Wczoraj wieczorem w brytyjskim parlamencie członkowie Partii Konserwatywnej głosowali nad wotum nieufności wobec swojego przywódcy – premiera Borisa Johnsona. To konsekwencja afery, która wybuchła w Wielkiej Brytanii, gdy do mediów wyciekły informacje o przyjęciach organizowanych przy Downing Street podczas pandemicznego lockdownu.
Aby pozostać na stanowisku przewodniczącego ugrupowania i premiera kraju, Johnson musiał zdobyć poparcie co najmniej połowy posłów partii oraz jeden dodatkowy głos. Łącznie konieczne było wsparcie 180 parlamentarzystów. Do zamknięcia tego wydania DGP wyniki głosowania nie zostały opublikowane.
W dniu posiedzenia premier położył nacisk na eksponowanie swoich osiągnięć. Na Twitterze nie przekonywał do opowiedzenia się po jego stronie. Informował za to o wczorajszej rozmowie telefonicznej z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i opublikował kilka wpisów o pomocy dla pogrążonego w wojnie kraju. Jego zwolennicy twierdzą, że to właśnie działania, jakie podejmował w związku z agresją Rosji na Ukrainę, powinny przesądzić o zachowaniu stanowiska. – Dziś wieczorem zagłosuję na Borisa. Premier podjął słuszne decyzje w sprawie brexitu i pandemii. Teraz musimy skupić się na obronie Ukrainy, wyrównywaniu poziomu życia i generowaniu wzrostu gospodarczego. Musimy zjednoczyć się za Borisem, aby sprostać tym wyzwaniom – pisał na Twitterze Michael Gove, były minister w rządach konserwatystów i obecny kanclerz Księstwa Lancaster w gabinecie Johnsona.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.