Pomysł podróży zabytkowym pociągiem bułgarskie koleje prawdopodobnie zaczerpnęły ze słynnego, odrestaurowanego Orient Expressu, który w ostatnich latach jeździ opisaną w powieści Agathy Christie dawną trasą ze Stambułu przez Bałkany do Londynu. Ale podróż Orient Expressem trwa tydzień, a bilety nań kosztują kilka tysięcy euro.

W Bułgarii podróż retropociągiem trwa kilka godzin, bilety są znacznie tańsze - w granicach 15-20 euro - lecz atrakcja nie mniejsza, gdyż podróż można odbyć w wagonie dawnego cara Borysa III Sakskoburggotskiego (1894-1943) lub komunistycznego przywódcy Todora Żiwkowa (1911-1998).

Kierownictwo kolei bułgarskich podkreśla, że moda na podróże retropociągami przeżywa prawdziwy boom. Zabytkowym "carskim pociągiem" jako pierwsi w lutym pojechali członkowie rządu i dziennikarze. Od Niedzieli Palmowej w podróż mogą się udać wszyscy chętni, którzy zdołali kupić bilety.

Trasy na razie są dwie: krótsza, trwająca około godziny, i wiodąca przez piękny wąwóz rzeki Iskar do klasztoru Czerepisz. I dłuższa, kilkugodzinna trasa wiodąca przez piękne górskie miejscowości do miasta Kiustendił na zachodzie Bułgarii. Pociąg zatrzymuje się w małych miejscowościach o niegdyś przepięknych, zbudowanych na początku XX wieku dworcach w stylu wiedeńskim, a także nad znanym wodospadem Skakawica.

Miłość cara Borysa III do pociągów jest w Bułgarii legendarna. Car lubił sam prowadzić pociąg; według świadków był w tym prawdziwym zawodowcem. Pociąg Borysa składał się z trzech wagonów, podobnie jak pociąg Żiwkowa. Dołączono do nich piękny wagon restauracyjny w stylu art deco. Najbardziej reprezentacyjny wagon w tym stylu, należący co cara Ferdynanda, który rządził w okresie 1887-1918, nie nadaje się, by nim jeździć, i jest wystawiony w naddunajskim Ruse.

Lokomotywa parowa serii 46-03 była najmocniejszą w Europie, została zaprojektowana przez bułgarskich inżynierów i zbudowana w 1931 roku w poznańskich zakładach H. Cegielskiego z numerem fabrycznym 203. Nazwano ją "niedźwiedzicą" z powodu dużej mocy i ogromnych rozmiarów. Przepracowała 55 lat. Przez trzy lata przed wybuchem II wojny światowej jako palacz pracował na niej znany bułgarski poeta i działacz ruchu robotniczego Nikoła Wapcarow.

Po kilku latach przerwy w eksploatacji za remont lokomotywy zabrali się maszynista Angeł Aleksijew z dwoma pomocnikami. Przywrócili ją do życia i od 2015 roku 150-tonowa "niedźwiedzica" znów ciągnie wagony.

Bułgarskie koleje przewidują rozwój tego typu atrakcyjnych wycieczek, w tym tygodniową podróż przez cały kraj dla cudzoziemców.

Lokomotywa parowa i carskie wagony mają chociaż częściowo pomóc w uzdrowieniu bułgarskich kolei będących w trudnej sytuacji finansowej. Koleje, którym ciężko konkurować z transportem autobusowym, mają ok. 380 mln lewów (190 mln euro) zadłużenia i tyle samo potrzebują na unowocześnienie taboru kolejowego.

Na pomoc bułgarskim kolejom mają jednak przyjść chińskie inwestycje o wartości 500 mln lewów (250 mln euro), które obecnie negocjowane są przez władze Chin i Bułgarii.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)