statystyki

Stare grzechy biją w Bidena

autor: Bartłomiej Niedziński05.10.2015, 08:12; Aktualizacja: 05.10.2015, 08:56
Joe Biden

Joe Bidenźródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Andrew Harrer

Wiceprezydentowi USA, jeśli zdecyduje się na start w wyborach, bardzo trudno będzie zdobyć poparcie kobiet i Afroamerykanów. Nie pomoże mu w tym jego konkurentka Hillary Clinton

Joe Biden, który zdaniem wielu demokratów może być alternatywą dla uwikłanej w skandal e-mailowy Hillary Clinton, też ma słabe punkty. Obecny wiceprezydent, prowadząc przed laty przesłuchanie kandydata na sędziego Sądu Najwyższego, pozwolił na bardzo nieprzyjemne traktowanie oskarżającej go o molestowanie seksualne czarnoskórej podwładnej, co sztab Clinton teraz z pewnością będzie przypominał. A przez to Bidenowi niezwykle trudno będzie zdobyć poparcie dwóch kluczowych grup wyborców – kobiet i Afroamerykanów.

Spekulacje na temat startu Bidena zaczęły się nasilać wraz z narastaniem kontrowersji wokół wysyłania przez Clinton – w czasach gdy była sekretarzem stanu – służbowych e-maili z prywatnego, słabiej zabezpieczonego konta i jej mętnymi tłumaczeniami. Zdecydowana faworytka do prezydenckiej nominacji Partii Demokratycznej zaczęła tracić poparcie, a większość Amerykanów uważa ją za nieszczerą i niewiarygodną.

Ale na razie wśród demokratów nie ma rozsądnego konkurenta dla byłej pierwszej damy. Wprawdzie w sondażach goni ją lewicowy senator Bernie Sanders, ale z racji radykalnych poglądów nie jest to osoba, która mogłaby zapewnić demokratom zwycięstwo w wyborach. Dlatego wielu prominentnych działaczy partii namawia do startu Bidena. Ze względu na rodzinną tragedię – w maju zmarł jego syn – wiceprezydent cały czas nie może się zdecydować, czy jest gotowy do rozpoczęcia kampanii. Ale im dłużej będzie z tym zwlekać, tym trudniej mu będzie nadrobić straty – sondażowe i finansowe – do Clinton. Tyle że jeśli się włączy do walki, to jego przeszłość będzie ponownie prześwietlana na wszystkie strony.

Sprawa, która potencjalnie może mu bardzo zaszkodzić, miała miejsce w 1991 r. Biden jako przewodniczący senackiej komisji sprawiedliwości prowadził wówczas przesłuchanie kandydata na sędziego Sądu Najwyższego, czarnoskórego Clarence’a Thomasa. Przeciwnicy kandydatury Thomasa wezwali przed komisję Anitę Hill, jego byłą podwładną, która oskarżała go o molestowanie seksualne. Przesłuchanie Hill, która zresztą też była profesorem prawa, przebiegało w napastliwy sposób. Biden pozwolił, by komisja złożona z 12 białych mężczyzn zadawała Hill bardzo intymne pytania i sugerowała, że się niemoralnie prowadzi. Na dodatek nie zgodził się na powołanie na świadków trzech innych kobiet, które miały potwierdzić oskarżenia, co przyczyniło się do przeforsowania kandydatury Thomasa, który zresztą w Sądzie Najwyższym zasiada do dziś. Biden niejednokrotnie wyrażał ubolewanie z powodu takiego przebiegu przesłuchania, ale nigdy wprost nie przeprosił Hill. Przekonuje za to, że dzięki sprawie Thomasa i Hill sprawa molestowania seksualnego w pracy przebiła się do powszechne świadomości (w USA oceniane jest to jako równie nieprzekonujące, co wyjaśnienia Clinton w sprawie e-maili). A mimo że później sporo zrobił na rzecz walki z przemocą wobec kobiet – m.in. był inicjatorem fundamentalnej ustawy w tej sprawie Violence Against Women Act (VAWA) – nie udało mu się zatrzeć tamtego wrażenia, a w oczach wielu kobiet oraz Afroamerykanów Anita Hill do dziś jest symbolem upokorzenia doznawanego przez nich ze strony białych mężczyzn.


Pozostało jeszcze 22% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie