statystyki

Kryzys pierworodnych: Albo dwoje dzieci, albo wcale

autor: Janusz K. Kowalski, Klara Klinger23.02.2016, 07:35; Aktualizacja: 23.02.2016, 08:20
Kryzys pierworodnych: Albo dwoje dzieci, albo wcale

Kryzys pierworodnych: Albo dwoje dzieci, albo wcaleźródło: ShutterStock

Przybywa kobiet rodzących drugie i trzecie dziecko. Gorzej, że ciągle ubywa tych, które decydują się na wydanie na świat pierwszego.

reklama


reklama


Od ośmiu lat wśród kobiet rodzących zmniejsza się grupa tych, które wydały na świat jedno dziecko. Jeszcze w 2006 r. było ich 51,1 proc., a w 2014 r. już tylko 47,4 proc. Przybywa natomiast matek, które rodzą drugie dziecko. Ich odsetek wzrósł w tym czasie z 32,7 proc. do 37,5 proc. Powoli rośnie również grupa kobiet, które zdecydowały się na urodzenie trzeciego potomka. Zwiększyła się ona z 9,9 proc. w 2010 r. do 10,5 proc. w 2014 r. – wynika z danych GUS.

Skąd ta zmiana, czyżby moda na drugie i trzecie dziecko? Socjologowie nie są przekonani. Wskazują, że to między innymi efekt tego, że coraz więcej jest kobiet po trzydziestym roku życia z drugiego wyżu demograficznego z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy rodziło się nawet po ok. 700 tys. dzieci rocznie. W efekcie liczba mam między trzydziestym a czterdziestym rokiem życia wzrosła do ponad 3,1 mln w 2014 r. i była o 0,5 mln większa niż w 2006 r. – Te liczne rzesze relatywnie młodych wciąż kobiet jeśli rodzą dzieci, to przede wszystkim kolejne, bo na pierwsze decydowały się przed trzydziestymi urodzinami – twierdzi prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego. Potwierdzają to dane GUS, według których średni wiek kobiety w momencie urodzenia pierwszego dziecka przekracza 27 lat i jest o 3,5 roku wyższy niż w 2000 r. Tych młodych – 20–29 lat – z każdym rokiem ubywa – w 2006 r. było ich ponad 3,1 mln, a w 2014 r. niespełna 2,7 mln (głównie dlatego, że po 1983 r. mieliśmy prawie dwudziestoletnią zapaść demograficzną).

Dlaczego dojrzałe mamy decydują się na kolejne ciąże?

– Bo Polska nie odczuła mocno ostatniego światowego kryzysu ekonomicznego – uważa prof. Irena Kotowska z SGH. Z Diagnozy Społecznej wynika, że w ostatnich latach poprawiła się sytuacja materialna gospodarstw domowy, których głową były osoby w wieku między 30 a 39 lat.

Czynniki ekonomiczne mają wpływ na decyzje o tym, czy pojawi się drugie albo kolejne dziecko. Z danych Eurostatu wynika, że pracujące Polki rodzą średnio 1,78 (dane z roku 2011), zaś te bez zatrudnienia 0,92 dziecka. To przepaść. W strefie euro jest to 1,59 w przypadku pracujących, a 1,35 – niepracujących.

Inna sprawa, co zauważa dr Monika Mynarska, demograf z SGH, że te dysproporcje mogą wynikać z prostego faktu: coraz więcej kobiet nie decyduje się na dziecko w ogóle.

Wśród kobiet urodzonych w latach powojennych zaledwie 8 proc. było bezdzietnych. Natomiast w grupie urodzonych w latach 70. odsetek ten wzrósł do 17 proc. Prognozy są takie, że w najbliższych latach może przekroczyć 30 proc. Tak by było, gdyby wzorce płodności Polek ustaliły się na poziomie zaobserwowanym w 2008 r. Wówczas pod względem bezdzietności przewyższylibyśmy średnią wartość w innych państwach europejskich – wynika z raportu Rządowej Rady Ludnościowej poświęconego sytuacji demograficznej w Polsce. Jako główne przyczyny załamania demograficznego eksperci wymieniają coraz późniejszy wiek zawierania małżeństw. Im później założona rodzina, tym mniejsza szansa, że będzie wielodzietna. Ludziom w pewnym wieku zmieniają się priorytety – nie uśmiecha im się raptowna zmiana stylu życia, zamiast w dzieci wolą inwestować w siebie.

Czy 500 zł dodatku na drugie i trzecie dziecko coś zmieni w naszych reprodukcyjnych planach? Zdaniem prof. Szukalskiego może tak się stać, ale pod pewnymi warunkami. – Kobiety, które planują posiadanie potomstwa, przyspieszą moment wydania go na świat, aby choć przez jakiś czas móc pobierać świadczenie. Bo jego wypłacanie po zakończeniu kadencji obecnego parlamentu nie jest pewne – ocenia.

Jeszcze lepiej by było, gdyby faktycznie udało się wywołać „modę na dziecko”. Do Narodowego Programu Zdrowia Publicznego, nad którym pracuje resort, ma zostać dopisany kolejny punkt: polityka prokreacyjna, która ma sprawić, aby dzieci kojarzyły się wszystkim pozytywnie. Natomiast zamiast finansowanego jeszcze do połowy tego roku programu in vitro ma obowiązywać inny. W jego ramach od przyszłego roku pary borykające się z problemem niepłodności zostaną objęte kompleksową opieką w celu zdiagnozowania przyczyny. Przeciwnicy wskazują, że nie zastąpi to in vitro, dzięki któremu od lipca 2013 r. urodziło się niemal 2,4 tys. dzieci.

Elementem wsparcia tej mody na dzieci jest działająca od połowy 2014 r. karta dużej rodziny (dla tych z co najmniej trójką). A także dłuższe urlopy macierzyńskie i rodzicielskie.

Jednak – jak dodaje prof. Kotowska – żeby mieć drugie dziecko, musi być pierwsze. A pierwszych jest coraz mniej. I to jest największy problem. – Zbadaliśmy, że dzieci miała w ubiegłym roku tylko jedna trzecia tych kobiet, które pięć lat wcześniej zadeklarowały, że planują posiadanie potomstwa – kwituje demograf.

Jest coraz mniej czasu. Kobiety urodzone w najliczniejszych rocznikach z I połowy lat 80. zbliżają się do 35. roku życia. Wchodzą w wiek, w którym narastają problemy z płodnością i utrzymaniem ciąży. Jeśli teraz nie wykorzystają swojego potencjału macierzyńskiego, Polaków będzie coraz trudniej zauważyć na mapie świata.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

reklama

  • AgnieszkaZ(2016-02-23 13:19) Odpowiedz 206

    Choćby PiS dał mi 5000 zł miesięcznie to nie urodzę dzieci.. bo nie chcę. Nie mam takiego obowiązku, to mój wolny wybór.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • PiSreal(2016-02-23 10:59) Odpowiedz 198

    Powinno się jeszcze zacząć dopłacać po 500 zeta tym co nie mają dzieci a będą musieć narobić na cudze.:)

    Pokaż odpowiedzi (3)
  • ddasd(2016-02-23 09:47) Odpowiedz 155

    Pytanie: Dlaczego PiS tak uparcie dążył do dopłat na drugie dziecko? Bo chciał pokazać, że kłamczyńscy są świętym przykładem - od razu załapali by się na dopłatę. Promuje sie ciąże mnogie by się przypodobać prezesowi ...

  • mm(2016-02-23 12:57) Odpowiedz 134

    zawsze krytykuje się kobiet, że nie rodzą dzieci i je wskazuje się jako przykłady we wszystkich statystykach. czemu statystyki nie opierają się na panach? wówczas mogłoby się okazać, że ilość dziecka przypadającego na Polaka jest jeszcze gorsza niż statystyka dotycząca Polki. osobiście znam wiele kobiet koło 30stki, które chcą mieć dzieci, jeśli ich nie mają, ale dosłownie "garstkę" panów w tym samym wieku, którzy w ogóle biorą pod uwagę zakładanie rodziny. medycyna, medycyną, ale bez panów dzieci nie będzie. na marginesie trzeba dodać, że te 30% bezdzietnych pań to prawdopodobnie kobiety, które nie chcą być obrażane przez takich Ziemkiewiczów, że stosują "kłusownictwo" seksualne.... bo wiadomo, że samotne matki "same są sobie winne"....

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Anna(2016-02-23 16:02) Odpowiedz 111

    Ludzi nie powinni się płodzić ja króliki. W Polsce na wizytę u kardiologa czeka się z dzieckiem około roku, do okulisty najmniej 7 m-cy! Może by tak ogarnąć tych dzieci co już są? W krajach rozwiniętych nie czeka się z dziećmi miesiącami do lekarza pomimo to nie rozmnażają się jak króliki.

  • hiustonerek(2016-02-23 12:42) Odpowiedz 116

    Problemem jest emancypacja kobiet a nie żadne świadczenia socjalne. Niemcy mają niezły social i jakoś tez mają problemy z niżem demograficznym. Kobiety mają więcej praw niż mężczyźni i przez to mogą z nimi rywalizować.

  • samotna żona(2016-02-23 14:04) Odpowiedz 60

    W kwestii demografii proponuję przyjrzeć się jeszcze jednemu czynnikowi poza pieniędzmi – ilości czasu który ludzie mogą przeznaczyć na troskę o związek i ewentualne powiększenie rodziny. U mnie to właśnie permanentny brak wspólnego czasu opóźnił decyzję o dziecku o niemal dekadę – dlatego już nigdy nie będzie nas troje, chociaż finansowo dalibyśmy radę. Oboje pracujemy, z tym że ja dość komfortowo pn-pt do 15.30 a mąż pn-pt do 19 sb do 18 nd do 16 - czasem 21 dni bez przerwy. Raz w roku wyjeżdżamy na krótki urlop ale od 15 lat nie mieliśmy wspólnego weekendu, poza urlopem na dwa wesela (nie przesadziłam 2 weekendy na 15 lat) i nawet kiedy mąż zaczął odbierać dni wolne za pracę w niedzielę – nie jest to czas dla rodziny bo ja jestem w pracy a dzieciaki w szkole. Taki rytm życia ledwie pozwala na utrzymanie relacji międzyludzkich na poziomie „nie żremy się” – o rozwoju i powiększaniu rodziny nie ma co wspominać. Z zazdrością patrzę na Wiedeń gdzie wszelki handel kończy się w sobotę o 13/14 i rzesze rodzin z dziećmi buszują w parkach i na placach zabaw.

  • Inspektor inspektorów(2016-02-23 12:43) Odpowiedz 416

    Nierozumiem o co tyle wrzasku . jeżeli Ktoś ma dwoje to tak jakby na jedno dostal po 250 zł \ . Kwestia wyobraźni! i spsobu analizy ,jeżeli Ktos ma troje to na jedno 333 zł . Za czworo też wiecej srednio na każde -- Premiujemy dzietność . Moje pokolenie tego nie miało ,Nas okradał Balcerowicz ze wszystkiego. Kuba

  • Inspektor Inspektorów(2016-02-23 12:45) Odpowiedz 219

    Tępe Jany z PO ---PiS nie kłamał dał na każde ale podwarunkiem ,że Ktoś ma co najmniej dwoje.!! Nierozumiem o co tyle wrzasku . jeżeli Ktoś ma dwoje to tak jakby na jedno dostal po 250 zł \ . Kwestia wyobraźni! i spsobu analizy ,jeżeli Ktos ma troje to na jedno 333 zł . Za czworo też wiecej srednio na każde -- Premiujemy dzietność . Moje pokolenie tego nie miało ,Nas okradał Balcerowicz ze wszystkiego.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

reklama