Odpowiedź Xi na protesty będzie wskazówką dla NATO, jak dokładnie zdefiniować te nowe aspirujące Chiny. Czy przekształcą się one w oczywistą – a nie „cyfrową” – satrapię na wzór rosyjski, czy będą próbowały zachować kontakt ze światem Zachodu. Jeśli podążą szlakiem Władimira Putina – opisanym w styczniu tego roku podczas jednego z wykładów przez ówczesną szefową MSZ Wielkiej Brytanii Liz Truss – NATO będzie miało przed sobą antydemokratyczną oś złożoną z dwóch dużych graczy: Chin i Rosji, jednego średniego i piwotalnego Kazachstanu oraz sieci przystawek od Białorusi przez Syrię i Iran po Koreę Północną.
W Kazachstanie – uprawiającym dyplomację wahadłową między Moskwą a Pekinem – trwają zresztą protesty przeciw władzy Kasyma-Żomarta Tokajewa (w sobotę ponownie został on zaprzysiężony na prezydenta). Głowa państwa z pierwszą wizytą udała się do Moskwy, która chciałaby mieć to ważne państwo Azji Środkowej po swojej stronie lub w najgorszym przypadku neutralne. W przystawkach też jest niestabilnie. Iran – zaopatrujący Rosję w pociski balistyczne i drony – ma swoją rewoltę, w której ludzie domagają się liberalizacji reżimu. Białoruś, która w niejasnych okolicznościach straciła dysponującego dobrymi kontaktami na Zachodzie szefa MSZ Uładzimira Makieja (śmierć ta jest postrzegana przez część komentatorów jako sygnał ostrzegawczy dla Alaksandra Łukaszenki. W DGP pisaliśmy o groźbach Władimira Putina pod adresem dyktatora) – zmienia się w zaplecze produkcyjne pocisków artyleryjskich dla Rosji o kalibrze od 122 do 300 mm. Linie produkcyjne powstają tam na licencji i we współpracy z Iranem. W efekcie niewykluczone, że Teheran zażąda w zamian dostępu do rosyjskich technologii nuklearnych, aby przyspieszyć swój własny program atomowy. Korea Północna – również zaopatrująca Rosję w amunicję – zintensyfikowała z kolei testy pocisków międzykontynentalnych i poinformowała o postępach w rozwoju swojej artylerii rakietowej. W ciągu ostatnich tygodni dokonała aż 50 prób z pociskami różnego typu.