Reklama
Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell odbył trzydniową wizytę w Rosji mimo apeli o jej przełożenie w związku z odwieszeniem wyroku łagru dla opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Kreml uznał przyjazd hiszpańskiego polityka za dowód słabości, co w sposób demonstracyjny zostało mu okazane w trakcie pobytu.
„Musimy szczerze porozmawiać z Rosją na temat naszych relacji. Celem dyplomacji jest właśnie zaangażowanie się, przekazywanie wiadomości i próba znalezienia wspólnej płaszczyzny do porozumienia. Dyplomacja okazuje się kluczowa, gdy dzieje się źle. Nasze kanały komunikacji powinny być zawsze otwarte” – pisał Borrell w czwartek na łamach DGP, odpowiadając na krytykę części państw członkowskich UE, w tym Polski, które proponowały rewizję planów wizyty. Wiceszef Komisji Europejskiej zapewniał, że zamierza poruszyć w rozmowie z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem zarówno temat kary dla Nawalnego, jak i wiele tematów międzynarodowych – od Ukrainy i Białorusi po Syrię i Libię.
Borrella czekała w Moskwie przykra niespodzianka. Jak sam przyznał, podczas spotkania z Ławrowem Rosjanin poinformował go o wyrzuceniu trojga dyplomatów z Niemiec, Polski (chodzi o pracownicę konsulatu generalnego w Petersburgu) i Szwecji za – jak to określiło MSZ Rosji – „udział w nielegalnych akcjach 23 stycznia”, czyli protestach w obronie Nawalnego. Na dywanik wezwano kierownika polskiej placówki w Moskwie. – Takie działania przedsięwzięte celowo z naruszeniem rosyjskich przepisów są niedopuszczalne i niezgodne z ich statusem dyplomatycznym – przekonywała rzeczniczka MSZ Marija Zacharowa. „Polska dyplomatka realizowała wyłącznie zadania służbowe wynikające ze statusu dyplomatycznego i zgodne z Konwencją Wiedeńską” – odpowiedział resort dyplomacji w Warszawie, zapowiadając odpowiednią odpowiedź w razie, gdyby Rosja nie wycofała się z tej decyzji.
W sobotę państwowy Pierwyj Kanał opublikował materiał pokazujący działania wydalonych dyplomatów. Na nagraniach nie widać, by dyplomaci wykrzykiwali hasła lub nieśli jakiekolwiek transparenty. Zgodnie z wersją polskiego MSZ obserwują protesty, a Szwed dodatkowo nagrywa je na telefon. „Szwedzki dyplomata obserwował demonstrację w Petersburgu, co stanowi standardową procedurę dyplomatyczną” – oświadczyła ambasada tego skandynawskiego państwa w Moskwie. Choć Borrell został poinformowany przez Ławrowa o uznaniu całej trójki za personae non gratae, nie poruszył tej kwestii podczas konferencji prasowej. Nie zareagował też na słowa swojego rosyjskiego odpowiednika, że „UE jest partnerem, przynajmniej na obecnym etapie, niewiarygodnym”. Zamiast tego wyraził nadzieję, że rosyjska szczepionka Sputnik V przeciw COVID-19 zostanie wkrótce zarejestrowana do użytku w Unii.
Poza wyrzuceniem dyplomatów rosyjskie władze zaplanowały na wizytę Borrella jeszcze jedno przedsięwzięcie, które część obserwatorów uznała za demonstrację. Właśnie w piątek ruszył kolejny proces Aleksieja Nawalnego. Tym razem opozycjonista broni się przed pozwem o oszczerstwo złożonym przez 94-letniego weterana II wojny światowej Ignata Artemienkę. Podczas ubiegłorocznej kampanii referendalnej mężczyzna zagrał w klipie zachęcającym do poparcia zmian w rosyjskiej konstytucji, teoretycznie pozwalających Władimirowi Putinowi na rządzenie aż do 2036 r. Nawalny nazwał uczestników klipu „sprzedawczykami” i „zdrajcami”. Borrell nie spotkał się z opozycjonistą, choć podczas konferencji prasowej z Ławrowem zapewnił, że zaapelował do Rosji o uwolnienie go. Rzeczniczka KE Nabila Massrali tłumaczyła, że wizyta w areszcie „wywołałaby błędne wrażenie, że Unia akceptuje tę sytuację”.
Tymczasem otoczenie Nawalnego po dwóch weekendach protestów wezwało zwolenników do zaprzestania wychodzenia na ulice. Szef regionalnej siatki sztabów Nawalnego Leonid Wołkow tłumaczył na antenie youtube’owego kanału Navalny Live, że kontynuacja cotygodniowych wieców musiałaby się skończyć spadkiem frekwencji i rosnącym rozczarowaniem. – Jeśli będziemy wychodzić co tydzień, dostaniemy kolejne tysiące aresztowanych i setki pobitych. Sparaliżowana zostanie praca sztabów i nie da się kontynuować przygotowań do wyborów – mówił Wołkow. Na wrzesień szykowane są w Rosji wybory parlamentarne. Opozycja chce spróbować pozbawić kremlowską Jedną Rosję samodzielnej większości w Dumie Państwowej. Wołkow nie odżegnał się zupełnie od akcji ulicznych. – Dobrze się przygotujemy i zorganizujemy coś dużego wiosną i latem – zapewniał.