Ataki Iranu na arabskich sąsiadów przyniosły skutek odwrotny od zamierzonego; nie sprawiły, że tamtejsze rządy poparł Teheran zaatakowany przez USA i Izrael, a zaostrzyły podział między sunnickimi krajami Zatoki Perskiej a szyickim Iranem - przekazał CNN, powołując się na opinie ekspertów.
Po pierwszej fali wspólnych ataków USA i Izraela w sobotę Iran rozpoczął naloty na cele w całej Zatoce Perskiej, od Zjednoczonych Emiratów Arabskich po Bahrajn, uszkadzając budynki, zakłócając funkcjonowanie lotnisk i dostawy ropy naftowej. Rządy kilku państw regionu potępiły irańskie ataki.
Emerytowany wiceadmirał USA Kevin Donegan, były dowódca Piątej Floty Marynarki Wojennej, powiedział, że podejście Iranu wynikało z dwóch błędnych założeń. Po pierwsze, Iran nie działał w dobrej wierze podczas negocjacji (z USA - PAP), w związku z czym Stany Zjednoczone podjęły decyzję o skorzystaniu z opcji militarnej – ocenił. Drugim błędem Teheranu było, jego zdaniem, przekonanie, że ataki spowodują podział między państwami Zatoki Perskiej a USA. Nie sądzę, by to się wydarzyło – oświadczył.
Po ataku Izraela i USA na Teheran Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) poinformował, że przeprowadził „rozległe ataki rakietowe i dronów” na amerykańskie bazy wojskowe i izraelskie obiekty w całym regionie.
Choć IRGC twierdził, że ataki były wymierzone w 27 baz amerykańskich i obiekty izraelskie, to ucierpiały również cztery lotniska cywilne w Kuwejcie, Dubaju, Abu Zabi i Katarze. Ostrzelane zostały także dwa hotele w Dubaju.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu