We wtorek rząd przyjął projekt małego ZUS-u dla drobnych firm. Po zmianie będą one mogły płacić obniżone, proporcjonalne do przychodu stawki na ubezpieczenia społeczne. Z nowych rozwiązań ma skorzystać ok. 200 tys. firm, a w ich kieszeniach w 2019 roku miałoby zostać ok. 1,5 mld zł.

"To jest taki projekt, który wraca" - powiedział Cichoń. "Pamiętam, że nasza formacja także się z takimi zamiarami nosiła, ale na jej wdrożenie nie bardzo pozwalały nam możliwości budżetowe" - przypomniał.

Zdaniem Cichonia mały ZUS może "ograniczyć szarą strefę, zachęcając ludzi do tego, aby z tej szarej strefy przeszli na drugą stronę".

"To jest pożądane rozwiązanie, tylko szkoda, że tak późno. Trzeba mieć jednak świadomość tego, że ci, którzy będą z tego korzystać, w perspektywie będą mieli niższe emerytury" - zauważył.

Mały ZUS dla drobnych firm ma zacząć obowiązywać od nowego roku, czyli od 1 stycznia 2019 roku, dotyczyć będzie osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

Obecnie przedsiębiorcy, niezależnie od wielkości przychodu, płacą taką samą składkę ZUS - ponad 1,2 tys. zł. Po zmianie przepisów, osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, których przeciętne miesięczne przychody nie przekraczają 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia (w obecnym roku to 5250 zł) będą mogły płacić obniżone, proporcjonalne do przychodu, składki na ubezpieczenie społeczne.

Jak wskazał resort przedsiębiorczości i technologii, projekt zakłada jedynie wprowadzenie dolnego ograniczenia równego obecnemu preferencyjnemu ZUS-owi dla osób, rozpoczynających działalność gospodarczą, czyli ok. 200 zł w roku 2018 r. (do tego trzeba doliczyć stałą dla wszystkich i obowiązkową składkę zdrowotną - 319,94 zł).

"Oznacza to, że do momentu osiągnięcia przeciętnego przychodu ok. 1240 zł miesięcznie, przedsiębiorca będzie płacił obniżoną stałą kwotę - ok. 520 zł. A potem na każde 1 zł przychodu jego składki będą rosły o 16 groszy" - podał resort.