statystyki

Brett Kavanaugh: Skazany na Sąd Najwyższy USA

autor: Emilia Świętochowska17.07.2018, 09:21; Aktualizacja: 17.07.2018, 10:19
Brett Kavanaugh

Brett Kavanaughźródło: PAP Archiwum
autor zdjęcia: MICHAEL REYNOLDS

Sędzia Brett Kavanaugh zdobył nominację do Sądu Najwyższego USA nie tylko dzięki orzekaniu zgodnie z konserwatywnym credo, lecz także wieloletnim zasługom na rzecz partyjnego establishmentu.

L edwie prezydent Donald Trump zdążył ogłosić nazwisko kandydata na następcę odchodzącego na emeryturę sędziego Anthonny’ego Kennedy’go, a liberalny świat już zatrząsł się w posadach. „Głos na sędziego Kavanaugha to głos za tym, aby pięciu mężczyzn zasiadających w Sądzie Najwyższym kryminalizowało aborcję w Ameryce. To głos za powrotem do czasów, kiedy kobiety musiały szukać pomocy medycznej w szarej strefie” – alarmowała senator Patti Murray na forum izby wyższej Kongresu. „Sędzia Brett Kavanaugh uosabia bezpośrednie i fundamentalne niebezpieczeństwo dla gwarancji równości. Jego nominacja powoduje w szczególności egzystencjalne zagrożenie dla opieki zdrowotnej setek milionów Amerykanów” – powiedziała dziennikarzom wpływowa senator z Partii Demokratycznej Kamala Harris. „Ta nominacja może na całe pokolenie przechylić w sądzie szalę w stronę grup interesu oraz odebrać prawa pracownicze i obywatelskie milionom Amerykanom” – napisał w oświadczeniu Chuck Schumer, lider demokratów w Senacie. Słowem: liberałowie za Atlantykiem zareagowali tak, jakby ich najważniejsze zdobycze społeczne i kulturowe ostatnich dziesięcioleci – prawo do aborcji, Obamacare, małżeństwa jednopłciowe i lepsza ochrona konsumentów i środowiska – nagle zawisły na włosku.

W rzeczywistości ten wybuch moralnej paniki nadciągał od dawna, bo odejście centrowego sędziego Kennedy’ego, nierzadko głosującego w sprawach światopoglądowych po myśli lewicy, oznacza zdobycie przez młodszą, konserwatywną frakcję w SN przewagi na lata. Wrzenie wśród demokratyków ma niewiele wspólnego z nazwiskiem prezydenckiego nominta. Było jasne, że Trump postawi na jurystę z listy przygotowanej mu przez The Federalist Society, eliarną organizację prawników o prawicowych poglądach, która w dobie dominacji republikanów w Kongresie i administracji stała się kuźnią kadr dla sądownictwa (prezydent wybierał z 25 zaproponowanych mu osób). Tak naprawdę demokraci mogli trafić dużo gorzej. Kavanaugh na prawicowym spektrum umieszczany jest raczej po stronie pragmatyków bez wyraźnych ciągot ideologicznych i skłonności do absolutyzowania. To jeden z głównych powodów, dla których wśród niektórych wysoko postawionych republikańskich polityków i ich wyborców z najbardziej „czerwonych” stanów zdobywa raczej umiarkowany aplauz.

Za ojcami założycielami

Owszem, konserwatywny glejt 53-letniego sędziego nie budzi żadnych wątpliwości. Wiadomo też, że polityczny mainstream preferuje absolwentów prestiżowych uczelni z Ivy League i wychowanków doświadczonych sędziów SN. Kavanaugh spełnia oba te warunki – skończył Yale Law School i uczył się zawodu pod okiem sędziego Kennedy’ego, którego teraz ma zastąpić. Na dodatek w swoim orzecznictwie hołduje filozofii oryginalizmu nakazującej uwzględniać w interpretacji konstytucji intencje ojców założycieli. W ciągu 12-letniej kariery w Sądzie Apelacyjnym dla Dystryktu Kolumbii (uznawanym za trampolinę do SN) dał się poznać jako jako wyraźny oponent poszerzania władzy niezależnych agencji rządowych oraz regulacji administracyjnych w dziedzinie środowiska czy kwestiach konsumenckich. Wielokrotnie stanął za to na straży mocnej pozycji prezydenta.


Pozostało jeszcze 54% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • abcd(2018-07-17 12:30) Zgłoś naruszenie 10

    Sędzia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Byron White uzasadniając wyrok w sprawie Bowers v. Hardwick napisał: "Nie zamierzamy postrzegać powierzonej nam władzy tak szeroko, aby odkrywać nowe prawa podstawowe wynikające jakoby z klauzuli praworządnego postępowania. Sąd Najwyższy jest w najtrudniejszej sytuacji i zbliża się do granicy prawa, kiedy zajmuje się stanowieniem praw konstytucyjnych, których związki z treścią Konstytucji lub intencjami jej twórców są trudne lub wręcz niemożliwe do wykazania. (…) Dlatego powinniśmy zdecydowanie przeciwstawiać się próbom rozszerzania istotnego zasięgu takich klauzul, zwłaszcza jeśli wymaga to redefinicji praw uważanych za podstawowe. W przeciwnym razie nastąpi rozszerzenie kompetencji Sądu Najwyższego o dodatkowe, nie ujęte w Konstytucji, uprawnienia do rządzenia krajem." Czytaj więcej na "henryk dabrowski pl"

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie