statystyki

Kaczyński nie jest pierwszym politykiem, który osiągnął sukces będąc seniorem

autor: Andrzej Krajewski31.10.2015, 08:00
Jarosław Kaczyński

Przez ostatnie ćwierćwiecze Jarosław Kaczyński zapowiadał się na wybitnego przywódcęźródło: PAP
autor zdjęcia: Paweł Supernak

Przykładów polityków niepotrafiących przez lata uchwycić szansy na sukces są tysiące. Większość odchodzi w goryczy klęski, ale bywają tacy, którzy zmieniają świat, gdy ich rówieśnicy dogorywają w domach spokojnej starości.

Przez ostatnie ćwierćwiecze Jarosław Kaczyński zapowiadał się na wybitnego przywódcę. I to tak przekonująco, iż dorobił się sporej grupy adoratorów, ślepo wierzących w jego geniusz. Co ciekawe, wiarę tę podzielają także wrogowie prezesa PiS. Zwłaszcza wśród elit intelektualnych kraju już sama jego obecność na scenie politycznej wywołuje paroksyzmy histerycznego strachu. Tymczasem dotychczasowa kariera Kaczyńskiego ma w sobie dużo więcej z operetkowej farsy niż tragedii. Jej bohater, ilekroć znajduje się o krok od wielkiego sukcesu, musi zrobić coś głupiego i wszystko sknocić. W ciągu 25 lat Jarosław Kaczyński co kilka lat miał na wyciągniecie ręki szansę zdobycia realnej władzy i dokonania rzeczy wybitnych. Po czym w popisowy sposób to partolił. Acz stare chińskie przysłowie mówi, że wielki polityk potrafi „usiąść na brzegu rzeki i poczeka, aż trupy jego wrogów spłyną z prądem”. Taka historia przytrafiła się Kaczyńskiemu dopiero w okolicy sześćdziesiątych szóstych urodzin. Platforma Obywatelska wykończyła się sama, padając pod ciężarem głupoty i nieudolności własnych przywódców. Podobny festiwal autodestrukcji zorganizowała lewica. I nagle prezes PiS ma znów wykreowanego przez siebie prezydenta, a jego partia zdobyła w wyborach wystarczającą większość, by rządzić samodzielnie. To daje mu szansę, być może ostatnią, na przebudowanie państwa tak, jak zawsze marzył. Doświadczenia z przeszłości każą sądzić, iż wszystko zaprzepaści. Jednak bywają przywódcy, którzy dojrzewają do wielkości dopiero w mocno zaawansowanym wieku. Udowadniając, że życie polityczne należy czasami zaczynać po siedemdziesiątce.

Najcenniejszy Żyd imperium

Nigdy wcześniej premiera nowej książki nie wzbudziła takich emocji jak „Endymion”. W 1880 r. na powieść autobiograficzną Benjamina Disraeliego czekała nie tylko cała Wielka Brytania. Dość powiedzieć, że gang amerykańskich drukarzy wynajął pocztowy parowiec, który skrycie przycumował w londyńskim porcie. Po czym, w porozumieniu z przekupionym korektorem, wykradziono wydawnictwu jeden z egzemplarzy „Endymiona”. Uprowadzoną książkę powielono jeszcze podczas rejsu powrotnego, bo przebiegli gangsterzy zainstalowali maszyny drukarskie na parowcu. Dzięki temu powieść Disraeliego zaczęto sprzedawać w Nowym Jorku szybciej niż w Londynie. A rozchodziła się jak świeże bułeczki. Gazety zaś publikowały do niej „klucze”, podpowiadając czytelnikom, które ze znanych postaci autor ukrył pod niewiele mówiącymi nazwiskami. Ekscytacja ludzi nikogo nie dziwiła. W końcu liczący sobie 76 lat Disraeli przez pół wieku uczestniczył w życiu politycznym kraju. Ponadto cieszył się opinią jednego z największych przywódców swoich czasów. Dzięki temu sprzedaż „Endymiona” przyniosła mu 10 tys. funtów szterlingów, co stanowiło wówczas trudny do pobicia rekord. Żaden pisarz wcześniej nie zarobił tak dużo na jednym swoim dziele.

Opromieniony kolejnym sukcesem premier mógł wreszcie spłacić młodzieńcze długi. A były całkiem spore, bo przez większość swego życia Disraeli ponosił kosztowne porażki. Wbrew obiegowym stereotypom wywodzący się z rodziny aszkenazyjskich Żydów polityk zupełnie nie miał głowy do interesów. Tuż przed dwudziestymi urodzinami zaczął grać na londyńskiej giełdzie, inwestując pieniądze w akcje kompanii górniczych oraz obligacje rządowe państw z Ameryki Południowej. Przy okazji pisał artykuły do gazet promujące firmy, w które inwestował. Wszystko szło znakomicie, dopóki we wrześniu 1825 r. zadłużone kraje Ameryki Południowej nie zaczęły zalegać z wykupem swoich papierów wartościowych. W efekcie Bank Anglii odmówił honorowania obligacji jako zabezpieczenia kredytów. Panika na giełdowym parkiecie w Londynie przyniosła masowe bankructwa, a w efekcie też ogłoszenie niewypłacalności przez całą Amerykę Południową, poza Brazylią. Disraeliemu zostały tylko ogromne długi. Chcąc przetrwać, zaczął pisać na akord kolejne powieści, a także pamflety polityczne dla różnych gazet. Dzięki temu zainteresował się polityką. Wejście do niej przechrzty, który anglikaninem został w nastoletnim wieku, nie przedstawiało się łatwo. Tym bardziej że sami politycy uznawali go za grafomana i lekkoducha. A jednak dokonał tego w 1837 r., startując w wyborach do Izby Gmin z ramienia Partii Konserwatywnej. Do tego jeszcze z bardzo egzotycznym programem, zakładającym zawiązanie sojuszu przez arystokrację z robotnikami, aby wspólnie przeciwstawić się dominacji przemysłowców oraz bankierów.

Swoją pierwszą mową w parlamencie nikogo nie porwał, uznano ją bowiem za żenująco słabą. Również premier z ramienia konserwatystów Robert Peel kategorycznie odmówił powierzenia Disraeliemu jakiejkolwiek posady rządowej. Tymczasem dawny inwestor okazał się nadspodziewanie sprawnym graczem i zaledwie po kilku latach to on usunął premiera z posady. Tworząc w łonie partii nieformalną grupę posłów chcących reformować kraj. Wspólnie opuścili konserwatystów, wiążąc się z opozycyjną Partią Liberalną. Bez posiadania większości w Izbie Gmin rząd Peela musiał w czerwcu 1846 r. upaść. W tym czasie do rąk czytelników trafiła najlepsza – w ocenie krytyków – powieść secesjonisty pt. „Sybil”. Diagnoza problemów Wielkiej Brytanii, jaką w niej postawił, zapewniła mu sławę politycznego wizjonera. „Są dwa narody, między którymi brak kontaktu i brak współczucia, które są nieświadome swych nawyków, myśli oraz uczuć wzajemnych, jakby były mieszkańcami różnych krajów lub mieszkańcami różnych planet: bogatych i biednych” – pisał o podziałach w angielskim społeczeństwie Disraeli. Sposobu ich przezwyciężenia upatrywał w zdemokratyzowaniu prawa wyborczego oraz promowaniu społecznego solidaryzmu.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (8)

  • BASIA(2015-11-01 02:49) Zgłoś naruszenie 20

    CHYBA ŻArTUJECIE - TO KOŚCIÓŁ WYGRAŁ NIE KACZYŃSKI kACZYŃSKI JEST ZA BIEDNY A KOŚCIÓŁ MA MILIARDY, I ROBI CO CHCE ŁĄCZNIE Z PEDOFILĄ NIE MA NA NICH MOCNYCH,. aRCYBISKUPA PEDOFILA POCHOWALI Z HONORAMI ŚMIEJĄC SIĘ Z NASZEGO PRAWA PODOBNIE ZAŁATWILI Z GILEM.

    Odpowiedz
  • malinovy(2015-11-01 17:11) Zgłoś naruszenie 20

    Wygrał? Z kim? Z tymi, którzy udawali przez osiem lat, że coś wiedzą, że potrafią? Nie mam zbyt wielkiego szacunku dla Kaczyńskiego, a to między innymi dla tego, że będąc stary dziadem, próbuje stanowić jak ma myśleć i żyć przeciętny, młody Polak. Ni w ząb jego stetryczałe i od zawsze wykrzywione poglądy nie nadążają za wymogami postępu we wszelkich dziedzinach. Wygrać ze słabym, to tak jak kopać leżącego. Tak wygląda wygrana zdeklarowanych Katolików nad niezdeklarowanymi, ale może w głębi duszy, lepszymi Katolikami. Na czele tych wygranych stoi starszy pan, o poglądach zatwardziałego i stetryczałego konserwatysty, nie zadający sobie trudu zweryfikowania swojej wiedzy. JA TAM SIĘ NIE ZNAM, ALE WIEM. To zdaje się być mottem Kaczyńskiego i jemu najbliższych. Jakie to, niestety, nasze, polskie.

    Odpowiedz
  • Detrytus(2015-10-31 09:30) Zgłoś naruszenie 10

    Jasnym jest ze po takiej tragedii i sposobie wyjaśniania katastrofy smoleńskiej Jarosław musi mieć jakiś uszczerbek na umyśle. Tylko człowiek chory by nie miał. A mimo to ludzie na niego głosują dopuszczając do władzy człowieka który nie jest w pełni władz umys...
    Pozostało jeszcze 77% treści
    Aby zobaczyć cały komentarz, wykup dostęp

    Odpowiedz
  • Prawnik(2015-12-23 21:32) Zgłoś naruszenie 10

    A jaki on osiągnął sukces? Czy totalna rozpierducha i zniszczenie podstawowych wartości jakimi jest m.in. szacunek dla prawa - to jest sukces? Gdyby w drodze normalnej legislacji zmieniał ustawy, bo przecież ma możliwość mając większość w sejmie i senacie, wielu by mu jeszcze przyklasnęło. Ale ten nocny, brutalny sposób łamania istniejącej konstytucji to porażka jego i społeczeństwa które go wybrało.

    Odpowiedz
  • KALIF(2015-10-31 08:33) Zgłoś naruszenie 00

    DLACZEGO Polskojęzyczne media [TVP TVN 24 POLSAT ] przemilczały PROCES w sprawie tzw. Afery Marszałkowej Zeznania Winiarskiego Jako jedyna Telewizja Republika transmitowała zeznania byłego przyjaciela Bronisława Komorowskiego - Krzysztofa Winiarskiego - w sprawie tzw. afery marszałkowej i podejrzanych kontaktów Bronisława Komorowskiego. Zeznania Winiarskiego, na którego osobę oczywiście należy patrzeć z dużą ostrożnością, są mimo wszystko wstrząsające. Winiarski nie ukrywał, że w związku z zeznaniami, które zdecydował się złożyć - obawia się o swoje życie. i wskazał, że nie zamierza popełniać samobójstwa.

    Odpowiedz
  • z(2015-10-31 12:23) Zgłoś naruszenie 00

    Berlusconi też chyba wygrywał jako senior. I to pomimo bunga bunga

    Odpowiedz
  • annawro777(2015-11-02 07:49) Zgłoś naruszenie 02

    Jarosław Kaczyński pracuje na swój polityczny sukces od wielu lat. Zaznaczyć należy, że są to stabilne, systematyczne kroki, które pozwalają mieć nadzieję, że taki typ charakteru człowieka jest nam potrzebny właśnie do długoterminowych zmian ku lepszemu. Nie można było nigdy zarzucić J. Kaczyńskiemu afer, niepoprawnych zachowań (jakich wielokrotnie dopuszczał się Palikot czy Korwin-Mikke szkalując polskie imię w kraju i za granicą). ZAWSZE ZWRACANO TYLKO UWAGĘ W STOSUNKU DO KACZYŃSKIEGO NA JEGO: NISKI WZROST, NAZWISKO CZY FAKT, ŻE NIE MA ŻONY. Dlaczego z tego powodu Go szkalowano ? Bo przez tych cynicznych krytyków przemawiała jakaś nieuzasadniona nienawiść do zmian, którą PiS proponuje od lat. Jeśli teraz mamy szansę na sprawdzenie możliwości wprowadzenia w życie polityki partii PiS-u to dlaczego znowu zaczynamy ją - jako społeczeństwo - od jałowej, bezzasadnej krytyki wieku Jarosława Kaczyńskiego ??? Gdyby miał 30 lat - byłaby krytyka, że ma DOPIERO 30 lat, etc.

    Odpowiedz
  • Kaczyński nie jest pierwszy z sukcesem(2015-10-31 11:36) Zgłoś naruszenie 01

    i to nie pierwszy Kaczyńskiego sukces. Iluż to mocarzy musiało się natężyć, żeby Kaczyńskiemu przeszkodzić. A on wciąż wygrywa! I to z tej prostej przyczyny, że to my wygrywamy! Choćby z taką mierzwą jak detrytus. Nawóz nie ma innych możliwości, jak tylko użyźniać glebę. Przejściowo może zdominować cały obszar, ale to wciąż tylko gnój!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie