Aby pozostać na stanowisku przewodniczącego ugrupowania i premiera kraju, Johnson musiał zdobyć poparcie co najmniej połowy posłów partii oraz jeden dodatkowy głos. Łącznie konieczne było wsparcie 180 parlamentarzystów. Do zamknięcia tego wydania DGP wyniki głosowania nie zostały opublikowane.
W dniu posiedzenia premier położył nacisk na eksponowanie swoich osiągnięć. Na Twitterze nie przekonywał do opowiedzenia się po jego stronie. Informował za to o wczorajszej rozmowie telefonicznej z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i opublikował kilka wpisów o pomocy dla pogrążonego w wojnie kraju. Jego zwolennicy twierdzą, że to właśnie działania, jakie podejmował w związku z agresją Rosji na Ukrainę, powinny przesądzić o zachowaniu stanowiska. – Dziś wieczorem zagłosuję na Borisa. Premier podjął słuszne decyzje w sprawie brexitu i pandemii. Teraz musimy skupić się na obronie Ukrainy, wyrównywaniu poziomu życia i generowaniu wzrostu gospodarczego. Musimy zjednoczyć się za Borisem, aby sprostać tym wyzwaniom – pisał na Twitterze Michael Gove, były minister w rządach konserwatystów i obecny kanclerz Księstwa Lancaster w gabinecie Johnsona.
Za politykiem wstawiła się także szefowa resortu spraw zagranicznych Liz Truss. To ją wskazuje się jako potencjalną następczynię premiera. „Ma moje stuprocentowe poparcie w dzisiejszym głosowaniu (…). Przeprosił za popełnione błędy” – pisała w mediach społecznościowych. Truss znana jest ze stanowczego podejścia wobec Rosji. Od początku wojny wzywała także do zwiększenia wsparcia dla Kijowa.
Reklama