Po zdobyciu Siewierodoniecka rosyjskie wojska kontynuują wypieranie obrońców z obwodu ługańskiego. Na drodze do osiągnięcia granicy administracyjnej regionu pozostało agresorom już tylko zajęcie Lisiczańska. Siły okupacyjne starają się podejść od południa pod ponad 100-tysięczne przed inwazją miasto. Według ukraińskich danych starcia toczą się już w Wowczojariwce, kilka kilometrów od południowej granicy miasta.
Władze lokalne ponawiają apele o ewakuację, która jest coraz trudniejsza, ponieważ są ostrzeliwane także drogi prowadzące z miasta w stronę obwodu donieckiego. Według szacunkowych danych w ostrzeliwanym stale Lisiczańsku wciąż pozostaje ok. 10 proc. mieszkańców. – Każdy, kto się jeszcze waha, musi zrozumieć, że następnym razem będzie jeszcze trudniej wyjechać. Nie traćcie szansy – prosił szef obwodowej administracji Serhij Hajdaj. Jak podał „Le Monde”, prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział podczas zamkniętego wideowystąpienia do liderów grupy G7, że chciałby zakończyć wojnę przed zimą, ale do tego potrzebuje zwiększonych dostaw broni z Zachodu. Szef wywiadu wojskowego Kyryło Budanow w rozmowie z „Financial Timesem” powiedział zaś, że „Rosjanie będą się bić do końca”, ponieważ uznanie, że nie zdołali pokonać Ukrainy, może oznaczać „krach ich państwowości”. Budanow dodał, że chociaż siły agresora są zdemoralizowane, to nie należy żywić nadziei, że wycofają się z zajętych obszarów Ukrainy, stanowiących obecnie 20 proc. państwa.
Tego typu retoryka coraz częściej pojawia się w wypowiedziach ukraińskich urzędników. Choć postępy Rosjan są minimalne – na najważniejszym dla nich odcinku ługańskim wynoszą ok. 20 km na miesiąc – to Ukraińcom brakuje sił, by je powstrzymać. Kijowowi kończą się zapasy broni i amunicji produkcji radzieckiej i rosyjskiej, a dostawy z Zachodu są zbyt małe, by uzupełnić te niedobory. Ukraińcy liczą, że sytuacja zmieni się, gdy na dobre ruszy uchwalony już przez Amerykanów program Lend-Lease. Na to jednak trzeba poczekać co najmniej miesiąc. W tym czasie obrońcy próbują wiązać część sił przeciwnika lokalnymi działaniami zaczepnymi na froncie południowym. Ukraińcy nieznacznie posuwają się naprzód w okolicach Chersonia, jedynej stolicy obwodowej utraconej po 24 lutego. Zmasowanym atakom z powietrza jest też poddawany rosyjski garnizon na Wyspie Wężowej.
Reklama
– Operacja wojskowa na Wyspie Wężowej trwa i jest obliczona na dość długi czas oraz całkowite wyzwolenie wyspy spod okupacji – mówiła wczoraj rzeczniczka Dowództwa Operacyjnego Południe Natalia Humeniuk. Wyspa, o którą przez lata Ukraina prowadziła spór z Rumunią, została zajęta przez Rosjan w pierwszych dniach wojny. To na niej padły słynne już dziś słowa „rosyjski okręcie wojenny, wyp…”. Jej odbicie ułatwiłoby przywrócenie kontroli nad południowoukraińską przestrzenią powietrzną, zwłaszcza że w ostatnich dniach Rosjanie wzmogli ostrzał rakietowy ukraińskich miast. W nocy z niedzieli na poniedziałek pociski manewrujące spadły na jedną z miejscowości w obwodzie odeskim. Według władz lokalnych uszkodzeniom uległo 65 budynków mieszkalnych. Ostrzeliwano też cele w obwodach charkowskim, mikołajowskim i sumskim. Wczoraj Rosjanie zaatakowali centrum handlowe w Krzemieńczuku w środkowej Ukrainie. Według szacunków przekazanych przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego mogło w nim przebywać ponad tysiąc cywili. Do godz. 20 czasu polskiego potwierdzono śmierć 10 osób, kilkadziesiąt zostało rannych. Zełenski podkreślał, że obiekt nie miał żadnej wartości strategicznej.
Ukraiński sztab generalny twierdzi, że Białoruś zwiększyła pomoc dla rosyjskiego sojusznika. Według Kijowa Mińsk miał wysłać 20 wagonów z amunicją. – Chcę się zwrócić do obywateli Białorusi. Wciągają was do wojny nawet aktywniej niż w lutym i na wiosnę. Na Kremlu decyzja już zapadła. Wasze życie nie jest dla nich nic warte. Ale nie jesteście niewolnikami ani mięsem armatnim, nie powinniście ginąć. Macie możliwość nie pozwolić nikomu decydować za was, co dalej się stanie – apelował w wieczornym nagraniu prezydent Zełenski, zwracając się do Białorusinów po rosyjsku. W ostatnich tygodniach białoruska propaganda coraz chętniej sięga po narrację wojenną. Alaksandr Łukaszenka ostrzegał Litwę przed ograniczaniem tranzytu do obwodu kaliningradzkiego i nie wykluczył, że białoruska armia wkroczy do wojny na zachodniej Ukrainie, „by nie wyszarpał jej Zachód”. Kijów na razie nie widzi jednak, by siły zbrojne podlegle Łukaszence były gotowe do przystąpienia do wojny.