Kluczowi oficerowie armii, którzy nadzorowali warte miliardy złotych przetargi dla armii, już od pierwszego dnia emerytury mogą bezkarnie pracować dla koncernów zbrojeniowych – wynika z rządowych dokumentów, do których dotarł DGP. Istnieje co prawda coś takiego, jak ustawa o służbie wojskowej żołnierzy, która w art. 122 wprowadza trzyletni zakaz ich zatrudniania w takich firmach, ale – zgodnie z przepisami – w przypadku złamania tego zakazu sankcje obejmują wyłącznie pracodawcę. – Wydawało się jednak, że taki bezpiecznik zadziała. Pracodawca musi bowiem liczyć się z grzywną albo nawet karą aresztu – słyszymy od jednego z urzędników Ministerstwa Obrony Narodowej. Zaraz przyznaje jednak, że to tylko teoria, bo w praktyce żadnych sankcji zastosować nie można.

Światło na problem rzucił nasz październikowy tekst, w którym pytaliśmy otwarcie, dla kogo pracował wiceminister obrony Waldemar Skrzypczak, który współdecydował o wydawaniu miliardów złotych przeznaczonych na modernizację polskiej armii. W 2009 r. odszedł z wojska i aż do objęcia stanowiska wiceszefa MON utrzymywał się z emerytury i współpracy z firmami. Jednak rzecznik prasowy resortu Jacek Sońta nie odpowiedział na zadane przez nas wówczas pytania i przyznał, że listy firm, dla których pracował gen. Skrzypczak, nie zna nawet jego przełożony, czyli szef resortu obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Usłyszeliśmy jednak zapewnienie, że „Minister zwrócił się do szefa CBA z prośbą o przeprowadzenie kontroli przestrzegania przez przedsiębiorców artykułu 122 ustawy o służbie wojskowej żołnierzy”.

Kontroli jednak nie było, a przepis o zakazie zatrudniania byłych żołnierzy jest martwy. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji odnaleźliśmy korespondencję, która tego dowodzi. Oto jak szef CBA Paweł Wojtunik odpowiedział ministrowi obrony narodowej: „Mając na uwadze, że żołnierze zawodowi są osobami pełniącymi funkcje publiczne, nie można abstrahować od faktu, że tracą ten status wraz z zakończeniem służby. Zakaz nie dotyczy zatem osób niepełniących funkcji publicznych, a co za tym idzie, jego przestrzeganie nie może być przedmiotem czynności kontrolnych CBA” – napisał szef służby antykorupcyjnej.

– To oznacza, że dotąd nikt nie badał, co robią najwyżsi rangą żołnierze na emeryturze. Przecież zakupy armii dotyczą nawet nie milionów czy setek, ale często pochłaniają miliardy z naszych wspólnych środków – dziwi się poseł Marek Opioła (PiS), który zasiada w komisjach do służb specjalnych oraz obrony narodowej.

Z lektury dokumentacji w Rządowym Centrum Legislacji wynika również, że minister Tomasz Siemoniak chce, aby ta luka została zlikwidowana. Popiera rozwiązanie, które zaproponował szef CBA, aby specjalnie w tym celu znowelizować ustawę o służbie antykorupcyjnej. – Jest dobra okazja, gdyż rząd wkrótce skieruje pakiet ustaw o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu do Sejmu. Może naszą również trzeba będzie przy okazji nowelizować – usłyszeliśmy w Sejmie od przedstawiciela CBA.