statystyki

Bałkany nie znoszą próżni. Albo Unia, albo marsz na Wschód

autor: Magdalena Cedro17.05.2018, 07:12; Aktualizacja: 17.05.2018, 07:27
Inaczej różne mocarstwa będą tutaj starały się zagrozić bezpieczeństwu UE” – uważa minister spraw zagranicznych.

Inaczej różne mocarstwa będą tutaj starały się zagrozić bezpieczeństwu UE” – uważa minister spraw zagranicznych.źródło: ShutterStock

Konkurencja ze strony Chin, Rosji i Turcji na Bałkanach Zachodnich zmotywowała Unię do działania. Dzisiaj na pierwszym od 15 lat szczycie w Sofii Wspólnota da sygnał, że jest zainteresowana regionem

W ciągu ostatniej dekady, gdy relacje pomiędzy UE a Bałkanami Zachodnimi rozluźniały się, w regionie pojawiła się silna konkurencja. Duże inwestycje planują Chiny. Historyczne wpływy na Bałkanach odbudowuje Turcja. A Rosja – co jest najbardziej dla UE problematyczne – próbuje ustanawiać tu polityczne strefy wpływów. UE nie ma więc czasu do stracenia. W ofercie ma głównie perspektywę integracji. Czyli to, co zawsze.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker niedawno zapowiedział, że najbardziej ambitni kandydaci na Bałkanach mogą liczyć na wejście do UE w 2025 roku. Zaproponowano też Albanii i Macedonii rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych. Te dwa kraje dołączą więc wkrótce do Czarnogóry i Serbii, które prowadzą już rozmowy. Najbardziej odległe od integracji są dzisiaj Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo mające status potencjalnych kandydatów.

Analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich Marta Szpala nie uważa, by strategia UE nastawiona na promowanie wyśrubowanych standardów w potencjalnych państwach członkowskich Wspólnoty była słuszna. W jej ocenie ostatnia dekada pokazuje, że czekanie z integracją Bałkanów Zachodnich na demokratyczne reformy przynosi efekt odwrotny do zamierzonego – standardy demokratyczne obniżają się. – Korzystniejszy niż odległa perspektywa członkostwa mógłby być dostęp do większych środków finansowych, ale pod pewnymi warunkami. Obecnie dostępne pieniądze są trudne do wydania, trzeba mieć wkład własny. Nie ma też mechanizmów, które powodują, że pieniądze unijne są blokowane, gdy rządy nie przestrzegają demokratycznych standardów. Nie ma ani kija, ani marchewki – uważa Szpala.


Pozostało jeszcze 50% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (2)

  • Politolog(2018-05-18 17:18) Zgłoś naruszenie 00

    A co na to Grecja? Przecież nie od dziś wiadomo, że blokuje Macedonię w staraniach o przystąpienie do UE.

    Odpowiedz
  • Git888 (2018-05-21 19:42) Zgłoś naruszenie 00

    Zara zara !!! Przecież Kosowo to Serbia !!! NATO babardowalo Belgrad żeby oderwać ta serbska cześć od macierzy !!! Kosowa kolebki Serbów ! To jak by Polakom powiedzieć ze Kraków jest niemiecki bo dużo Niemców ram mieszka ??? Wtf a do Rosji do Krymu się czepiają ? To co Kosowo można odebrać a Krym nie ? A Katalonia co taka to demokracja ???

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie