Polityk znalazł się w centrum kolejnego skandalu na austriackim szczycie władzy, kiedy w zeszłym tygodniu prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko niemu i dziewięciu innym osobom w związku z podejrzeniem o krzywoprzysięstwo, defraudację i korupcję. Chodzi o lata 2016 i 2017 – okres, w którym Kurz jako minister spraw zagranicznych zabiegał o stanowisko szefa Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP). A ono miało mu otworzyć drogę do objęcia w 2017 r. najwyższego stanowiska w państwie. Kurz został kanclerzem, mając 31 lat. Był wówczas najmłodszym demokratycznie wybranym przywódcą na świecie. Zachwycał nie tylko Austriaków, ale też zachodnią centroprawicę, która stawiała go za wzór tego, jak walczyć o utrzymanie poparcia wśród wyborców. Teraz okazuje się, że tamto uznanie Kurz mógł zdobyć, posługując się wątpliwymi metodami.
Proceder korupcyjny miał wyglądać tak: Thomas Schmid, szef gabinetu ministra finansów i do dzisiaj bliski współpracownik Kurza, miał przekazać publiczne pieniądze tabloidowi „Österreich” pod pretekstem zamieszczania w gazecie publicznych ogłoszeń. W zamian gazeta opublikowała pochlebne materiały na temat Kurza opisujące go jako wschodzącą gwiazdę austriackiej polityki. „Österreich” powoływała się przy tym na sondaż, którego wynik również miał zostać podrasowany na jego korzyść.