Wielu na polskiej prawicy z zainteresowaniem śledziło wybory we Francji, w Austrii, we Włoszech, a ostatnio w Szwecji – kibicując tym, którzy „są przeciw” establishmentowi. Dopingowali zatem tym, którzy wygrywając, zarówno osłabiliby Polskę w Europie, jak i m.in. staraliby się ograniczyć swobodę przekraczania granic i podejmowania pracy m.in. Polakom.

Stare elity przesadziły w kreowaniu nieprawdziwego obrazu wydarzeń w Europie. Ani wyśmiewanie polskiej prawicy, ani pouczanie głupich Polaków nic jednak nie da (podobnie jak nie daje wiele obrażanie się na głupich Szwedów czy głupich Francuzów), bo „głupi” wcale od „mądrych” głupsi nie są. Mamy jednak na głowie niebezpieczne zjawisko: idee tolerancji, społeczeństwa obywatelskiego, kompromisowego charakteru „skonsolidowanej demokracji”, wolności jednostek i praw człowieka coraz częściej są uważane za hasła w oczywisty sposób proestablishmentowe. Ich negowanie stanowi zatem element podważania narracji dosyć dobrze w Polsce znanej: niech będzie, jak było. Ci, którzy nie chcą, aby było, jak było, przecinając gorset politycznej poprawności, tną również sznurki z napisem „wartości europejskie”. A widząc, jak elity histerycznie reagują na podobne akcje, tną z jeszcze większym animuszem.

Magazyn DGP z 28 września 2018

Magazyn DGP z 28 września 2018

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Oczywiście nie oznacza to, że owi tnący chcieliby żyć w kraju rządzonym przez ugrupowania antyestablishmentowe. Na ogół nie mają oni chęci rezygnować z żadnego z postanowień Deklaracji praw człowieka i obywatela (podobnie jak elity rzadko kiedy naprawdę chciałyby żyć bez ojczyzny). Nieraz można nawet powiedzieć, że bardziej w nie wierzą niż spasione kocury, które namolnym powtarzaniem rozmaitych szczytnych haseł chciały po prostu zagłuszyć dyskusję nad kryzysem toczącym Europę. Kryzys bowiem zawsze oznacza koniec status quo.