statystyki

Prof. Lewicki: Ameryka problem z tożsamością przekuła w sukces

autor: Robert Mazurek14.04.2017, 07:18; Aktualizacja: 14.04.2017, 16:34
Zbigniew Lewicki, politolog, wykladowca uniwersytecki

Zbigniew Lewicki, politolog, wykladowca uniwersytecki, Fot. Darek Golikźródło: Dziennik Gazeta Prawna

- Tak, kultura angielska jest potężna, francuska czy niemiecka również, tylko że te kraje nie miały problemu z tożsamością, nie było potrzeby jej tworzenia. A Ameryka miała, i ten problem przekuła w sukces - mówi Zbigniew Lewicki w rozmowie z DGP.

Na całym świecie ci sami celebryci, te same gwiazdy znane z powiększania pupy i niczego więcej. Od dawna tak mamy?

Od końca II wojny światowej, choć wtedy nie powiększano jeszcze pup, ale to wtedy kultura masowa podbiła świat.

A dlaczego amerykańska?

Bo tam się właśnie narodziła. To dzięki kulturze pop, a nie z powodu internetu wie pan o istnieniu pani Kardashian.

Choć nie wiem, z czego jest znana.

A jakie to ma znaczenie?

Kiedy powstała kultura masowa?

Chce pan zacząć od archeologii?

A co byłoby tą archeologią kultury pop?

W XIX w. zaczęto wydawać na masową skalę książeczki o Dzikim Zachodzie, których bohaterem był Davy Crockett.

Kto zaczął?

Autentyczna postać, amerykański traper i żołnierz, potem nawet kongresmen, który zginął w 1836 r. w bitwie z Meksykanami pod Alamo. Zabawne było to, że mógł czytać o sobie niestworzone, często zmyślone historie. Te broszurki podbiły Amerykę, a w latach 50. XX w. powstał nawet o nim film.

Czyli to jednak książka dała podwaliny pod kulturę popularną.

Stało się to dzięki pojawieniu się w drugiej połowie XIX w. paperbacków, tanich książek z miękką okładką. Królowała wtedy seria identycznie wyglądających książeczek za 5 centów, ich wydawca wysyłał je żołnierzom w czasie wojny secesyjnej, przyzwyczajając ich do czytania tej serii również potem. A propos, wie pan, jaka książka zmieniła losy Ameryki i świata?

Pewnie kilka.

„Chata wuja Toma”.

Opowieść o dobrych Murzynach...

Została napisana przez Harriet Beecher Stowe – autorkę, która w życiu nie była na Południu i nie widziała żadnej plantacji bawełny. A dlaczego zmieniła losy świata? Bo bohaterowie książki – czarni niewolnicy – kochali i umierali, cierpieli i cieszyli się, a przede wszystkim nie byli bliżej nieokreślonymi niewolnikami, lecz mieli konkretne imiona, dzięki czemu łatwiej budzili współczucie czytelników. Prezydent Abraham Lincoln powiedział z pewną przesadą, że to „Chata wuja Toma” doprowadziła do wojny secesyjnej, bo nadała ludzką twarz niewolnictwu, a w drugiej połowie XIX w. była ona drugą, po Biblii, najpopularniejszą książką Ameryki.

Zostawmy jednak książki.

Tym bardziej że to dopiero kino stworzyło kulturę masową. W Ameryce jeszcze w latach wielkiego kryzysu co weekend kupowano liczbę biletów równą trzem czwartym ludności Stanów Zjednoczonych. Po prostu w weekend wszyscy szli do kina – emigranci, żeby się uczyć języka, zdesperowani, umęczeni kryzysem ludzie za ostatnie centy kupowali bilet, by zapomnieć, a bogaci dla rozrywki. I wszyscy siadali koło siebie w salach kinowych tak ogromnych, że dziś nie potrafimy ich sobie wyobrazić.

Nie tylko film był sztuką demokratyczną, ale i kino jako instytucja.

Było to zresztą zorganizowane inaczej niż dziś. Przede wszystkim nie było seansów...

Jak to?

Ano nie było, wyświetlano na okrągło dwa filmy: A i B, stąd nazwa „kino klasy B”. Bilet do kina był więc biletem wstępu, można tam było siedzieć do oporu. Jeśli się nie mylę, to pierwszym filmem z seansami było legendarne „Przeminęło z wiatrem”.

A skoro kino, to Hollywood.

Choć z początku jego zasięg światowy był dość ograniczony. Owszem, Charlie Chaplin czy Buster Keaton bawili cały świat, kobiety marzyły o Rudolfie Valentino, ale to wciąż nie było to.


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie