Celem otwarcia nowego frontu na Charkowszczyźnie nie był sam marsz na Charków. Oczywiście gdyby się okazało, że ukraińska obrona leży i można podejść blisko metropolii, najeźdźcy skorzystaliby z okazji.
Łatwo jednak nie było i realizowany jest teraz wariant realistyczny. Jest budowany pas „ziemi w ogniu”, który będzie oddzielał państwo Władimira Putina od – m.in. – Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego Dienisa Kapustina vel Nikitina. Organizacja współpracująca z wywiadem wojskowym HUR od wielu miesięcy dokonywała rajdów zbrojnych w obwodach biełgorodzkim i kurskim. W tym pierwszym próbowała budować wirtualną republikę ludową – odpowiednik separatystycznych parapaństw na Donbasie – Ługańskiej i Donieckiej Republik Ludowych. Oczywiście Kapustin nie był w stanie na trwałe zawojować istotnych obszarów. Jego rajdy ośmieszały jednak Władimira Putina. Nawet jeśli Biełgorodzka Republika Ludowa pozostawała tworem z Instagrama.
Drugim celem otwarcia nowego frontu jest odciąganie uwagi. Rosjanie liczyli, że do obrony Wołczańska zostaną ściągnięte jednostki np. spod Konstantyniwki i Czasiw Jaru, co ułatwi zdobycie tego drugiego miasta, postrzeganego jako brama do znacznie większych kąsków – Słowiańska i Kramatorska. Jak przy każdym starciu w wojnie po 24 lutego 2022 r., nic nie okazało się jednak czarno-białe. Rezultaty rysują się raczej w odcieniach szarości. Choć akurat tym razem ta szarość nie sprzyja przede wszystkim Kijowowi.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.