Talibowie potwierdzili, że dotychczasowy przywódca grupy Hibatullah Achundzada będzie sprawować funkcję najwyższego autorytetu w Afganistanie, a nowo wybrany prezydent lub premier ma kierować państwem pod jego zwierzchnictwem. Grupa poinformowała także, że dyskusje na temat utworzenia rządu zostały zakończone, a jego skład zostanie wkrótce ujawniony. – Islamski rząd będzie wzorem dla wszystkich – powiedział Anamullah Samangani, członek talibskiej komisji kultury. – Nie ma wątpliwości co do obecności w nim Achundzady. Będzie naszym liderem – dodał.
Talibowie zdają się podążać za modelem rządów obowiązującym w Iranie. Choć tam również funkcjonują instytucje prezydenta i rządu, najwyższym przywódcą pozostaje autorytet religijny. To do niego należy ostatnie słowo we wszystkich sprawach wagi państwowej. Według prywatnej afgańskiej telewizji Tolo News nowy ustrój nie będzie republikański ani emiracki. Władza w Kabulu ma być „czymś w rodzaju rządu islamskiego”. Podobnie jak założyciel i poprzedni talibski przywódca Afganistanu mułła Muhammad Umar, Achundzada nie pokazuje się publicznie. Mułła Umar znany był z pustelniczego stylu życia. Rzadko podróżował do Kabulu. W przypadku Achundzady niemal nieznany pozostaje nawet jego wizerunek. Talibowie opublikowali dotychczas tylko jedno zdjęcie.
Urodzony w Kandaharze Achundzada jest jednym z pierwszych talibskich działaczy. Do grupy dołączył tuż po jej powstaniu w latach 90. Większość życia mężczyzna spędził w kraju. Kiedy talibowie zdobyli zachodnią prowincję Farah, powierzono mu tam walkę z przestępczością. Później został członkiem sądu wojskowego w rodzinnym Kandaharze, by w końcu zostać szefem podobnej instytucji we wschodniej prowincji Nangarhar. Szybko awansował do rangi zastępcy przewodniczącego w Sądzie Najwyższym. Talibskie instytucje sądownicze słyną z radykalnej interpretacji islamu, więc mułłę uważa się za szczególnie konserwatywnego.
Boją się go nawet talibscy bojownicy. Przyczynić miały się do tego poglądy wyrażane przez niego podczas kariery sądowniczej. Achundzada uważał, że każdy, kto odważy się zakwestionować słowa ówczesnego przywódcy, mułły Achtara Mansura, powinien zostać stracony. Utrzymywał też bliskie stosunki z Szurą z Kwety, organizacją paramilitarną, którą talibscy przywódcy założyli 20 lat temu w Pakistanie. Wspierana przez władze tego kraju organizacja miała być swego czasu uznawana przez administrację USA za większe zagrożenie od Al-Ka’idy.
Ale Achundzada to jednak przede wszystkim przywódca religijny. Kiedy w 2001 r. rządy talibów zostały obalone przez koalicję pod przywództwem USA, został szefem talibskiej rady duchownych. Był odpowiedzialny za wydanie większości talibskich fatw, czyli opinii wyjaśniających kwestie teologiczne i prawne. Zarówno mułła Omar, jak i mułła Mansur przez lata konsultowali się z Achundzadą w kluczowych sprawach religijnych. Po śmierci tego drugiego w ataku amerykańskich dronów w 2016 r. mężczyzna został emirem, czyli głównym przywódcą talibów. Jego kandydaturę miał wysunąć w testamencie sam Mansur.
Nie wiadomo, jakim przywódcą Afganistanu się okaże. 18 lipca, jeszcze przed przejęciem władzy przez talibów, Achundzada twierdził, że popiera polityczne rozwiązanie konfliktu. Jest jednak propagatorem ekstremalnej przemocy. Jego entuzjazm dla taktyki zamachów samobójczych jest na tyle silny, że był dumny, kiedy jego 23-letni syn przeprowadził w 2017 r. taki atak, wjeżdżając pojazdem załadowanym materiałami wybuchowymi do afgańskiej bazy wojskowej w prowincji Helmand w południowej części kraju. To wtedy zyskał największy szacunek członków grupy.