statystyki

Jak zakończyć wojnę polsko-polską? Oto recepty na zgodę

autor: Jadwiga Sztabińska26.11.2017, 20:00
Ten głęboki podział na dwa zwalczające się, nieumiejące ze sobą rozmawiać obozy jest niebezpieczny. Bo co ma być dalej?

Ten głęboki podział na dwa zwalczające się, nieumiejące ze sobą rozmawiać obozy jest niebezpieczny. Bo co ma być dalej?źródło: ShutterStock

Wojna polsko-polska trwa. Napięcie narasta i może eskalować do poziomu agresji fizycznej. Lepiej więc poszukać sposobu na to, jak ją zakończyć.

Być może to naturalny etap rozwoju polskiego społeczeństwa po okresie potransformacyjnej budowy demokratycznego państwa prawa i pozycji, zwłaszcza materialnej, poszczególnych obywateli. Wojna polsko-polska wielu jest na rękę, lecz na pewno – jak zauważa Karolina Lewestam (Magazyn DGP z 20 października br.) – nie wszystkim. Ten bowiem głęboki podział na dwa zwalczające się, nieumiejące ze sobą rozmawiać obozy jest niebezpieczny. Bo co ma być dalej? Będziemy udawać, że druga strona nie istnieje? Zaczniemy ją faktycznie unicestwiać? Będziemy się nadal tylko werbalnie okładać czy pójdziemy dalej? Czy damy upust naszej narodowej naturze, która każe sięgać po szabelkę, bo nią jakoś łatwiej bronić swoich poglądów? Lepiej nie sprawdzać, jakie są lub mogą być w rzeczywistości odpowiedzi, lecz zadziałać prewencyjnie. Rozpocząć proces rozwiązywania konfliktu, zasypywania największych pęknięć, odbudowy zgody społecznej. Tylko jak?

Rafał Ziemkiewicz, publicysta tygodnika „Do Rzeczy”, zaproponował, by odłożyć spór o imponderabilia na bok, a skupić się na sprawach praktycznych, codziennych, typu sprawne urzędy, sądy, policja („Tezy o wojnie polsko-polskiej i jej wygaszeniu”, Uziemkiewicza.pl). Aby podstawowe pytanie brzmiało „jaka”, a nie „czyja” Polska. Aby nie czynić kwestii tożsamościowych osią sporu, lecz skoncentrować się na budowie np. mostu, zamiast skakać sobie do oczu, czyje imię ów most będzie nosić. Z podobną koncepcją wystąpił Marcin Skrzypek, członek Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego i działacz społeczno-kulturalny w Lublinie. Dla niego najlepszym sposobem na skruszenie murów między Polakami jest współpraca na rzecz wspólnego dobra, bo taki cel ciągnie za sobą takie wartości, jak: wolność, równość, dialog czy konsensus, mimo różnych sztandarów politycznych („Jak wygrać wojnę polsko-polską?”, KongresObywatelski.pl).

Z kolei prof. Andrzej Leder, filozof kultury z PAN, wyszedł z ideą budowy wspólnoty politycznej. Ma ona polegać na tym, że strony, które mogą się nienawidzić i nie czuć żadnego innego związku poza wspólnotą losu, uznają, że nie będą się wzajemnie zabijać czy wsadzać do więzień. Są zmuszone istnieć w jednym organizmie politycznym i wystarczy, że zaakceptują ten fakt oraz to, że wszystko inne jest rodzajem pewnego luksusu, zaspokajaniem potrzeb czy preferencji poszczególnych grup, które jednak nigdy nie będą obejmowały całości społeczeństwa (wywiad dla Magazynu Świątecznego „Gazety Wyborczej” z 23 grudnia 2016 r.).

Czy ten koncept ma szanse realizacji? Zapytałam o to przedstawicieli świata nauki. I o ich własne recepty na społeczną zgodę narodową. Każda jest inna. Da się je jednak sprowadzić do wspólnego mianownika: działania na rzecz wspólnego dobra. I to jest pozytywna informacja przy pesymistycznej postawie wobec wspólnoty politycznej. Bo osób tak myślących jest zapewne więcej, zatem jest nadzieja na koniec wojny polsko-polskiej albo przynajmniej na jej ucywilizowanie.


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (4)

  • sinequanon(2017-11-27 00:49) Zgłoś naruszenie 43

    Jak? Odsunąć od polityki tych, co tę wojnę rozdmuchali i podsycają. Wynalazcę formuły sortów ludzi, mitomanów politycznych, psychopatów (w rozumieniu psychologii). Czyli political fiction, czyż nie tak, panie Ziemkiewicz?

    Odpowiedz
  • precz z ********(2017-11-27 05:03) Zgłoś naruszenie 25

    u koryta z awanturnikami i klamcami propagandowymi, promujacymi faszyzm, narzucajacymi swoje chore ideologie, zgoda jest nie mozliwa

    Odpowiedz
  • wspólnotowiec(2017-11-26 23:38) Zgłoś naruszenie 20

    Bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, dobrobyt czyli sukcesywny wzrost poziomu życia obywateli, porządek i estetyka przestrzeni publicznej, sprawne funkcjonowanie aparatu państwa jego przewidywalność i obliczalność, narracje wspólnotowe podkreślające wspólnotę losu naszych przodków niezależnie od poglądów politycznych i ich zdolność do współpracy w trudnych warunkach i czasach. Jest tego naprawdę dużo jak się zastanowić i zacząć wymieniać. Problem w tym, że przez warunki historyczne Polacy nauczyli się raczej gromadzić wokół idei określanych w opozycji do czegoś/kogoś. Jest przeciwnik, wróg, który chce nam coś odebrać, a my się trzymamy razem i mu się nie damy. Obóz uważający się za "modernizacyjny" podkpiwa sobie trochę z tej narracji, co nie jest dobrą drogą. Trzeba uznać i uszanować ten bagaż historyczny, który się kryje za takim rozkładaniem akcentów i uczyć się asymilować go do wspólnej tożsamości. Polsce i Polakom potrzeba syntezy i tej tradycji konserwatywnej i liberalnej i lewicowej. Powinniśmy zbudować takie państwo, w którym pewnie nikt nie będzie w 100% zadowolony z jego kształtu, ale będzie on dla wszystkich do zaakceptowania - wystarczająco dobry. A przede wszystkim dużo nauki zrozumienia i szacunku dla siebie nawzajem, obniżania temperatury sporu. Z tego punktu widzenia szkodliwe jest to, co jest niestety paliwem współczesnej polityki, czyli celowe demonizowanie przeciwnika i hiperbolizowanie szkodliwości jego działań. Pokusa by to robić jest silna, więc jedyna nadzieja w tych którzy dla wspólnego dobra nie będą dawać się podpuszczać i będą studzić temperaturę. Trzeba wprowadzać i sukcesywnie utrwalać wizję Polski jako państwa, gdzie pełne spektrum poglądów ma prawo istnieć obok siebie. Myślę, że Polakom dobrze by też zrobiło większe "desinteressement" wobec polityki. Jesteśmy bardzo rozpolitykowanym narodem, myślę, że nawet trochę za bardzo.

    Odpowiedz
  • pańśtwowiec(2017-11-26 23:44) Zgłoś naruszenie 04

    Bezpieczeństwo zewnętrzne oraz wewnętrzne, dobrobyt czyli sukcesywny wzrost poziomu życia obywateli, porządek i estetyka przestrzeni publicznej, sprawne funkcjonowanie aparatu państwa jego przewidywalność i obliczalność, narracje wspólnotowe podkreślające wspólnotę losu naszych przodków niezależnie od poglądów politycznych i ich zdolność do współpracy w trudnych warunkach i czasach. Jest tego naprawdę dużo jak się zastanowić i zacząć wymieniać. Problem w tym, że przez warunki historyczne Polacy nauczyli się raczej gromadzić wokół idei określanych w opozycji do czegoś/kogoś. Jest przeciwnik, wróg, który chce nam coś odebrać, a my się trzymamy razem i mu się nie damy. Obóz uważający się za "modernizacyjny" podkpiwa sobie trochę z tej narracji, co nie jest dobrą drogą. Trzeba uznać i uszanować ten bagaż historyczny, który się kryje za takim rozkładaniem akcentów i uczyć się asymilować go do wspólnej tożsamości. Polsce i Polakom potrzeba syntezy i tej tradycji konserwatywnej i liberalnej i lewicowej. Powinniśmy zbudować takie państwo, w którym pewnie nikt nie będzie w 100% zadowolony z jego kształtu, ale będzie on dla wszystkich do zaakceptowania - wystarczająco dobry. A przede wszystkim dużo nauki zrozumienia i szacunku dla siebie nawzajem, obniżania temperatury sporu. Z tego punktu widzenia szkodliwe jest to, co jest niestety paliwem współczesnej polityki, czyli celowe demonizowanie przeciwnika i hiperbolizowanie szkodliwości jego działań. Pokusa by to robić jest silna, więc jedyna nadzieja w tych którzy dla wspólnego dobra nie będą dawać się podpuszczać i będą studzić temperaturę. Trzeba wprowadzać i sukcesywnie utrwalać wizję Polski jako państwa, gdzie pełne spektrum poglądów ma prawo istnieć obok siebie. Myślę, że Polakom dobrze by też zrobiło większe "desinteressement" wobec polityki. Jesteśmy bardzo rozpolitykowanym narodem, myślę, że nawet trochę za bardzo.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie