Tegoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego w większym stopniu niż kiedykolwiek wcześniej będą głosowaniem protestu przeciwko rządzącym. Partie sprawujące władzę przegrają zapewne w co najmniej połowie państw członkowskich. Zdecydowanie wyższy niż do tej pory będzie odsetek deputowanych z ugrupowań eurosceptycznych, zaś frekwencja będzie najniższa w historii eurowyborów.

– Standardowy model jest taki, że w wyborach europejskich partie rządzące wypadają słabo. Duże partie również wypadają słabo. Więc ugrupowaniami, najbardziej narażonymi na ukaranie przez wyborców, są duże partie sprawujące władzę – uważa Simon Hix, politolog z London School of Economics. W efekcie wśród 28 unijnych szefów rządów, takich, którzy bez obaw mogą myśleć o wyniku wyborów, jest zaledwie kilku. Według sondaży partie rządzące powinny wygrać w Niemczech, Finlandii, we Włoszech, w Hiszpanii, Bułgarii i na Węgrzech. Pierwsze dwa państwa mają dość stabilną sytuację finansową i nie musiały podczas kryzysu nadmiernie zaciskać pasa, więc wyborcy nie mają powodów, by pokazywać Angeli Merkel i Jyrki Katainenowi żółtą kartkę. Węgierski premier Viktor Orban nieustannie cieszy się bardzo dużym poparciem w kraju, co potwierdziło się podczas kwietniowych wyborów parlamentarnych, zatem teraz nic się nie zmieni. We Włoszech premier Matteo Renzi objął władzę niespełna trzy miesiące temu i wciąż cieszy się dużym kredytem zaufania. Zaskakujący za to może być fakt, że w Hiszpanii w sondażach wygrywa Partia Ludowa, mimo że premier Mariano Rajoy prowadzi politykę ostrych oszczędności, kraj ma drugą największą stopę bezrobocia w UE, zaś kilka miesięcy temu w otoczeniu premiera wybuchła afera korupcyjna. Wyjaśnieniem jest to, że reformy Rajoya przynoszą efekty i Hiszpania powoli wychodzi z kryzysu, zaś wyborcy pamiętają, że kraj wpadł w kłopoty w czasie rządów socjalistów.

Warto jednak zauważyć, że nawet w tych krajach, gdzie partie rządzące wygrają, duży wzrost popularności notują skrajne ugrupowania. Janis Emmanouilidis z European Policy Centre zwraca uwagę, że to efekt m.in. spodziewanej niskiej frekwencji. – Zwolennicy mainstreamowych partii rzadziej chodzą głosować – mówi. Do europarlamentu zapewne wejdzie nowo powstała Alternatywa dla Niemiec (AfD), która sprzeciwia się po mocy Berlina dla innych państw Unii i chce wystąpienia kraju ze strefy euro, w Finlandii prawicowo-populistyczna Partia Finów podwoiła swoje poparcie (z niespełna 10 do prawie 18 proc.), we Włoszech antyestablishmentowy Ruch Pięciu Gwiazd z 25-proc. poparciem jest drugim co do popularności ugrupowaniem, a w Hiszpanii skrajna lewica może liczyć na 10–12 proc. głosów. Podobnie jest w Austrii, gdzie któraś z partii wielkiej koalicji (socjaldemokraci i ludowcy) powinna wygrać, ale ich przewaga nad populistyczną Wolnościową Partią Austrii (FPOe) jest minimalna.

Najbardziej spektakularne porażki poniosą jednak przywódcy Wielkiej Brytanii, Francji i Grecji. Mimo że brytyjska gospodarka ma się bardzo dobrze, a David Cameron ma szansę, by w przyszłym roku ponownie wygrać wybory, w głosowaniu europejskim jego Partia Konserwatywna zajmie dopiero trzecie miejsce. Na pierwszym, według sondaży, znajdzie się Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), która z powodu większościowego systemu wyborczego nie ma w Izbie Gmin żadnego posła. W wyborach do europarlamentu na ugrupowanie, które domaga się wystąpienia kraju z UE, głosować zamierza prawie co trzeci Brytyjczyk. Stagnacja francuskiej gospodarki powoduje, że socjaliści prezydenta Francoisa Hollande’a przegrywają nie tylko z centroprawicowym UMP, lecz także z Frontem Narodowym. Skrajnie prawicowe ugrupowanie może liczyć na jedną czwartą głosów i prawdopodobnie na zwycięstwo. W Grecji skrajnie lewicowa Syriza wyprzedza prowadzącą program oszczędnościowy, konserwatywną Nową Demokrację, a ok. 10 proc. głosów dostaje w sondażach neofaszystowski Złoty Świt. Eurosceptyczna prawica zapewne wygra głosowanie w Danii i Belgii, a być może także w Holandii. Porażkę na rzecz lewicowej opozycji poniosą premierzy Szwecji – Fredrik Reinfeldt i Portugalii – Pedro Passos Coelho, choć gospodarka tego pierwszego kraju jest w dobrej kondycji, a drugiego wychodzi z kryzysu. Wreszcie, mimo że Polska ani razu podczas obecnego kryzysu nie wpadła w recesję, według większości ostatnich sondaży Platforma Obywatelska przegrywa z Prawem i Sprawiedliwością.

Jak te krajowe sondaże przełożą się na nowy skład Parlamentu Europejskiego? Przegranym będzie Europejska Partia Ludowa, która może nawet stracić miano najliczniejszej frakcji na rzecz socjalistów, choć ci zwiększą swój stan posiadania o maksymalnie kilkanaście mandatów. Więcej w europarlamencie będzie przedstawicieli skrajnej lewicy, a zdecydowanie więcej – skrajnej prawicy i eurosceptyków. Deputowani, kontestujący ideę integracji, będą stanowić około jednej piątej całego składu izby. Na razie w większości są oni uwzględniani jako niezrzeszeni, ale mogliby stworzyć trzecią co do wielkości frakcję, co byłoby ich historycznym sukcesem. Na pewno historycznie niska będzie za to frekwencja – mimo że rola Parlamentu Europejskiego rośnie, to z każdymi kolejnymi wyborami liczba głosujących spada. W tym roku po raz pierwszy może zejść poniżej 40 proc.

Duży wzrost popularności notują skrajne ugrupowania