Sądy będą dalej zsyłać do łagrów

więzienie
więzienieShutterStock
22 lutego 2021

Po skazaniu dwóch reporterek pracujących dla telewizji Biełsat, ruszył proces kolejnej dziennikarki oraz lekarza pogotowia ratunkowego. 

Władze w Mińsku mszczą się na ludziach, którzy interesują się śmiertelnymi ofiarami trwających od wiosny 2020 r. protestów przeciw niemal 27-letnim już rządom Alaksandra Łukaszenki. W piątek ruszył w Mińsku proces dziennikarki portalu Tut.by Kaciaryny Barysiewicz i lekarza pogotowia Arcioma Sarokina. Oskarżeni odpowiadają za zdradę tajemnicy lekarskiej. Ich wina polega na obaleniu kłamstwa państwowej propagandy, która twierdziła, że Raman Bandarenka, pobity na śmierć przez prorządową bojówkę, w chwili śmierci był pijany. Barysiewicz ujawniła w Tut.by, że badanie krwi wykazało zero promili. Państwo chce ukarać ją i lekarza, który miał być źródłem przecieku. W skład bojówki, która pobiła Bandarenkę, wchodził Dzmitryj Baskau, szef Federacji Hokeja Republiki Białorusi, co było jednym z powodów pozbawienia Białorusi prawa do organizacji tegorocznych mistrzostw świata w hokeju na lodzie. Imprezę poprowadzi samodzielnie drugi współorganizator, Łotwa. Władze w Mińsku, zamiast ścigać sprawców zabójstwa Bandarenki, wzięły się za media, które interesowały się tą sprawą. Rozprawa toczy się bez udziału mediów i publiczności, a świadkowie i prawnicy obecni na sali musieli podpisać zobowiązanie do nieujawniania jej przebiegu.

Dzień wcześniej na dwa lata kolonii karnej zostały skazane Kaciaryna Andrejewa i Darja Czulcowa, współpracowniczki Biełsatu. Za rażące pogwałcenie porządku publicznego sąd uznał relację na żywo z protestu, którą dziennikarki prowadziły 15 listopada 2020 r. na antenie białoruskojęzycznego kanału TVP.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.