Stanisław Kociołek w czasie protestów na Wybrzeżu, w przeddzień krwawej masakry, nawoływał robotników do przyjścia do pracy. Gdy stoczniowcy z Gdyni posłuchali wezwania i pojechali do zakładu 17 grudnia 1970 roku wojsko i milicja otworzyły do nich ogień. Zginęło wtedy kilkanaście osób.

Prowadzący ceremonię pogrzebową przypominał, że Stanisławowi Kociołkowi bardzo zależało na pełnym wyjaśnieniu tamtej tragedii. Po 20 latach procesu Stanisław Kociołek w 2013 roku został nieprawomocnie uniewinniony z zarzutu kierowniczego sprawstwa zabójstwa. W 2014 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał decyzję sądu niższej instancji. Tym samym wyrok stał się prawomocny.

Podczas pogrzebu kilkanaście osób protestowało przeciwko pochowaniu Stanisława Kociołka na Wojskowych Powązkach. Beata Sławińska z Fundacji "Łączka" podkreślała, że ten człowiek nie powinien spoczywać na tak ważnej dla Polaków nekropolii. Jak mówiła przyszła na pogrzeb Kociołka, by zaprotestować przeciwko temu, by człowiek, który "jest odpowiedzialny za śmierć wielu niewinnych robotników", spoczywał na nekropolii, gdzie są pochowani polscy bohaterowie walczący o wolną Polskę.

Protestujący trzymali zdjęcia robotników zamordowanych w grudniu 1970 roku. Maciej Smoliński wyjaśniał, że jest to symboliczny gest pamięci, o tych którym odebrano życie. Zarazem ten protest, to też przypomnienie, że "są zbrodniarze, których ręka sprawiedliwości świeckiej nie dosięgła". Dlatego, podkreślał Maciej Smoliński, jest to też swoiste wołanie o sprawiedliwość.

Uczestnicy protestu po zakończeniu pogrzebu zatknęli zdjęcia ofiar masakry na Wybrzeżu w kwiatach złożonych pod kryptą, w której złożono prochy Stanisława Kociołka.
W tym roku Sąd Najwyższy uchylił prawomocne uniewinnienie Stanisława Kociołka w sprawie masakry robotników Wybrzeża, a gdański sąd miał zbadać, czy ówczesny wicepremier godził się, że 17 grudnia 1970 roku robotnicy stoczni gdyńskiej staną naprzeciw wojska.