Paryska prokuratura we wtorek zażądała dla Le Pen pięcioletniego zakazu ubiegania się o funkcje publiczne. To kolejny cios w wielomiesięcznej sadze związanej z aferą defraudacji środków przez jej partię w Parlamencie Europejskim i cios, który może definitywnie zakończyć jej karierę polityczną. Dzieje się to w momencie, gdy Zjednoczenie Narodowe nigdy wcześniej nie było tak blisko przejęcia władzy we Francji.

Start Le Pen możliwy, ale mało prawdopodobny

Sama Le Pen nie ukrywa sceptycyzmu co do swojego udziału w wyborach prezydenckich zaplanowanych na wiosnę 2027 roku. „Tylko cud może się stać” – przyznała dziennikarzom w dniu decyzji paryskiej prokuratury.

Polityczną przyszłość Le Pen mógłby uratować może nie tyle cud, co mało prawdopodobny scenariusz prawny. Aby mogła wystartować, sąd musiałby zignorować żądania prokuratury i ją uniewinnić albo znacząco skrócić karę, tak by wygasła jeszcze przed wyborami. Teoretycznie jest to możliwe, lecz przy wadze zarzutów i obszernej dokumentacji sprawy wydaje się mało realne.

Istnieje także trzeci wariant, zgodny z decyzją prokuratury: sąd utrzymuje zakaz, ale dopuszcza możliwość odwołania, a jego wykonanie zostaje zawieszone do czasu rozpatrzenia apelacji. W takim przypadku Le Pen mogłaby formalnie kandydować, licząc na to, że prawomocny wyrok nie zapadnie przed rozpoczęciem kampanii.

Problem w tym, że prawnicy mają wobec tego scenariusza poważne wątpliwości, a sama Le Pen również nie wydaje się w niego wierzyć. Trudno bowiem przez wiele miesięcy trzymać elektorat partii w niepewności co do tego, kto faktycznie stanie do wyborów. „Jeśli zalecenia prokuratury zostaną przyjęte, nie będę mogła kandydować” – przyznała otwarcie.

Bardella w gotowości

Jeżeli patronka polityczna Bardelli wypadnie z gry, naturalnym następcą jest Jordan Bardella, obecny lider Zjednoczenia Narodowego. Choć ma zaledwie 30 lat i niewielkie doświadczenie polityczne, już kilka lat temu zyskał pełne zaufanie Marine Le Pen, która w 2022 roku powierzyła mu stery partii. We Francji, inaczej niż w Polsce, ambitny polityk nie musi czekać do 35. roku życia – prezydentem może zostać już 18-latek.

Podobnie jak Le Pen, Bardella reprezentuje twardą linię francuskiej radykalnej prawicy. Opowiada się za ograniczeniem migracji, sprzeciwia się ambitnej polityce klimatycznej Brukseli i podkreśla konieczność ochrony francuskiego rolnictwa, widząc w nim ważny element narodowego dziedzictwa.

Mimo zbieżności poglądów, Bardellę i Le Pen dzieli pochodzenie społeczne. Le Pen, wychowana przez Jean-Marie Le Pena w zamożnym Neuilly-sur-Seine, dorastała w dostatku. Bardella jest synem skromnych imigrantów z Włoch, którzy nadali mu amerykańskie imię, we Francji kojarzone raczej z klasami ludowymi. Bardella jest jednak dumny ze swojego życiorysu, a to plusuje, bo przystępny wizerunek pozwala mu docierać do wyborców, którzy dotąd raczej sprzyjali lewicy.

Drugim atutem Bardelli jest biegłość w mediach społecznościowych, zwłaszcza na TikToku, gdzie zgromadził ponad dwa miliony obserwujących. To mniej niż 6,6 miliona Emmanuela Macrona, ale i tak pokaźny wynik w porównaniu z innymi politykami spoza kręgu władzy. W sieci Bardella chętnie pokazuje się w nieformalnych sytuacjach: pijąc popularny we Francji anyżkowy pastis, jedząc żelki Haribo czy relacjonując pospieszne przygotowania do debat telewizyjnych. Ta autentyczność podoba się młodszym wyborcom, dotąd raczej zdystansowanym wobec partii Le Penów.

Medialna gwiazda czy przyszły prezydent?

Krytycy zwracają jednak uwagę, że Bardella nigdy nie pełnił żadnej kluczowej funkcji zarządczej. Nie był merem dużego miasta, ministrem ani członkiem władz regionalnych. Jego kariera rozwijała się niemal wyłącznie w strukturach partyjnych, w dużej mierze dzięki protekcji Marine Le Pen. Pojawia się więc pytanie, czy nie jest on jedynie chwilowym fenomenem medialnym?

Na razie wyborcy Zjednoczenia Narodowego wydają się nie mieć wątpliwości, oceniając go wyraźnie lepiej niż jego patronkę polityczną. W styczniowym sondażu dla telewizji BFM aż 58 procent sympatyków partii wolałoby, aby to Bardella, a nie Le Pen, wystartował w wyborach prezydenckich. W ich oczach wygrywa on pod względem sympatyczności, zdolności do jednoczenia elektoratu i odwagi.

Kto za Macrona?

Również w szerszych badaniach opinii publicznej Bardella wypada zaskakująco dobrze. Według sondażu Odoxa z końca 2025 roku wygrywa on w drugiej turze z każdym z głównych rywali, w tym z byłym liberalnym premierem Édouardem Philippe’em czy charyzmatycznym socjalistycznym europosłem Raphaëlem Glucksmannem. W hipotetycznym starciu z radykalnie lewicowym Jean-Luciem Mélenchonem jego przewaga jest miażdżąca.

Analitycy przypominają jednak, że do wyborów pozostało jeszcze półtora roku, a sondaże mogą się diametralnie zmienić. Zarówno lewica, jak i prawica pozostają głęboko podzielone, ale im bliżej wyborów, tym bardziej będą starały się zakopać różnicy w nadziei na wyborczy sukces. Sytuację komplikuje także końcówka drugiej kadencji Emmanuela Macrona. Prezydent, zmagający się z niezwykle niskimi notowaniami, może skutecznie blokować wyłonienie następcy, który jeszcze bardziej mógłby podkopować jego dominację.

Poza tym francuska polityka już raz pokazała, że nowa twarz potrafi pojawić się nagle i błyskawicznie zdobyć poparcie. Tak było z Macronem dziewięć lat temu. Na razie pozostaje cierpliwie czekać, czy historia znów się powtórzy.