Innymi słowy to Europa ma dotrzeć do uchodźcy, a nie uchodźca do Europy. Nie ma mowy o przyjmowaniu wszystkich potrzebujących z przejętego przez talibów Afganistanu, lecz wyłącznie tych, którym grozi największe niebezpieczeństwo. Priorytetem mają być kobiety i dzieci, a także aktywiści, dziennikarze czy pisarze. Pozostałych Unia Europejska chce wspierać na miejscu – zarówno w samym Afganistanie, jak i w krajach ościennych.
– Musimy zapobiec temu, by ludzie wkraczali na szlaki przemytnicze w kierunku Europy – mówiła po wtorkowym posiedzeniu ministrów spraw wewnętrznych unijna komisarz do spraw migracyjnych Ylva Johansson. Czy to oznacza, że Europa będzie przekazywać pieniądze Uzbekistanowi, Tadżykistanowi czy Pakistanowi w zamian za utrzymywanie afgańskich uchodźców, podobnie jak ma to miejsce w przypadku Syryjczyków przyjętych przez Turcję? Szef europejskiej dyplomacji Josep Borrell, zapytany o to przez włoski dziennik „Corriere della Sera”, odpowiedział twierdząco. Umowa UE z Ankarą opiewa na 6 mld euro, ale o tym, jak duże wsparcie może popłynąć do krajów sąsiadujących z Afganistanem, nikt w Brukseli jeszcze oficjalnie nie mówi.