statystyki

Andrzej Wajda niewygodny dla władzy. Nawet po śmierci

autor: Andrzej Krajewski14.10.2016, 07:15; Aktualizacja: 14.10.2016, 08:13
Andrzej Wajda

Nawet gdyby nie posiadał całej gamy talentów, które pozwoliły mu się stać wielkim reżyserem, ten jeden i tak dałby mu nieśmiertelnośćźródło: PAP
autor zdjęcia: Adam Warżawa

Epoki, rządy czy ustrój mogły się w Polsce zmieniać, tylko problemy z Andrzejem Wajdą pozostawały takie same. Nawet moment swojej śmierci Wajda wybrał taki, by zakłopotać rządzących i zaanektować – jak zawsze – historyczny kontekst.

Reklama


W Warszawie kończył się Kongres Kultury 2016. Uczestnicy zebrali się głównie po to, żeby okazać, jak im ciąży władza PiS, ogłaszając hasło: „Nie oddamy wam kultury”. Szefowa redakcji „Wiadomości” z telewizji rządowej odnotowała śmierć mistrza, skierowanym do buntowników przesłaniem na Twitterze: „Wajda R.I.P. Walcie się dalej #NieOddamyWamKultury”. Co ponoć miało oznaczać życzenie, by wielki reżyser „spoczywał w pokoju”, a uczestnicy kongresu nadal mogli prowadzić swoją konstruktywną debatę o polskiej kulturze. Potem „Wiadomości” materiał o śmierci światowej sławy Polaka, który zmienił oblicze kina, wyemitowały w głównym wydaniu na piątym miejscu. Cóż jednak mogła zrobić redakcja z osobą, która przed zgonem tak otwarcie wyrażała swą wrogość wobec „dobrej zmiany”, skumała się ze środowiskiem „Gazety Wyborczej” oraz od lata gloryfikowała postać Lecha Wałęsy. I tak dobrze, że wspomniany materiał nie został nadany po serwisie sportowym. „To smutne, że Wiadomości nie zdobyły się na uczynienie z jego śmierci pierwszej informacji. Umarł przecież tytan naszej kultury, piszę to z całą odpowiedzialnością za słowo” – obruszył się nawet, nieukrywający swej sympatii do PiS, publicysta Piotr Zaremba.

Tymczasem jest to dopiero początek kłopotów. Rządzący muszą bowiem jeszcze tytana polskiej kultury uroczyście pogrzebać. Nie bacząc na to, jak ich elektorat nie lubi reżysera „Wałęsy. Człowieka nadziei”. Ale zjeść tę kłopotliwą żabę trzeba, bo Polska miała zbyt mało geniuszy, by okazywać małostkowość nad trumną jednego z nich. Co zapewne wrogowie „dobrej zmiany” wykorzystają na wszelkie możliwe sposoby. Zapowiada się więc kolejny niezły film. No ale przecież takowe były Mistrza specjalnością.

Jak stawać się wolnym

Nawet gdyby nie posiadał całej gamy talentów, które pozwoliły mu się stać wielkim reżyserem, ten jeden i tak dałby mu nieśmiertelność. Andrzej Wajda bezbłędnie potrafił wetknąć palec w głąb narodowej pamięci i tak nacisnąć, żeby zabolało lub wkurzyło. Po raz pierwszy zrobił to na swe trzydzieste urodziny, kręcąc opowiadający o agonii Powstania Warszawskiego „Kanał”. Wcześniejszy jego film „Pokolenie”, gloryfikujący komunistycznych bojowników z Gwardii Ludowej, niczego takiego nie zapowiadał. Jednak wystarczyła polityczna odwilż roku 1956, by Wajda zabrał się za temat wcześniej zakazany, który żywo obchodził Polaków. I nie tylko ich, skoro „Kanał” zdobył rok później Srebrną Palmę na Festiwalu w Cannes i jako pierwszy polski film powstały po wojnie został zauważony na Zachodzie.

Międzynarodowy debiut w takim stylu windował poprzeczkę do poziomu wręcz nie do przeskoczenia. Zwłaszcza że po spektakularnym sukcesie Wajda wziął na warsztat powieść Jerzego Andrzejewskiego „Popiół i diament”. Pisarz stworzył ją na zamówienie drugiego po Bierucie w stalinowskiej Polsce, Jakuba Bermana. Na podstawie akt dostarczonych z departamentu śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Opowiadała o akowcu Maćku Chełmickim, który zamiast współpracować z władzą ludową, morduje jej przedstawicieli. Z propagandowej agitki Wajda ulepił film wyszarpujący na wierzch emocje, nie tylko osób jego pokolenia. Bardzo pomógł mu w tym kolega ze studenckiego teatrzyku „Bim Bom” Zbigniew Cybulski. Aktor debiutował w „Pokoleniu”, lecz to „Popiół i diament” uczynił go gwiazdą. „Zobaczyłem go, kiedy wychodził szybkim, zdecydowanym krokiem (z garderoby – red.), a za nim biegły dwie panie od kostiumów i wołały zrozpaczone: «Panie reżyserze, on nie chce się przebrać!»” – wspominał w książce „Powtórka z całości” Wajda. „Rzeczywiście, Zbyszek ubrany był tak jak zawsze, w ciągu wielu lat naszej znajomości: jeansy, zielona, wyjściowa kurtka, przez ramię przewieszony wojskowy chlebak, sznurowane trzewiki” – dodawał. Cybulski wyglądał jak jego rówieśnicy z połowy lat 50., zaś Wajda nie kazał mu się przebierać, lecz uznał, że strój jest idealny. To był strzał w dziesiątkę. Niewiele zmieniając w treści, wspólnie obrócili opowieść do góry nogami. Choć w końcowej scenie Maciek konał na wysypisku, mającym symbolizować śmietnik historii, widz cierpiał z nim. Szczerze go też pokochał. „Ten aktor nie potrzebuje roli – sam jest rolą” – napisał po premierze Krzysztof Teodor Teoplitz. Wykreowany przez Wajdę Chełmicki vel Cybulski stał się narodowym bohaterem i pierwszym (jak dziś byśmy powiedzieli) „żołnierzem wyklętym”, który zaistniał w masowej wyobraźni społeczeństwa. Wkrótce na ulicach zaroiło się od chłopaków w ciemnych okularach i krótkich kurtkach. Musiało minąć trochę czasu, nim władza zaczęła się orientować, co przepuściła przez sito cenzury. Komuniści całą dekadę budowali konsekwentnie czarną legendę AK. Organizacji, która nie walczyła z niemieckim okupantem, lecz zajmowała się strzelaniem w plecy czerwonoarmistom i ich sojusznikom. Żołnierze Armii Krajowej mieli status wrogów. Aż nagle Maciek Chełmicki stał się idolem dla młodego pokolenia. Co gorsza, film Wajdy odniósł wielki sukces w Europie Zachodniej i Japonii. Nie było szansy, by odszedł w zapomnienie.


Pozostało jeszcze 74% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Reklama

Komentarze (8)

  • Niewygodny dla władzy? Zależy której(2016-10-14 13:34) Zgłoś naruszenie 218

    Wajda przez większą część życia był wygodny dla władzy. I tak się z komunistami utożsamił, że pierwszego antykomunistycznego rządu nie mógł przeżyć.

    Odpowiedz
  • Helena(2016-10-14 09:02) Zgłoś naruszenie 1914

    Jaki był każdy widział. Można ludziom wmawiac, ze był doskonalszy niż był tylko dlatego, że umarł? Czy to uczciwie?

    Odpowiedz
  • obserwator(2016-10-14 09:49) Zgłoś naruszenie 1810

    tak to jest, jak ludzie kultury biorą się za politykę, dobrze by było, gdyby każdy robił to na czym się zna

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Karolina(2016-10-14 08:48) Zgłoś naruszenie 174

    Genialny kabotyn. Każdy widział w nim co chciał widzieć jak w roli Cybulskiego-Maćka i w tym tkwił jego geniusz. PJD.

    Odpowiedz
  • emer.(2016-10-15 10:00) Zgłoś naruszenie 86

    szkoda ze dał się wciągnąć w brudną politykę PO- taki filmowiec rodzi się raz na 1000 lat.

    Odpowiedz
  • emer.(2016-10-15 10:00) Zgłoś naruszenie 65

    szkoda ze dał się wciągnąć w brudną politykę PO- taki filmowiec rodzi się raz na 1000 lat.

    Odpowiedz
  • mike(2016-10-17 12:06) Zgłoś naruszenie 52

    Śmierć Andrzeja Wajdy to bardzo dobra wiadomość dla uczestników kongresu kultury. Będą mogli się rzucić na pieniążki, które z budżetu państwa i innych budżetów publicznych dostawał Andrzej Wajda. A są to pieniążki niemałe, bo pan Andrzej był reżyserem tak wielkim jak kosztownym dla finansów publicznych. Ale szkoda Wajdy, a właściwie to nas szkoda, bo jak odchodzi ktoś w wieku lat 90 to nie ma miejsca na rozpacz, a na zadumę lub wspomnienia, a czasami nawet na bliskie sercu anegdotki dotyczące osoby odchodzącej. A nas szkoda, bo jakoś jestem w stanie odżałować tych parę groszy by powstał taki film jak „Ziemia obiecana”, „Pan Tadeusz”, czy „Zemsta”. A te wszystkie sępy mieniące się ludźmi kultury umieją wydalić z tych swoich artystycznych trzewi „dzieła” przypominające wyglądem i zapachem to co wydala codziennie każdy człowiek. Umieją tylko bredzić o tym, że są elitą wśród ciemnego narodu, następną po sędziach kastą nietykalnych lepszą od otaczającego ich pospólstwa i jednocześnie piszczeć po prośbie lub groźbie o kasę od tego narodu, którym pogardzają. Ale wracając do Wajdy. Robił filmy wielkie i piękne, mogące znaleźć na zawsze miejsce w światowej czołówce, jak przywołana „Ziemia obiecana”, filmy wielkie i ciężkie jak „Człowiek z marmuru” ale też filmy katastrofalne i haniebne jak ten Jego ostatni „Człowiek”, już nie będę pisał przez wrodzoną delikatność z jakiej substancji. Za tego swojego ostatniego „człowieka” powinno się w zemście rozrzucić Jego prochy w miejscu nieznanym. Tak jak robią to inne, mądrzejsze od Nas narody. Trudno, niech broni swojej pamięci tylko filmami. Chociaż może to stanowi o wielkości artysty. Robi rzeczy tylko wspaniałe. Te „złe” filmy pana Andrzeja można opisać, przywołując słowa jednego z największych filozofów XX wieku – Greka Zorby „To była wspaniała katastrofa”. „Skończyła się pewna epoka.” - powiedział bankier Kramer oglądając kondukt pogrzebowy kasiarza Kwinty. Nic dodać, nic ująć. Michał Dąbrowski Warszawa, 10 października 2016 r. PS Wajda był największym polskim reżyserem. Tylko tyle i aż tyle. Jak usłyszycie gdzieś jęki jego kolegów artystów, że odchodzi człowiek mądry, wielki Polak, patriota, nauczyciel, społecznik, polityk i tym podobne bzdury, to pamiętajcie, że jęczący to nikczemnik i zawistnik, który zazdrości Wajdzie talentu i iskry bożej. Wajda wcale nie był jakoś nadzwyczaj mądry, ani dobry. Nie był moralnie czysty, był koniunkturalistą i pieszczoszkiem władz, a jego wybory polityczne były chybione. Wajda był tylko i wyłącznie największym polskim reżyserem.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Reklama