Tegoroczne obchody katastrofy smoleńskiej w Warszawie mogą być wyjątkowo nerwowe. To będą pierwsze rocznicowe uroczystości upamiętniające wypadek prezydenckiego samolotu z 2010 r., odkąd władzę przejął PiS. Zdaniem wielu polityków partii rządzącej to dobra okazja, by przeforsować budowę pomnika na Krakowskim Przedmieściu, przed Pałacem Prezydenckim. Niewykluczone, że już 10 kwietnia pojawi się tam czasowa instalacja.

Na razie obie skonfliktowane strony – władze Warszawy i środowisko PiS – szykują się do prawnej batalii, szukając skutecznych metod zablokowania przeciwnika. W PiS rozważane są co najmniej dwa scenariusze, a władze stolicy są coraz bliżej ściany.

Pierwszy zakłada odebranie stołecznemu konserwatorowi zabytków części kompetencji (a konkretnie obszarów znajdujących się w strefie UNESCO – a więc także Krakowskiego Przedmieścia) na rzecz wojewódzkiego konserwatora zabytków. – Na mocy zawartego przed laty porozumienia między wojewódzkim a stołecznym konserwatorem ten drugi ma obecnie kompetencje większe, niż wynika to z ustawy – przekonuje nas jeden z posłów PiS. W lutym wojewoda mazowiecki powołał na stanowisko wojewódzkiego konserwatora zabytków Barbarę Jezierską. Zastąpiła Rafała Nadolnego, który otwarcie sprzeciwiał się powstaniu pomnika (twierdził, że Krakowskie Przedmieście stanowi zamkniętą i chronioną przestrzeń architektoniczną, w którą nie można ingerować).

Drugi scenariusz zakłada postawienie wolno stojącej instalacji. To jednak również nie pozwoli uniknąć konfliktu z władzami stolicy. – Wszystkie działania mające wpływ na wygląd obszaru zabytkowego niezależnie od tego, czy trwale, czy nietrwale związane z gruntem, wymagają pozwolenia konserwatorskiego – mówi nam Agnieszka Kłąb ze stołecznego ratusza. Generalnie, jak dodaje, budowa pomnika wymaga uzyskania trzech rzeczy: pozwolenia konserwatorskiego, pozwolenia na budowę w przypadku prowadzenia robót budowlanych, a także uchwały rady miasta. Zdaniem działaczy PiS wszystkie te przeszkody da się obejść – wystarczy, że pomnik zostanie uznany za instalację tymczasową (tak jak słynne ozdoby świąteczne na Krakowskim Przedmieściu). W PiS słyszymy także pomysły, by pomnik umieścić na terenie Pałacu Prezydenckiego zamiast na ulicy.

Ale to i tak jedynie półśrodki. Tymczasem rozwiązanie sporu może być dla PiS o wiele prostsze, co zresztą przyznają w rozmowie z nami warszawscy samorządowcy. Jak na razie główną linią obrony Hanny Gronkiewicz-Waltz i jej urzędników jest brak zgody stołecznego konserwatora zabytków. Ale tę będzie łatwo obalić. – W przypadku wydania decyzji odmownej przez stołecznego konserwatora zabytków strona niezadowolona z rozstrzygnięcia ma prawo złożyć odwołanie do organu II instancji. W tym przypadku jest nim minister kultury i dziedzictwa narodowego – przyznaje Agnieszka Kłąb.

Resort kultury nie odpowiedział do wczoraj na nasze pytania. Ale jego szef Piotr Gliński w publicznych wypowiedziach nie kryje, że jest zwolennikiem postawienia pomnika w miejscu „spontanicznie wybranym przez Polaków”. Można więc przewidzieć, jaka będzie jego ewentualna decyzja.

Co warszawscy urzędnicy zrobią w sytuacji, gdy pomnik stanie? – Wtedy zadziałamy nie my, tylko nadzór budowlany. Najpierw wezwie do usunięcia, potem wystawi grzywnę, a na koniec przeprowadzi wykonanie zastępcze, czyli demontaż – mówi nam jeden z urzędników ratusza. – Na dziś mamy ważną uchwałę o lokalizacji pomnika przy ul. Trębackiej [ok. 60 m od Krakowskiego Przedmieścia – red.]. W każdej chwili można zacząć budować – deklaruje.

Zdaniem posłów PiS władze Warszawy są na przegranej pozycji w kwestii pomnika przed Pałacem Prezydenckim i jedynie odwlekają decyzję o jego postawieniu. – Warszawa dysponuje co najwyżej pismem zależnego od niej pracownika, jakim jest stołeczny konserwator zabytków, który wyraził swoją opinię w tym temacie. Nie ma żadnych formalnych przeciwskazań, by pomnik znajdował się na Krakowskim Przedmieściu. Nie istnieje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego ani inny dokument, który blokowałby możliwość umieszczenia instalacji przed Pałacem Prezydenckim – przekonuje Jarosław Krajewski, były warszawski radny, obecnie poseł PiS. Sugeruje też, że ewentualna interwencja nadzoru budowlanego byłaby bardzo ryzykownym ruchem ze strony prezydent Gronkiewicz-Waltz. Nadzór ostatecznie podlega prezydentowi miasta na prawach powiatu, w związku z czym władzom Warszawy trudno będzie kogokolwiek przekonać, że zachowały w tej sprawie neutralność. – Dopóki PO nie wycofa się z politycznej małostkowości, dopóty będzie trwał spór w sprawie pomnika – mówi Jarosław Krajewski.

Nie wszędzie kwestia budowy pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej budzi tak duże emocje. Wstępne porozumienie w tej sprawie osiągnęli radni Platformy i PiS w Łodzi. Trzymetrowy monument, ufundowany przez łódzką archidiecezję, miałby stanąć na tyłach tamtejszej katedry. Sprawa ma zostać poruszona podczas dzisiejszej sesji rady miasta. – Zdaniem przewodniczącego rady pomysł nie będzie budził kontrowersji, zarówno jeśli chodzi o projekt, jak i jego lokalizację – zapowiada Ewelina Koper z Biura Rady Miejskiej w Łodzi.