W poniedziałek TV BRICS, uruchomiona przez państwa tej grupy, opublikowała rozmowę z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem. Minister nie pozwolił, by pytania przeszkadzały mu w odpowiedziach, a na pytanie o rolę Indonezji w BRICS skrytykował Amerykanów za to, że mimo obietnic danych rzekomo podczas szczytu z Władimirem Putinem w Anchorage nie znieśli sankcji na Kreml. Poza tym zasugerował dwie rzeczy idące po linii ruchu MAGA. Po pierwsze, określił wojnę mianem „rozpętanej przez Joego Bidena”. Po drugie, skonfrontował bardziej kompromisowe stanowisko USA z „jaskiniową rusofobią większości reżimów w Unii Europejskiej”. Zasygnalizował też, że „rozwiązanie kwestii ukraińskiej” pozwoliłoby „przejść do pełnowymiarowej, szerokiej, wzajemnie korzystnej współpracy”.

Rosja żąda Donbasu

Reuters podał w piątek, że Waszyngton prze do zawarcia jakiejś formy porozumienia do marca. Kolejnym krokiem miałyby być wybory na Ukrainie i referendum zatwierdzające układ. Ale ponieważ wciąż nie ma zgody na najważniejszy przy takich rozmowach punkt dotyczący linii rozgraniczającej agresora od jego ofiary, można się spodziewać jeszcze bardziej wzmożonej presji na Kijów, w ramach której Amerykanie i Rosjanie są niejako skazani na taktyczną współpracę. Rosjanie dlatego, że w kwestii terytorialnej to oni stawiają żądania. Kijów broni się wszak przed oczekiwaniem oddania przeciwnikowi bronionych od 12 lat, znakomicie ufortyfikowanych resztek Donbasu. A gdyby Kremlowi udało się dodatkowo przywiązać do porozumienia kwestię wyborów, Rosja dostałaby narzędzie do podważania ich przebiegu i wyników.

Rokowania już teraz są dla Rosji narzędziem wpływania na przebieg działań wojennych. Temu służą tzw. rozejmy energetyczne, mające wstrzymywać ataki na obiekty infrastruktury. Rosjanie dzięki nim mają czas na gromadzenie zapasów do kolejnych uderzeń w praktycznie wyłączone już z użytku elektrociepłownie – w samym środku najcięższej zimy od lat. Zarazem pozbawiają Ukraińców szansy na odpowiedź w postaci atakowania rafinerii, co w minionym roku stało się skutecznym sposobem zadawania im strat. Pełny rozejm, o ile nastąpi, posłuży Rosji do tego samego, tylko na większą skalę. Do gromadzenia zapasów na wypadek wznowienia wojny, czego ukraińskie elity są w zasadzie pewne.

Rosja: rozejm to nie koniec zimnej wojny

Prawdopodobieństwo kolejnych eskalacji będzie rosło w miarę dekonsolidacji Zachodu. To system naczyń połączonych: gdyby np. Donald Trump zdecydował się na inwazję na Grenlandię, ryzyko przetestowania przez Rosję art. 5 NATO wzrośnie. Jeśli amerykańska administracja zachowa w tej kwestii zdrowy rozsądek i nie rozerwie więzów sojuszniczych, groźba będzie mniejsza. Kreml pracuje już nad liniami narracyjnymi na wypadek pierwszego scenariusza. Temu służy zasygnalizowanie w poniedziałek przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa, że w zamachu na wiceszefa wywiadu wojskowego Władimira Aleksiejewa maczały palce polskie służby. Oraz równoczesny komunikat cywilnego wywiadu, że koniec lat 20. może upłynąć pod znakiem wzmożonej rywalizacji z Europą o Białoruś. Decyzja o dalszym przebiegu agresji nie zapadła, ale jej scenariusze są już rozważane.©℗