W sobotę prezydenci Polski i Ukrainy Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko oddali hołd ofiarom mordu polskich mieszkańców Huty Pieniackiej na Lwowszczyźnie, którego 65. rocznica właśnie mija.

Podstawą śledztwa IPN jest dekret z 31 sierpnia 1944 r. "O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego". Postępowanie, wszczęte jeszcze w 1994 r. przez poprzedniczkę IPN (Komisję Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu), pozostaje na etapie gromadzenia materiału dowodowego - poinformował w sobotę PAP rzecznik IPN Andrzej Arseniuk.

Na podstawie zeznań przesłuchanych świadków ustalono, że liczba ofiar opisanych działań wyniosła od 700 do 1500 osób. Zauważyć należy, iż Huta Pieniacka liczyła wówczas 172 gospodarstwa i około 1000 mieszkańców z tym, że liczba ta nie zawiera znajdujących się tam wówczas mieszkańców okolicznych wsi. W oparciu o wskazane źródła ustalono, że ocalało około 160 osób.

W toku śledztwa IPN ustala pełną listę ofiar zbrodni dokonanej w Hucie Pieniackiej i jej sprawców. Przesłuchano w tym celu żyjących mieszkańców Huty Pieniackiej, członków rodzin osób zamordowanych 28 lutego 1944 r., mieszkańców sąsiednich miejscowości, a także inne osoby mające wiedzę w sprawie. Poddano analizie archiwa, akta stanu cywilnego parafii Pieniaki dotyczące liczby mieszkańców miejscowości. Poddano analizie wszelkie dostępne publikacje dotyczące zbrodni w Hucie Pieniackiej - zarówno wydane w Polsce, jak i za granicą. Na obecnym etapie śledztwa lista obejmuje około 400 osób.

Sygnałem do rozpoczęcia pacyfikacji wsi były równocześnie wystrzelone z trzech stron rakiety sygnalizacyjne

Instytut ustalił, że 28 lutego 1944 r. wcześnie rano miejscowość Huta Pieniacka (zamieszkiwana w całości przez ludność narodowości polskiej), została otoczona przez liczący prawdopodobnie co najmniej 100 osób oddział wojska. Żołnierze byli ubrani w białe kombinezony maskujące i porozumiewali się w języku ukraińskim, zaś dowódcy mówili po niemiecku. Z zeznań świadków i publikacji naukowych wynika, że formacjom tym towarzyszyli nacjonaliści ukraińscy, w tym zarówno członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii jak i mieszkańcy okolicznych wsi, których udział określono jako "działania w celu zaboru mienia znajdującego się w pacyfikowanych domostwach".

Sygnałem do rozpoczęcia pacyfikacji wsi były równocześnie wystrzelone z trzech stron rakiety sygnalizacyjne. Sprawcy przeszukiwali kolejne domostwa, których mieszkańców wypędzili z domów i zaprowadzili pod eskortą do kościoła. Towarzyszyły temu groźby pozbawienia życia i przemoc. IPN podkreśla, że w tym czasie do Huty Pieniackiej przybyło wielu mieszkańców sąsiednich wsi i przysiółków, którzy schronili się tam w obawie przed napaściami nacjonalistów ukraińskich.

Schwytanych i zgromadzonych w kościele mieszkańców, po pewnym czasie, wyprowadzano w grupach: osoby starsze, kobiety i dzieci oraz mężczyźni. Prowadzono ich do drewnianych stodół, a budynki były kolejno podpalane przy pomocy przygotowanej uprzednio substancji łatwopalnej. Uwięzieni ludzie ulegli spaleniu. Tych, którzy stawiali opór, próbowali uciekać z konwoju lub stodoły - zabijano.

Do wielu osób sprawcy strzelali od tyłu, pod łopatkę

W oparciu o relacje świadków ustalono, że jeden ze sprawców dokonał zabójstwa noworodka, który urodził się w czasie przetrzymywania pokrzywdzonych w kościele. Ponadto ujawniono, że jedna z konwojowanych starszych kobiet została ugodzona w brzuch bagnetem. Do wielu osób sprawcy strzelali od tyłu, pod łopatkę.

IPN uznaje, że sprawcy realizowali zaplanowaną akcję zbrojną mającą na celu pacyfikację wsi Huta Pieniacka, polegającą na eksterminacji ludności oraz zniszczeniu poszczególnych siedlisk. Opisane działania trwały cały dzień i doprowadziły do zabicia, w opisany powyżej sposób, wszystkich schwytanych osób oraz całkowitego zniszczenia zabudowań wiejskich z wyłączeniem miejscowego kościoła.

IPN przypomina, że 5 dni wcześniej - 23 lutego 1944 r. - członkowie samoobrony zorganizowanej w Hucie Pieniackiej odparli atak próbującego wejść do wsi oddziału rekrutującej się z Ukraińców Dywizji SS "Galizien", wskutek czego zginęło 3 członków tej formacji. Potwierdza to oficjalna kronika 14 Dywizji SS "Galizien".

Mieszkańcy Huty Pieniackiej przygotowywali się do odparcia spodziewanego ataku odwetowego, którego się spodziewano - także na podstawie informacji wywiadu AK ze Złoczowa. 27 lutego 1944 do Huty Pieniackiej przybył kurier AK, który przekazał, że w kierunku wsi podążają trzy bataliony dywizji "Galizien". W imieniu Inspektoratu Wywiadu AK polecił, by mężczyźni opuścili wieś, zaniechali obrony i ukryli broń. W wielu domostwach przygotowano kryjówki w prowizorycznych schronach oraz piwnicach.

Z ustaleń IPN wynika, że w czasie pacyfikacji stosunkowo nieliczna grupa mieszkańców ukryła się w takich kryjówkach, a kilkanaście osób ukryło się w wieży kościelnej. Nieliczni zbiegli w czasie konwojowania ich do miejsca zabójstwa bądź też z własnych domostw, w czasie przeszukiwania zabudowań przez sprawców.