Andrzej Gwiazda, współtwórca "Solidarności" i Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, mówił w Polskim Radiu 24, że on i jego współpracownicy od trzeciego strajku "Solidarności" mieli "wewnętrzną pewność", że Lech Wałęsa jest agentem i działa na korzyść SB. "To było widać szczególnie z jego publicznych wystąpień" - ocenił opozycjonista.

Gwiazda tłumaczył, że gdyby wówczas SB próbowała dostarczyć dokumenty, to jego środowisko odrzuciłoby takie materiały. Współtwórca "Solidarności potwierdził, że w 1979 roku Lech Wałęsa przyznał się wobec wielu działaczy związkowych do współpracy z SB.

Wówczas Wałęsa mówił, że po 1970 roku bezpieka brała go do samochodu, gdzie rozpoznawał kolegów na filmach i zdjęciach. Jednak nagranie tamtych słów Lecha Wałęsy zaginęło.

Jak mówił Gwiazda, taśmę początkowo miał Andrzej Bulc, następnie pożyczył ją Bogdan Borusewicz, by przesłuchać nagranie. "Ta taśma zginęła. Nie mieliśmy dowodów, a bardzo szybko pojawiła się rzekomo ta sama taśma, ale z wyciętym fragmentem, gdzie Wałęsa mówi, że po 1970 roku donosił na kolegów" - opowiadał współtwórca "Solidarności".

Gwiazda pochwalił również małżeństwo Kiszczaków za zachowanie dokumentów obciążających Lecha Wałęsę. Przypomniał, że z informacji przekazanych przez prezesa IPN wynika, że na paczce, w której były materiały, przyklejona była koperta z listem Czesława Kiszczaka, zaadresowana "Do Dyrektora Archiwum Akt Nowych w Warszawie do rąk własnych".

W kopercie znajduje się odręcznie napisany list z kwietnia 1996 r.oku w którym Czesław Kiszczak informuje o przekazaniu do Archiwum Akt Nowych materiałów dokumentujących współpracę Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa. "Sam zamiar przekazania jest jakby pozytywną rysą na czarnym charakterze Kiszczaka" - powiedział w Polskim Radiu 24 Andrzej Gwiazda. W jego ocenie Maria Kiszczak, informując IPN o dokumentach, jak się wyraził, spełniła obywatelski obowiązek.