następnie część z nich udoskonalali, tak aby były jak najbardziej podobne do oryginałów. Zdaniem specjalistów, fałszywe pieniądze były świetnej jakości.
"Jeden z oskarżonych, z zamiłowania plastyk, przekazał im instrukcje, jak i w którym miejscu należy poprawić, aby falsyfikaty do złudzenia przypominały oryginalne" - powiedział Bończak.
Fałszerze m.in. nabłyszczali nominały, specjalnym flamastrem stawiali znaczki, aby świeciły się w świetle ultrafioletowym, nacinali ząbkowanym nożem miejsca, które powinny być wyczuwane palcem. Śledczy ustalili, że zaledwie w ciągu dwóch lat (2005-2006) oskarżeni sfałszowali w ten sposób co najmniej dwa tys. sztuk euro.
Rozprowadzający - jak niewolnicy
Szef werbował swoich pracowników w Polsce i zapraszał do Włoch. Były to osoby najczęściej bezrobotne i wcześniej karane. Miały świadomość, na czym będzie polegać ich praca. Na miejscu dawał im mieszkanie, wyżywienie i ubrania, ale odbierał im dokumenty. Jak zaznaczył prokurator, niekiedy stosował kary cielesne, aby wymusić posłuszeństwo.
Każdy z pracowników codziennie otrzymywał od pracodawcy od 10 do 30 sztuk fałszywych euro o nominałach 50 i 100. Ich zadaniem było np. robienie zakupów, najczęściej spożywczych lub odzieżowych. Nie mogli natomiast kupować przedmiotów kojarzonych z miejscem zakupów (np. pamiątek), aby trudniej było ich namierzyć. Towar, który mieli nabywać jak najtaniej, trafiał następie do szefa wraz z uzyskanymi podczas zakupów prawdziwymi pieniędzmi. Falsyfikaty trafiały także do kantorów wymiany walut.
Za puszczenie w obieg jednego banknotu o nominale 50 pracownik otrzymywał od 6 do 8 prawdziwych euro, a za banknot o nominale 100 - od 10 do 12 euro.
Prokurator zauważył, że I. starannie zacierał ślady swojej przestępczej działalności, m.in. nie przechowywał u siebie w domu ani falsyfikatów, ani prawdziwych euro uzyskanych z dystrybucji "tapet". Magazynował je w domu jednej z włoskich rodzin, u których jako opiekunki i pomoc domowa pracowały jego matka i szwagierka.
1: iko z IP: 213.25.175.* (2010-08-20 14:17)
Z falszerzami pieniedzy trzeba walczyc.

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.