Reklama
Ambasador Rosji w Afganistanie Dmitrij Żyrnow ma się dzisiaj spotkać z talibami, by „omówić kwestie związane z bezpieczeństwem rosyjskiej misji dyplomatycznej”. Rosjanie nie ukrywają, że w ostatnim czasie lepiej współpracowało im się z dżihadystami niż z legalnym rządem prezydenta Aszrafa Ghaniego. Więcej powodów do niepokoju mają państwa Azji Środkowej.
Rosyjski sąd uznał talibów za terrorystów jeszcze w 2003 r. Stąd media z tego kraju przy każdej wzmiance o nich mają obowiązek dodawania w nawiasie informacji, że jest to „organizacja zakazana w Rosji”. Mimo to tamtejsi dyplomaci utrzymywali regularne kontakty z afgańskimi dżihadystami jeszcze w czasach, gdy większość terytorium kraju zdawały się kontrolować wspierane przez Amerykanów władze centralne. „New York Times” pisał w 2020 r., że rosyjskie służby miały nawet ofiarować talibom nagrody pieniężne za ataki na amerykańskich żołnierzy, czemu Moskwa zaprzecza.
O relacjach dwustronnych mówił niedawno wysłannik Kremla ds. Afganistanu Zamir Kabułow. – Zaczęliśmy się tym zajmować siedem lat temu, bo wiedzieliśmy, czym to się skończy. Jeśli mówić cynicznie, włożyliśmy jajka nie do jednego, a do dwóch koszyków – mówił dyplomata Echu Moskwy. – Wyjście Amerykanów z Afganistanu to nasze szczęście? Nasz sukces? Jesteśmy zadowoleni? – dopytywał szef radia Aleksiej Wieniediktow. – Generalnie tak – odpowiedział Kabułow. Amerykanie – kontynuował – poprzez obecność pod Hindukuszem oddziaływali na cały region, co teraz zostanie ograniczone. Dla Rosji to, pod jaką flagą działają władze w Kabulu, nie ma pryncypialnego znaczenia.
Sąsiednie państwa Azji Środkowej obawiają się tymczasem, że rozwój sytuacji wróży ekspansję dżihadyzmu na ich terytoria, pamiętając o próbie wywołania rebelii w kirgiskim Batkenie w 1999 r. przez Islamski Ruch Uzbekistanu, który współpracował z talibami. – Talibowie mają cele daleko wykraczające poza granice kraju. Niech sąsiedzi nie myślą, że u nich będzie spokojnie – mówił afgański ekspert Ahmad Kuhdomani na lipcowej konferencji zorganizowanej przez Środkowoazjatyckie Biuro Dziennikarstwa Analitycznego. – Należy oczekiwać powstania mody na bycie talibem w Rosji, na Kaukazie i w Azji Środkowej. Do tego dojdzie rebranding grup dżihadystycznych. Ludzie z Państwa Islamskiego, Al-Kaidy i innych będą przechodzić do talibów – prognozował politolog Andriej Sierienko w rozmowie z „Meduzą”.
Miejscowe rządy podzielają tę opinię. W lipcu Tadżykistan przeprowadził największe w historii manewry wojskowe. Wzięło w nich udział 230 tys. ludzi – żołnierzy, policjantów, funkcjonariuszy innych struktur siłowych, a nawet powołanych specjalnie w tym celu rezerwistów. Już kryptonim ćwiczeń – „Marz”, czyli granica – wskazywał, jakie były cele przedsięwzięcia. Prezydent Emomali Rahmon powiedział wprost, że rozkazał jego zorganizowanie ze względu na sytuację w Afganistanie. Granica tadżycko-afgańska liczy 1357 km. Co najmniej kilka razy afgańscy żołnierze przekraczali granicę uciekając przed talibami.
Wiosną zdarzył się przypadek, że w podobnej sytuacji tadżyccy pogranicznicy zmusili swoich afgańskich kolegów do powrotu do kraju. Afgańczycy zostali następnie zabici przez talibów. Do Tadżykistanu i Uzbekistanu trafiają też coraz liczniejsi uchodźcy. Istnieje ryzyko, że białoruskie władze spróbują otworzyć kolejny, tym razem lądowy kanał przerzutowy do Unii Europejskiej. Od lipca działa pierwszy szlak powietrzny z Iraku do Mińska i dalej do granic z Litwą, Łotwą i Polską, co władze tych państw określają mianem wykorzystywania migrantów do wojny hybrydowej z Zachodem.
Zagrożone kraje regionu – zwłaszcza Tadżykistan, a w mniejszym stopniu również Uzbekistan – mogą zwrócić się do Rosji o wzmocnienie współpracy wojskowej. Moskwa otrzymałaby szansę odbudowy wizerunku powstałej pod jej patronatem Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), nadwyrężonego bezczynnością podczas niedawnych starć Armenii z Azerbejdżanem i Kirgistanu z Tadżykistanem. Uzbekistan, w przeciwieństwie do Tadżykistanu, gdzie mieści się zresztą rosyjska 201 baza wojskowa, nie należy do ODKB, ale łączy go z Rosją wiele umów dwustronnych. Władze w Taszkencie żywo interesują się rozwojem sytuacji, a ich przedstawiciel był obecny w 2020 r. w Dosze na ceremonii podpisania układu przewidującego wyjście USA spod Hindukuszu.
– Rosja chce pokazać, że zamiast Amerykanów, którzy wycofali się z Afganistanu i regionu, jest gotowa zapewnić parasol ochronny wszystkim republikom Azji Centralnej – mówił Sierienko w rozmowie z portalem Gazeta.ru. Miejsce USA mają ochotę zająć także Chińczycy, którzy rozpatrują Afganistan jako jeden z krajów, przez który można poprowadzić korytarze transportowe na Zachód. 28 lipca talibowie rozmawiali z Chińczykami w Tiencinie. ChRL jest gotowa wesprzeć talibów „w procesie odbudowy stabilności”, jeśli ci nie będą wspierać podziemia w Sinciangu, gdzie władze chińskie brutalnie prześladują muzułmańskich Ujgurów. Pekin może też liczyć na przychylność Pakistanu, którego służby od początku najbliżej kooperowały z talibami.