W przyszłym tygodniu Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) ma podjąć decyzję, czy radykalnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) zostanie zaklasyfikowana jako podejrzana. Jak pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, najpewniej tak się właśnie stanie. To efekt dwuletniego postępowania sprawdzającego, które powinno się skończyć w tym miesiącu.
W tym czasie w AfD, która ma 88 posłów w liczącym ich 709 Bundestagu, wyrosła skrajnie prawicowa frakcja Skrzydło, odwołująca się do idei narodowosocjalistycznych. W kwietniu 2020 r. frakcję rozwiązano, ale to nie znaczy, że jej sympatycy porzucili swoje idee. Czekając na decyzję służb, Alternatywa ogłosiła w poniedziałek komunikat, w którym określiła BfV jako urząd zinstrumentalizowany, a oskarżenia o łamanie niemieckiej konstytucji – nieuzasadnione.
„Jako partia praworządna AfD bezwarunkowo uznaje naród niemiecki za sumę wszystkich osób posiadających niemieckie obywatelstwo. Bez względu na to, jakie ktoś ma pochodzenie etniczno-kulturowe, jak dużo lub mało czasu minęło od naturalizacji jego lub jego przodków, wobec prawa jest on takim samym Niemcem, jak potomek rodziny, która od wieków mieszka w Niemczech. Dla nas nie ma obywateli pierwszej i drugiej kategorii. Niemniej jednak całkowicie prawomocnym celem politycznym, zgodnym zarówno z duchem, jak i literą ustawy zasadniczej, jest to, by w dłuższej perspektywie zachować naród niemiecki, jego język i tradycje” – czytamy.
Politycy dodali też, że ich zdaniem należy wstrzymać masową imigrację, a obywatelstwo powinni otrzymywać tylko ci, którzy władają językiem niemieckim i identyfikują się z niemieckim stylem życia. Służb to tłumaczenie najpewniej nie przekona. Zakwalifikowanie partii jako podejrzanej pozwoli na większą inwigilację jej członków. Spodziewana decyzja może wywołać kontrowersje, ponieważ w 2021 r. w sześciu niemieckich krajach związkowych odbędą się wybory regionalne, a we wrześniu wszyscy Niemcy wybiorą nowy skład Bundestagu.
Choć w ostatnim czasie poziom poparcia AfD w sondażach spadł z prawie 20 proc. do ok. 10 proc., problem z radykalną prawicą za Odrą istnieje, szczególnie w formacjach mundurowych. Latem minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer rozwiązała jedną z czterech jednostek KSK, czyli niemieckich specjalsów, właśnie z powodu narodowosocjalistycznych poglądów części żołnierzy, którzy mieli hajlować na zamkniętych imprezach, oraz gromadzenia przez nich prywatnych arsenałów. Jak później wykazało dochodzenie, z magazynów jednostki znikło ponad 60 kg materiałów wybuchowych i ponad 10 tys. sztuk amunicji.
Z kolei we wrześniu 2020 r. wybuchł skandal po ujawnieniu, że policjanci z Nadrenii Północnej-Westfalii od 2012 r. byli w grupach internetowych, poprzez które przesyłali sobie treści nazistowskie. Zarzuty usłyszało 30 funkcjonariuszy, z czego połowę wyrzucono z policji. Co więcej, ich koledzy mieli o tym wiedzieć, ale nie zgłosili problemu przełożonym. Jak w październiku 2020 r. informował szef BfV w raporcie „Radykalna prawica w służbach bezpieczeństwa”, od stycznia 2017 r. do marca 2020 r. prowadzono prawie 400 spraw dotyczących ekstremistów w policji i służbach na poziomie federalnym i landowym. W ich wyniku wydalono ze służby prawie 100 funkcjonariuszy. Zarzuty dotyczyły rasizmu, antysemityzmu i gloryfikacji narodowego socjalizmu. Raport nie obejmował wojska. ©℗