Podejrzewa się, że tajne grupy rosyjskie, wykorzystując słabe zabezpieczenia prawne, kupiły newralgiczne nieruchomości w pobliżu obiektów wojskowych i cywilnych w co najmniej kilkunastu państwach europejskich.

Chcąc rozszerzyć wojnę hybrydową na Zachód, rosyjskie agencje szpiegowskie nabywają ponoć domki letniskowe, magazyny, porzucone szkoły, mieszkania w miastach, a nawet całe wyspy z zamiarem wykorzystania ich jako bazy podczas skoordynowanych ataków, sabotaży oraz inwigilacji – podał Telegraph.

Obecni i byli pracownicy trzech europejskich agencji wywiadowczych powiedzieli portalowi, że obawiają się, iż Rosja może już mieć ukryte w niektórych z tych miejsc środki wybuchowe, drony, broń oraz tajnych agentów.

Od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej wojny Rosji przeciw Ukrainie w Europie dochodziło do aktów sabotażu – podpaleń, wysyłania bomb w paczkach czy prób wykolejenia pociągów. Niektórzy przedstawiciele zachodniego wywiadu obawiają się, że incydenty te mogą być czymś więcej niż sprawdzianem – pisze portal.

Zamiast konwencjonalnej wojny Kreml może chcieć – według tych źródeł – poddać próbie gotowość NATO do działania w „szarych strefach” poprzez organizowanie na dużą skalę ataków, których można się wyprzeć, w celu sparaliżowania transportu, łączności i sieci energetycznych. Odwołanie się do Artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego byłoby wówczas utrudnione.

„Prawdopodobieństwo, że kampania sabotażowa zrodzi konsens wokół Artykułu 5, jest mniejsze, niż w przypadku konwencjonalnej operacji militarnej Rosji” – powiedział jeden z przedstawicieli wywiadu.

Nowa szefowa wywiadu brytyjskiego MI6 Blaise Metreweli w swym pierwszym przemówieniu ostrzegła, że jej kraj znajduje się „w sytuacji między wojną i pokojem”. „Rosja testuje nas w szarej strefie przy użyciu taktyk, które plasują się tuż poniżej progu wojny” – oceniła.

„Pozwalanie Rosjanom bez większych ograniczeń na inwestowanie w strategiczne nieruchomości stanowi istotne źródło zagrożenia, którym trzeba się pilnie zająć” - ocenił jeden z przedstawicieli wywiadu.

W Wielkiej Brytanii zbadano już podejrzane transakcje kupna nieruchomości niedaleko siedziby MI6 i Ambasady USA w Londynie, ale eksperci i niektórzy politycy obawiają się, że Rosja kupiła też oddalone od siedzib ludzkich nieruchomości niedaleko bazy okrętów podwodnych Trident w zachodniej Szkocji i koło miejsc, do których doprowadzane są kable podwodne na Szetlandach. Są też obawy, że Rosjanie mogli kupić domy wokół bazy RAF na Cyprze.

Coraz częściej słychać, że państwa europejskie powinny pójść za przykładem Finlandii, która wprowadziła w lipcu niemal całkowity zakaz kupowania nieruchomości przez Rosjan i Białorusinów, po czym jej śladem podobne przepisy wprowadziły państwa bałtyckie.

Władze fińskie najbardziej zaniepokoił przypadek firmy Airiston Helmi, która po cichu kupiła na Morzu Archipelagowym między Finlandią a Wyspami Alandzkimi 17 nieruchomości, z których wiele leży w pobliżu głównych szlaków morskich oraz infrastruktury telekomunikacyjnej niedaleko Turku, gdzie mieści się dowództwo marynarki fińskiej.

Najbardziej drastyczny był przypadek wyspy Sakkiluoto. Śledczy stwierdzili, że na wyspie znajduje się dziewięć pirsów, lądowisko dla helikopterów, kamery i wykrywacze ruchu, siatki kamuflażowe oraz budynki przypominające baraki z antenami satelitarnymi oraz zaawansowanym sprzętem telekomunikacyjnym.

Finlandia nie zdecydowała się na bezpośrednią konfrontację z Rosją. Rosyjskiego właściciela firmy Pawła Mielnikowa oskarżono o oszustwo i w zeszłym roku skazano go na wyrok w zawieszeniu.

Według przedstawicieli wywiadu od rozpoczęcia wojny przeciw Ukrainie Rosja zarzuciła tak wielkie projekty, stawiając na nieruchomości mniejsze, ale liczniejsze i obecnie setki, a może nawet tysiące niepozornych budynków w Europie przeobraziło się w stacje nasłuchu, kryjówki oraz magazyny broni. Niektóre należą oficjalnie do państwa rosyjskiego i służą niewinnym celom.

„Zachodnie rządy zaczęły niektóre z nich zamykać. Polska zamknęła w listopadzie konsulat Rosji w Gdańsku, a rok wcześniej Wielka Brytania pozbawiła należącą do Rosji nieruchomość we wschodnim Sussex statusu dyplomatycznego, gdy sąsiedzi powiadomili, że są stamtąd wysyłane drony obserwacyjne” – czytamy.

Telegraph podkreśla, że dużo trudniej zlokalizować znacznie liczniejsze nieruchomości należące do obywateli Rosji i rosyjskich firm. Na przykład - w Norwegii domki należące do osób powiązanych z Kremlem leżą w pobliżu arktycznych baz wojskowych. Blisko powiązana z Kremlem Rosyjska Cerkwie Prawosławna kupiła zaś nieruchomości przy bazach morskich oraz instalacjach radarowych w Norwegii i Szwecji.

„Od ponad 10 lat rosyjskie podmioty systematycznie kupują nieruchomości w Finlandii, Szwecji i Norwegii w bliskim sąsiedztwie baz wojskowych, portów i strategicznych linii dostaw” – powiedział portalowi Charlie Edwards z Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS) w Londynie.

Oprócz tego europejskie agencje wywiadowcze wykryły, że podmioty powiązane z Rosją kupiły nieruchomości przy bazach morskich i strategicznych szlakach wodnych na Sycylii, Krecie i w kontynentalnej Grecji, jak również w pobliżu ważnych obiektów w Londynie, Paryżu i Genewie.

Szczególne zaniepokojenie budzą nabytki w Szwajcarii, gdzie – według zachodniego wywiadu – rosyjscy szpiedzy wykorzystywali nieruchomości niedaleko instytutu chemicznego, który badał otrucie Skripalów, do przechwytywania sygnału WiFi i śledzenia tras przemieszczania się ekspertów ds. broni chemicznej.

”Teraz jesteśmy już bardziej świadomi, że jest to pewien schemat, ale myślę, że Europa jest w bardzo wczesnym stadium uświadamiania sobie tej strategii i reagowania na nią” – powiedziała Minna Alander ze Sztokholmskiego Centrum Studiów Europy Wschodniej (SCEEUS).

Mimo ogromnej skali zagrożenia, analitycy obawiają się, że kraje europejskie nie reagują wystarczająco szybko – w zeszłym roku nie przeszedł unijny zakaz sprzedaży nieruchomości Rosjanom, gdyż niektóre państwa, a zwłaszcza Cypr, obawiały się jego gospodarczych skutków.

„W rezultacie mamy zbieraninę ustaw obfitujących w luki, i do tego dochodzi niechęć agencji wywiadowczych do dzielenia się poufnymi informacjami przez granicę” – pisze portal.

W konkluzji Telegraph przytacza opinię jednego z urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, że „dopóki kontrwywiad będzie pozostawać w gestii państw, nie sprosta zagrożeniu, które przekracza wszystkie granice państwowe w Europie”. (PAP)